browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Szydłowiec wieczorem

Nadszedł czas urlopowy i poniosło nas na, wciąż niedooglądany, północny wschód. Ponieważ znów wyruszaliśmy w piątek po pracy, Erynia zasugerowała W. przyjrzenie się trasie i wybranie miejsca na nocleg, tym bardziej, że pobyt w miejscu docelowym zaczynaliśmy od soboty. W. wybrał Szydłowiec, zaś Erynia poszalała i zarezerwowała pokój w Hotelu pod Dębem, zlokalizowanym w dwustuletnim budynku, na samym Rynku na starym mieście.
do albumu zdjęć

Szydłowiec

Kiedy tam dotarliśmy, przywitały nas „food trucki” dookoła Ratusza, głośna muzyka i deszcz.
Po zameldowaniu i zostawieniu bagaży w pokoju, przeszliśmy się po Rynku, licząc na jedzenie. W. poczuł się zdegustowany – włoskie ciabatty, korean fried chicken, churros, hamburgery, i tym podobne dania, a nigdzie nie trafił na swojskie kiełbaski czy golonkę. Co gorsza, jedyne stoisko z kraftowym piwem oferowało 0,5 l za jedyna 17 zł. Rozumiemy, że sprzedawca przyjechał aż ze Świętochłowic, ale jak kilkadziesiąt metrów dalej był otwarty do późnego wieczora sklep z alkoholami i logo jednego koncernów, to nie wróżymy panu powodzenia w sprzedaży, zwłaszcza w kilkunastotysięcznym miasteczku. W końcu W. zdecydował i wylądowaliśmy w staropolskim… kebabie, prowadzonym przez trójkę Azjatów, z których tylko jeden mógł ewentualnie pochodzić z Turcji. Drugi był skośnooki, a trzeci wyglądał na Hindusa / Pakistańczyka. W knajpie przy stolikach siedzieli zarówno młodzieńcy z ABS (absolutnym brakiem szyi) jak i rodzice z dziećmi w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym. Znaczy, źle nie jest. I nie było. Nie byliśmy w stanie przejeść porcji standardowej, a w ofercie była jeszcze średnia i duża… Na koniec bardzo rozbawił nas widok wyżej opisanych młodzieńców, którzy po zakończeniu posiłku, grzecznie chórkiem podziękowali, kłaniając się przy tym, i pożegnali sprzedawców. Na szczęście, stereotypy nie zawsze się sprawdzają.
Spacer po starym mieście z konieczności (deszcz) ograniczył się do kościoła – zamkniętego. Przeszliśmy kawałek dalej, odnotowaliśmy retro-mural w kolorze sepii – coś jak stara fotografia. Obiecaliśmy sobie dłuższy spacer dnia następnego.
 
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.