browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

W hrabiowskim Dworku

do albumu zdjęć

Pobikry

W ten dzień W. poszalał z trasą, wstawił wszystkie punkty, które spisaliśmy jadąc do Ziołowego Zakątka, i jeszcze parę od siebie, a nawet Górę Grabarkę na życzenie Erynii. Oczywiście w trasie okazało się ich być więcej i… mniej. Tak więc po sutym i smacznym śniadaniu w Karczmie Ziołowego Zakątku, ruszyliśmy żwawo i już po kilkunastu kilometrach zatrzymaliśmy się przy kościele w Pobikrach. Kościół oczywiście był zamknięty więc mogliśmy co najwyżej obejrzeć go z zewnątrz, za to cmentarz był otwarty i z grabarzami betonującymi dno nowego grobu porozmawialiśmy o wszystkim, w tym o rodzinie (rodzinach) właścicieli i fundatorów leżących w pobliskim grobowcu. Grabarze nadmienili też, że „te zabudowania dworskie po drugiej stronie drogi, na które wskazuje drogowskaz, to rozebrać kazali ruskie, a zostały tylko czworaki”. Nas to jednak nie zniechęciło i nie dość, że był to nieplanowany punkt trasy to okazał się jednym z wartościowszych. Podjechaliśmy bowiem w parę chwil pod piękny drewniany dworek – fakt, z dwoma podcieniowymi wejściami co wskazywało jednak na przeznaczenie „dla służby”. Na jednym z ganków siedziała starsza pani w stroju cokolwiek roboczym, a przy drugim jamnik! Oczywiście po przywitaniu gospodyni i spytaniu o możliwość sfotografowania dworku W. „musiał” zaprzyjaźnić się z psem, czym zadziwił tak tym gospodynię, że nie tylko stwierdziła, ze W. zaczarował psa (ponoć dosyć nieufnego), ale i zaczęła opowiadać o swych włościach, a po zaproszeniu nas do wnętrz, również o historii swojej i swojego rodu.

Dygresja:

sądzimy że zarówno zaproszenie do środka jak i miłe przyjęcie zawdzięczamy psu marki jamnik, gdyż zanim Pani Róża zdążyła powiedzieć, by się do niego nie zbliżać, bo on atakuje obcych, pies już leżał na plecach, machał łapkami i pozwalał się wygłaskiwać W. Właścicielkę chwilowo zatkało. Zanim odzyskała głos, by powiedzieć, ze ten pies nie pozwala sobie wyjmować kleszczy, W. już wyjmował drugiego… No, ale W. wychował się z psami.


A przemiła gospodyni miała co opowiadać, bo Pani Róża nazywała się Grocholska, a z domu była Dowgiałło. Na www.myheritage.pl też wiele można poczytać na temat tej rodziny (daty przy Pani Róży się nie zgadzają, chyba że rozmawialiśmy z duchem!). My dostaliśmy skondensowany skrót historii rodu od trzech pokoleń wstecz do dwóch pokoleń w przód. Wnętrza zadbane bywają niekiedy pokazywane są dobrze przygotowane pokoje muzealne, w których kiedyś żyły znane osoby (zmarłe). Dobrze zrobione wyglądały jakby poeta, pisarz, rzeźbiarz, polityk… dopiero co z pokoju wyszli. Tutaj taki muzealno-historyczny wygląd miały pokoje osoby jak najbardziej żywej i opowiadającej o udziale swojej rodziny w Armii Krajowej i nie tylko, braciach (wujkach?), którzy zginęli wraz z Krzysztofem Baczyńskim, Babce, która za organizację punktu spotkań AK-owców w Warszawie przeszła przez wiele niemieckich obozów koncentracyjnych (w tym Auschwitz i Ravensbrück) i mimo wszystko przeżyła – między innymi dzięki znajomości arii operowych, które wygwizdywała jedna z niemieckich oprawczyń i psie, który pozwoliwszy się jej przytulić uratował jej zimą życie, gdy Niemcy wygonili je nago na śnieg i zostawili by zamarzły, i o leju po bombie, w którym przeżyła bombardowanie, chociaż wiele z jej współtowarzyszek niewoli w tych lejach zginęło.
Historia koligacji rodzinnych była równie interesująca, bo przykładowo jednym z jej przodków był Tomasz Oskar Sosnowski – znany niewielu polski rzeźbiarz w dziewiętnastowiecznym Rzymie. A również od strony męża miała się czym pochwalić. Na obrazach na ścianach i w książkach wskazane były rezydencje, w których żyli i które niekiedy musieli opuścić, szczególnie, że wiele z nich było na polskich kresach wschodnich. Sama też po studiach międzynarodowego transportu morskiego pracowała najpierw w Polskiej Żegludze Morskiej obsługując linie do Bombaju, a następnie w Polskiej Żegludze Śródlądowej z siedzibą we Wrocławiu, gdzie mieszkała 35 lat.
I tutaj znaleźli kolejne wspólne tematy z W.
Aż trudno było opuszczać tak miłą gospodynię i tak nastrojowy dom z piękną historią, ale musieliśmy ruszać dalej, a i zbyt długa wizyta, szczególnie niezapowiedziana, bywa niemile widziana. Postaraliśmy się, mamy nadzieję, by nasza wizyta nie okazała się zbyt długa.
Zdjęcie Dworu, którego już nie ma

Zdjęcie Dworu, którego już nie ma


Po wyjściu z dworku („czworaków”) obfotografowaliśmy go z zewnątrz i podjechaliśmy obejrzeć pozostałości po młynie i stajniach. Samego dworu nawet nie próbowaliśmy szukać, bo został po nim jedynie zarastający go zagajnik i zdjęcia.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.