browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Dwory i alpaki

Przyszedł w końcu dzień przenosin z Ziołowego Zakątka do Alpakarium. Ponieważ było to raptem kilkadziesiąt kilometrów, to W. postanowił zobaczyć parę miejsc z Przydasi i wstawił je w trasę. Po sutym, i jak zwykle przepysznym, śniadaniu spakowaliśmy Drakula, W. nie kupił żadnych sadzonek (dziwne!), za to obfilmował obejście i mogliśmy ruszać.
do albumu zdjęć

Dwór w Zabużu


Na pierwszy ogień poszedł Dwór w Zabużu, położony nad samym Bugiem pałacyk przerobiony na hotel ze SPA. Podziwialiśmy dobry pomysł i zagospodarowanie praktycznych zabudowań podworskich, Erynia wypiła kawę z widokiem na rzekę, pospacerowaliśmy nadbużańską ścieżką i po parku, i pojechaliśmy dalej do Konstantynowa by obejrzeć tamtejszy Pałac. I tu już nie było tak pięknie. Pałac stoi opuszczony, nawet przez Policję, o szkole i bractwie kurkowym nawet nie wspominając, zagrzybiały i smutny,
do albumu zdjęć

Pałac w Konstantynowie

z płaczącymi brudem oknami. Tylko folwarczne zabudowania są zamieszkane i mają pięknie utrzymane ogródki pod swymi oknami. Park pałacowy też specjalnie nie zachwyca, chociaż trawnik przed Pałacem jest przycięty, a drzewa w alejce pobielone. A „od ulicy” patrząc i mur, i brama wyglądają znacznie lepiej niż ten „obiekt zabytkowy”.
Cokolwiek zniesmaczeni ruszyliśmy do Nosowa, gdzie ponoć też jest dwór. I tutaj zderzyliśmy się ze ścianą, a właściwie bramą, zamkniętą i daleką od dworu, tak że nie było go widać. Próbowaliśmy objechać go dookoła, tak by chociaż zobaczyć jego bryłę, ale nic to nie dało. Płot obsadzony krzakami praktycznie na całej długości aż sugerował, że mogą tu się odbywać szemrane interesy, albo ukrywa tu swój szemrany majątek któryś z partyjnych „funkcjonariuszy”. Już po powrocie doszukaliśmy się informacji, że dwór obecnie wygląda tak, a właściciel dba o swoją prywatność.
Nasze zniesmaczenie znacznie wzrosło, pojechaliśmy więc dalej do Dworu Droblin. Tym razem drobny problem stworzyły nam mapy Google do spółki z GPS, które pokazały nam błędny adres. Raptem kilkadziesiąt metrów w linii prostej, a kilometr wzdłuż drogi. Dwór jest tutaj i najlepiej dojechać do niego drogą utwardzoną, ale znaki, według których w końcu skierował się do dworu W., wskazywały na drogę polną zaraz za Hotelem przy Dworze. I jak w końcu przyjechaliśmy tą drogą w okolice dworu to przy otwartej bramie zatrzymał nas napis „Wstęp wzbroniony teren prywatny”. Cóż było robić, nie to nie, zrobiliśmy parę zdjęć przez bramę, przywitaliśmy się z końmi na pastwisku i ruszyliśmy do Alpakarium. Daleko nie było – jakieś 10 km – i już witaliśmy się z gospodynią, psem (niezbyt ufnym acz przyjaznym) i kotem. Alpaki zostawiliśmy sobie na później. Po zakwaterowaniu się w całkiem milusim, lecz ze względu na umieszczenie na poddaszu równie cieplusim pokoju, Erynia zaczęła przeszukiwać pobliskie miejsca obiadodajne. I wyszło jej jak byk, a może i koń, że w Dworze Droblin dobrze karmią. To w końcu „Wstęp wzbroniony…” czy nie?!
Trzeba było sprawdzić.
do albumu zdjęć

Dwór Droblin

I sprawdziliśmy przebijając się przez zabronioną bramę pod sam Dwór, gdzie od samego progu przywitała nas przemiła niewiasta z mikropsem. Okazało się, że restauracja jest, jest otwarta, i serwuje dania z krótkiej karty, skróconej jeszcze o dzień powszedni. Okazało się również, że ze względu na środek tygodnia i brak gości była to właścicielka obiektu. Nam w to graj, od razu (po wygłaskaniu psa) rozmowa potoczyła się na tyle mile, że oprócz wyśmienitego obiadu (pierogów z dziczyzną – Erynia – i pieczonej/duszonej karkówki z ogórkami kiszonymi przez gospodarzy(!) wyśmienitymi – W. (aczkolwiek, przy ukwaszeniu znakomitym, poziom soli zaczął wchodzić w zakres drobnej goryczki) mieliśmy okazję zostać zaproszeni do obejrzenia oranżerii (bez roślin, bo służy za salę bankietwo-weselną), części zewnętrznej obiektu z jeziorem i baniami (mokrą i suchą) na pomoście. Gdy do rozmowy dołączył Właściciel Dworu rozmowa wzbogaciła się o kwestie jachtowe – opływali kawał świata w tym wyspy kanaryjskie. My niestety mogliśmy się pochwalić jedynie wyprawami „szuwarkowymi”. Po powrocie ze spaceru dookoła jeziora, w czasie którego W. zobaczył wyskakujące z wody całkiem duże ryby, odpytaliśmy o kwestię „tych ryb”. Oczywiście że są, ale podawane są na specjalnych ucztach organizowanych czasami, w formie wędzonej lub świeżo pieczonej wraz z różnymi mięsiwami. A propos mięsiw, Gospodyni zachwalała nam tatara przyrządzanego z argentyńskiej wołowiny, na którego akurat nie trafiliśmy, ale ponoć w sobotę na pewno będzie. Chyba poczekamy, i jak dożyjemy…
do albumu zdjęć

Przywitanie alpak


Po obiedzie i miłej rozmowie, oraz odwróceniu, tyłem do drogi, znaku „Wstęp wzbroniony…” (za zgodą właścicielki) mogliśmy już w spokoju wrócić do Alpakarium, gdzie zostaliśmy poinformowani o tym, które alpaki można głaskać, a które „raczej nie”, co wolno w zagrodach, a czego nie. I mogliśmy już pójść do pokoju, w którym czekał na nas szerszeń, bo zostawiliśmy otwarte okna dachowe by nie ugotować się po powrocie. Szerszeń został (przez W.) poproszony o opuszczenie pokoju, okna zostały zamknięte, a Erynia włączyła klimatyzację. Niestety, w oknach nie było siatek.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.