Ten interes to, bagatela, ponad 200 letnia państwowa stadnina założona w 1817 r. przez Rosjan w ówczesnym Królestwie Polskim, wolą i dekretem cara Aleksandra I. Chociaż raz ruski car zrobił coś sensownego. Również z Rosji przybyły pierwsze konie (50 ogierów i 100 klaczy, różnych ras). W międzyczasie ruszyła budowa pierwszych obiektów stajennych, zaprojektowanych przez Henryka Marconiego. Później stajnia przechodziła przez różne koleje losu jak dwie wojny światowe, socjalizm, a na koniec PIS. Przy czym mamy wrażenie, że kontakt z PIS był jedną z największych dla tej hodowli tragedią bo hodowlę można odbudować, ale dobre imię to coś zupełnie innego.
Konie na wybiegu w Janowie Podlaskim
Przeszliśmy koło kolejnych stajni, zaglądając lecz nie wchodząc (taka możliwość była zarezerwowana wyłącznie dla wycieczek zorganizowanych), koło zamkniętej Izby Pamięci, aż do cmentarza koni. Ten składał się ze sporych głazów z tabliczkami z imieniem konia, latami życia a także imionami rodziców. Te najstarsze, które odeszły jeszcze w latach 70′, miały rodziców z imionami rosyjskimi. Znak czasów.
Rolkarz na wybiegu
Kilka kilometrów dalej trafiliśmy na zbiorowisko aut i motocykli – zdaje się pojazdy zaliczyły właśnie bliskie, niekoniecznie planowane, spotkanie. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.
Dojechaliśmy w końcu do pałacu w Cieleśnicy, zdążyliśmy zrobić po jednym zdjęciu z daleka i zostaliśmy wyproszeni z posesji „bo impreza zamknięta”.
Znowu?
Nie mamy szczęścia do tego pałacu, a szkoda – bo jest naprawdę ładny.

