browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Znojmo

Śniadanie poprawiło nam nastroje, jajecznica były prawdziwa (czyli nie z proszku), wędliny i  cała reszta niemięsna też, więc w dobrym humorze wpakowaliśmy się do auta M. – nasz Drakul jest w naprawie i przyjechaliśmy mniejszym autem. Po dojeździe do Znojma pojawił się problem z parkowaniem. Prawie wszystkie parkingi na starym mieście nie dość że były płatne to jeszcze były pełne, albo dla rezydentów (na kartę). M., po długiej jeździe po malowniczym skądinąd mieście, udało się w końcu znaleźć wolne miejsce parkingowe na bezpłatnym o dziwo parkingu przy Arenie Nevoga.
do albumu zdjęć

Pod zamkiem
do albumu zdjęć

Zamek

Znojmo


Stamtąd, jakiś 5-10 minut zajęło nam przejście otwartą bramą przez mury, aż wylądowaliśmy koło dawnego klasztoru minorytów, obecnie goszczącego Muzeum Południowo-Morawskie. Nie załapaliśmy się na zwiedzanie, gdyż zbliżała się pora przerwy obiadowej dla pracowników. Ze spokojem przeszliśmy więc w okolicę Rotundy św. Katarzyny (przypomina cieszyńską) i zamku (a raczej tego, co z niego zostało). Znowu nie załapaliśmy się na zwiedzanie, bo pora obiadowa, a poza tym zwiedzanie jest o stałych porach z przewodnikiem. W spokoju więc pooglądaliśmy rzekę Dyje (Thaya) z góry, oraz miejskie dachy, gdyż tyle było widać zza murku.
do albumu zdjęć

Enoteka
do albumu zdjęć

Wystawa piwowarska

Znojmo


W oko wpadło nam jeszcze jedno muzeum (browar), ale i tu pani zaprosiła nas za godzinę, bo przerwa obiadowa. Przeczekaliśmy tę przerwę w Enotece, gdzie – podobnie jak w Valticach – można degustować lokalne wina, z automatów na kartę. Naładowaliśmy kartę na najmniejszą kwotę (100 Kč), bo przy upale nie ma co szaleć z alkoholem. Woda (dostępna za darmo w Valticach) tu była płatna.
Po godzinie wylądowaliśmy na wystawie piwowarstwa. Z jego cieszyńskim odpowiednikiem nie ma co porównywać. Dostępnych jest kilka salek do samodzielnego obejrzenia, wyposażonych w urządzenia technologiczne z 1930 r. wyprodukowane przez zakłady Skody w Pilźnie. Są też zafoliowane informacje po angielsku. Wizyta przygnębia, bo zwiedzamy miejsce, w którym piwo warzyło się przez prawie 300 lat (od 1720 r.), które przetrwało 2 wojny światowe i socjalizm, a nie przetrwało kapitalizmu i biznesowych decyzji koncernu Heineken, który przeniósł produkcję do Brna. Prawie naprzeciw wystawy, znajdowały się zabudowania miejskiego browaru znojemskiego (Znojemský městský pivovar), który kilka miesięcy temu ogłosił upadłość. Szkoda, bo liczyliśmy na obiad z piwem. Niestety, pandemia nie pomogła.
do albumu zdjęć

Muzeum Południowych Moraw

Spokojnie wróciliśmy więc do klasztoru minorytów, gdzie z religijnych artefaktów pozostały mury, lapidarium oraz kute kraty i inne elementy w żelazie. Wystawy zaczęły się od przedstawienia czasów prehistorycznych poprzez wykopane w okolicy kości pradawnych zwierząt, artefaktów pozostałych po ludziach, wystawę geologiczną, przyrodniczą (ze szczególnym uwzględnieniem najmłodszych), oraz malutką acz efektowną kolekcję broni orientalnej.
Stamtąd przeszliśmy sobie do otwartego kościoła św. Mikołaja,
kościół św. Mikołaja

kościół św. Mikołaja

z wystawioną relikwią św. Bonifacego. Miejsce to okupowane jest przez chrześcijan od XII w., a kolejne pożary i mody zmieniały jego wygląd. Były czasy, gdy zarządzali nim protestanci, ale głównie byli tu panami katolicy. I to oni sprowadzili tu, z katakumb św. Kaliksta, kości, a że biznes musiał się kręcić nazwali je relikwiami świętego Bonifacegi i forsa płynie.
do albumu zdjęć

Kościół św. Mikołaja
do albumu zdjęć

stare miasto

Znojmo

Powoli zaczął nas dopadać głód i (przede wszystkim) pragnienie, więc w ramach uzupełniania niedoborów wtrząchnęliśmy po zupie gulaszowej, popijając zacną szklanicą lemoniady. Piwo w tej kanikule byłoby zabójcze. Pojedzeni i opici przeszliśmy się po Masarykowych Namestiach i pomału wracaliśmy do auta. Zbierało się na deszcz, który zaczął padać, gdy tylko wylądowaliśmy w hotelu. A tutaj po drobnym odpoczynku wtrząchnęliśmy dodatkowo wyśmienite: kaczą nóżkę i żeberka, oczywiście pod piwo.
poprzedni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.