browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Pałac i nalewki

do albumu zdjęć

Pałac w Janowie Podlaskim

Jako że dnia poprzedniego wypadł nam dzień lenia, tym razem postanowiliśmy trochę pozwiedzać, odwiedzić Janów Podlaski i jego okolice oraz Cieleśnicę z jej Pałacem i Gorzelnią. Początkowo wszystko szło prosto i ładnie, aż do Zamku w Janowie Podlaskim. Przed samym zjazdem do zamku pojawiły się piękne znaki okrągłe, a na dodatek białe z czerwoną otoczką – bez żadnej tabliczki typu „Za wyjątkiem…”. Cóż było robić, W. objechał kawałek miasteczka i stanął w ślepej uliczce kilkadziesiąt metrów od wjazdu w uliczkę prowadzącą pod zamek. I nawet dobrze się stało, bo parking pod samym zamkiem był płatny (24 zł/dobę – nie wiemy ile za godzinę). Na parkingu znajdowało się parę samochodów, a jak spytaliśmy jednego z kierowców, którędy wjechał to okazało się, że „oczywiście na zakazie, przecież inaczej się nie da”. I w ten sposób po raz kolejny udowodnił, że kretyńskie Prawo, w połączeniem z brakiem jego egzekwowania, prowadzi do braku poszanowania Prawa jako takiego. I trudno nawet wyrokować kto jest większym kretynem, czy ten co tworzy Prawo, czy ten kto je realizuje w praktyce, czy też ten, który przez własne lenistwo nie pilnuje jego wykonania – zarówno od strony jego realizacji, jak i od strony egzekwowania. W. zwykł mawiać, że jak złe Prawo jest egzekwowane, to w końcu ktoś się wścieknie i Prawo zmieni(!), a jak nie jest egzekwowane to w końcu prowadzi do zaniku poszanowania do Prawa.
Ale koniec tej dygresji, wróćmy do Pałacu Biskupów Łuckich, u którego stóp stanęliśmy w pełnym słońcu i z nadzieją obejrzenia czegoś pięknego. I trzeba przyznać, że jest on przejawem pięknego wykorzystania starego miejsca w celach komercyjnych. Nie piszemy „starej budowli”, bo to co stoi na wzgórzu zamkowym jest totalnie bezpłciowe. Niby bryła odpowiada założeniom pałacowym, które można próbować podejrzeć w Internecie, i chwała wielka firmie Grupa Arche za trud włożony w przywrócenie do życia ruin, ale mamy wrażenie, że finansowy cel przedsięwzięcia stworzył bardzo piękny manekin, który z pięknymi proporcjami kształtu, jednak żywy nie jest. Przepraszamy wszystkich zainteresowanych, ale takie są nasze wrażenia po obejrzeniu Pałacu z zewnątrz (i tablic z widokiem z lotu ptaka). Na zwiedzanie się nie załapaliśmy bo… „przygotowania do opłaconej uroczystości komunijnej”.
do albumu zdjęć

Spacer po Janowie

Chcieliśmy jeszcze obejrzeć stadninę koni, w której co prawda już kiedyś byliśmy przejazdem, tak „przejazdem”, że nawet nie umieściliśmy go na blogu, ale najpierw postanowiliśmy zajrzeć do Bazyliki Trójcy Świętej, w której podziemiach pochowany jest Adam Naruszewicz. Trzeba przyznać, że Bazylika ma równie ciekawą historię jak i piękne wyposażenie wnętrza.
Niestety, po tych dwóch „punktach programu” zauważyliśmy, że zbliża się godzina 13. od której zaczynały się warsztaty i degustacje nalewkarskie, odpuściliśmy więc sobie stadninę i z kopyta ruszyliśmy do Manufaktury Cieleśnica.
do albumu zdjęć

Manufaktura Cieleśnica

Dotarliśmy co prawda na czas, ale okazało się, że warsztaty rozpoczęły się znacznie wcześniej bo zarezerwowała je grupa osób w wieku emerytalnym. Nic to, połaziliśmy sobie sami co nie co po zabytkowej części gorzelni. Spotkania warsztatowo-degustacyjne dla pojedynczych osób odbywają się w Manufakturze w soboty w godzinach 13. do 16. (ostatnie wejście, potem brama działa tylko w jedną stronę) i jeżeli nie trafi się na początek wykładu o historii wsi i manufaktur to można posłuchać od środka i zacząć drugą turę. Nam się nie śpieszyło, przeczekaliśmy emerytów i mieliśmy pana Szymona Chwesiuka na wyłączność, bo o wyznaczonej porze nikt oprócz nas się nie pojawił. I trzeba przyznać, że był to kolejny człowiek z wiedzą i pasją, którego spotkaliśmy podczas tego wyjazdu na Podlasie. Z zaangażowaniem i znajomością rzeczy opisał nam i historię wsi, i historię rodów nią władających, i technologię gorzelniczą (dziś w manufakturze nie realizowaną – alkohol do przetworów jest kupowany). Mieliśmy przyjemność zostać oprowadzeni po starej części gorzelni i po nowej części manufaktury, gdzie przygotowywane są półprodukty do nalewek i produkty niealkoholowe, bo Manufaktura jest, ogólnie rzecz biorąc, przedsiębiorstwem przetworu owoców. Po części teoretycznej przeszliśmy do degustacji nalewek, które można kupić w sklepie w pałacu i tych, których już nie można kupić (kminkówka i anyżówka) bo zostały przygotowane na stulecie gorzelni i już się w sprzedaży skończyły. Po degustacji dostaliśmy po słoiczku z nakrętką, nożu, desce, możliwości dowolnego wyboru owoców (truskawki, cytryny, gruszki) i jarzyn (rabarbar). Mieliśmy z tego skomponować swój zestaw, który pan Szymon zalał 55% alkoholem etylowym (mamy nadzieję). W oczywiście nie mógł być typowym uczestnikiem warsztatów, wyszedł na zewnątrz budynku i dołożył do swojego zestawu: rozwijające się właśnie kwiaty robinii akacjowatej, koniczyny polnej (czerwonej) i jeden kwiat podbiału – więcej w okolicy nie zalazł! {Opis nalewek z degustacji}
do albumu zdjęć

Okolice Cieleśnicy

Niestety na tym skończyły się odwiedziny w Manufakturze i Pałacu (ten sam właściciel) bo pałac akurat na tę sobotę został wynajęty „na wyłączność” przez weselników. Pozwoliliśmy sobie jednak na obejrzenie okolic – w tym zabudowań gospodarczych (przypuszczalnie) pałacowych i ślicznych murali na starej i nieczynnej stacji benzynowej. Parę kilometrów dalej zatrzymała nas wdzięczna bryła Kościoła Trójcy Świętej w Rokitnie.
do albumu zdjęć

Kościół w Rokitnie

Nie wchodziliśmy do środka, bo akurat była msza prowadzona w tonacji niedopitego proboszcza, ale zaciekawiła nas kolejna tablica chwaląca „Polski Ład”, który praktycznie w całości pokrył koszty renowacji kościoła (z 254000 zł zapłacił jedynie około 248920 zł).
Hojny Pan!
Na obiad postanowiliśmy zajrzeć do Dworu Droblin, w końcu zachęcani przez właścicielkę parę dni temu obiecaliśmy odwiedziny, miał być tatar i flaki. Co prawda uśmiechniętej właścicielki nie było, a zajął się nami smutny (poważny?) kelner niemniej jednak zarówno tatar jak i flaki, oraz i lin były bardzo dobre.
do albumu zdjęć

Obiad w Droblinie

Co prawda wyśmienite mięso wołowe (ponoć z Argentyny) – smakowało również Erynii – nie wymaga aż tylu dodatków by być wyśmienitym tatarem (dodatki w przerażającej ilości leżały pod siekanym mięsem więc trudno było je odseparować), we flakach pachnących wyśmienitą bazą rosołową (nie śmierdzących jak zazwyczaj) było (jak dla W.) trochę za dużo marchewki, a podane do lina smażone jarzyny lepsze byłyby niesmażone (szczególnie rzodkiewka według opinii Erynii znacznie smaczniejsza jest surowa) to i tak obiad możemy uznać za smaczny i przyjemny.
Byłby bardzo przyjemny, gdyby nie „ten smutny kelner”.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.