browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Spacer po Tallinie

Zemsta Wikinga trzymała W. dłużej w swych łapach, więc po śniadaniu Chłop zległ ponownie
do albumu zdjęć

Talin, dolne miasto

w łożu, zaś Erynia zgarnęła d… w troki i bez parasola, pomimo jednoznacznej prognozy pogody, ruszyła w miasto. Siłą rzeczy zaczęła zwiedzanie od apteki, gdzie nabyła elektrolity dla W., a następnie, standardowo, wyskoczyła ciut inną drogą niż wczoraj na Dolne Miasto, gdzie w zaułku pokazał jej się otwarty Puhavaimu Kirik czyli kościół św. Ducha z XIV w., a konkretnie ufundowany w 1300 r. Początkowo katolicki, następnie luterański, zasłynął tym, że w przeciwieństwie do innych świątyń ówczesnego Tallina, tu kazania wygłaszano w języku estońskim.
do albumu zdjęć

Kościół św. Ducha


Wracając do współczesności, Erynię najbardziej zachwyciły drewniane empory w nawach bocznych, pokryte obrazami ze scenami biblijnymi z XVII wieku. Innym zachwytem były w większości współczesne witraże, wyglądające nieco jak komiks. Już po wejściu na jedną z bocznych empor, Erynia zobaczyła schowany za ławami fragment witraży wyglądający na bardziej wiekowy. Faktycznie, były to rekonstrukcje starych,
Kościół św. Ducha w Tallinnie

Kościół św. Ducha

częściowo zachowanych witraży, przedstawiających herby rodowe. Wejście do kościoła kosztowało 3 €, można było fotografować poza czasem mszy.
Następnie Erynię skusiła najdłużej działająca, cały czas w tym samym miejscu, apteka w Europie, – od 1422 r., co ponoć jest udokumentowane w miejskich zapisach. Wejście dla osób prywatnych jest za darmo, można obejrzeć zachowane umeblowania, stary sprzęt i buteleczki oraz poczytać o historii (jak wszędzie w Estonii są i napisy po angielsku) oraz obejrzeć stare zdjęcia.
do albumu zdjęć

Apteka


Erynia poczyniła zakupy pod postacią Hallsów na całe 2 €. Nie można było ominąć takiej okazji.
Następnie bramą, o wdzięcznej nazwie „Długa Noga”, Erynia przeszła na górne miasto, gdzie cerkiew, a właściwie Sobór Aleksandra Newskiego była otwarta. No była otwarta, a w środku trwały modły i był zakaz fotografowania. Niemniej Erynia była ciut rozczarowana, gdyż cerkiew była stosunkowo nowa (początek XX w.), no i malowidła naścienne nie powalały
do albumu zdjęć

Talin, górne miasto

jakąś wyjątkowością w stosunku do wielu innych cerkwi, jakie obejrzeliśmy w krajach Europy prawosławnej.
Po tym Erynia przeszła wzdłuż murów obronnych z czterema wieżami w jednej linii (Pika Jala Väravatorn, Tallitori, Neitsitorn, Kiek in de Kök, obok muzeum fortyfikacji (Raidkiwimuuseum), przez plac Wolności z pomnikiem poświęconym walce o niepodległość i trochę na okrętkę doszła do Dolnego Miasta.
Ponieważ prognoza nareszcie się sprawdziła, i drobniutki kapuśniaczek przeszedł w solidniejszy deszcz, Erynia postanowiła przeczekać go w jakiejś knajpce. Padło na Olde Hansa, stylizowaną na karczmę z XV wieku. Tu, Erynia zadzwoniła do W. i dowiedziawszy się, że przypuszczalnie Chłopa trafił jakiś dłużej działający wirusik, zapobiegawczo zastosowała stary środek zaradczy – alkohol. Jako że mamy wakacje, można pozwolić sobie na lekki zdrowotny rausz również w biały dzień.

Dygresja:

Lata temu, gdy po rodzinie Erynii krążyły infekcje wirusowe, to Erynia trzymała się najdłużej w pionie, dzięki spożywanym wieczorem nalewkom. Ze szczególnym uwzględnieniem orzechówki.

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.