Pozostała część poranka upłynęła dużo przyjemniej, na konsumpcji zacnego śniadania w przeszklonej werandzie ponad 100-letniego drewnianego domu Gospodarzy, państwa Katarzyny i Wiesława Raczyńskich, wraz z córką Agatą.
Historia tego miejsca zaczęła się w latach 90′, gdy Gospodarze kupili ten dom z kawałkiem pola, na którym wcześniej uprawiano zboże. Zamieszkali tu na stałe w 2013 roku, gdy sprowadzili pierwsze alpaki. Pomału rozwijali stadko, remontowali dom, starając się zachować starą substancję i klimat, a wraz z zainteresowaniem turystów alpakami, przystosowali dawne zabudowania gospodarcze i utworzyli Alpakarium i malutki klimatyczny pensjonacik, z rodzinnymi zdjęciami na ścianach, o których można porozmawiać z Gospodarzem.
Po śniadaniu, przeszliśmy się boso po dużym ogrodzie i sadzie, a następnie wzdłuż lasu, gdzie Erynia po raz kolejny miała okazję „cieszyć się” przyjemnością chodzenia po szyszkach, przy okazji dostrzegliśmy dwa spore mrowiska oraz kolegę jeża.
Takie klimaty lubimy.
Następnie przenieśliśmy się z kocykami na wyznaczone pastwisko, gdzie poopalaliśmy na słoneczku w towarzystwie alpak. Gwoli ścisłości, my się opalaliśmy, a one konsumowały trawę, a w przerwach tarzały na piasku,
Alpaki w piachu
Ciekawe dlaczego…
W. zbliżył się więc do siatki, gdzie na sąsiednim pastwisku pasł się osobnik uznany przez panią Agatę za nieobliczalnego, i dlatego odseparowanego od reszty stada. Nie wiemy na ile jest nieobliczalny, za to z upodobaniem pluł trawą na W., chcącego go pogłaskać. Nie ma Chłop szczęścia. Okazało się, że był (ten „Alpak”, nie W.) od małego wychowywany przez gospodarzy „na butelce” i do wieku dojrzałości był najprzytulniejszym „alpakiem”. Później mu przeszło, bo według gospodarza, zaczął traktować gospodarzy jak alpaki i to na dodatek jako samce alpakowate. A jako „supersamiec” postanowił pokazać kto w tym stadzie jest samcem alfa. W efekcie stał się niebezpieczny dla wszystkich, siedzi/chodzi sam w oddzielnej zagrodzie i plucie jest najdelikatniejszym z jego arsenału broni. Ponoć zdolny jest do „zakopytkowania” przeciwnika na śmierć.
„Jesteś niebezpieczny – siedzisz sam” – ta zasada powinna dotyczyć nie tylko alpak, a wszystkich samców, którym się wydaje, że są „alfa”!
Po południu wyskoczyliśmy na późny obiad Gospody u Olka, przy stacji benzynowej w pobliskich Łosicach. W. wyszedł zachwycony schabowym, Erynia średnio była zadowolona z chłodnika (jadalny, ale bez szału), i kartaczy. Za to W. dokupił małe mrowisko na deser. Niby to już województwo lubelskie, ale wciąż Podlasie.
Później podarowaliśmy sobie wyjście na zewnątrz, gdyż z nastaniem wieczora i chłodniejszej temperatury, ogród obejmowały we władanie komary. Cóż, prawo wsi.


Z tego wynika, że W. też został potraktowany jako alpak (alpaka ?) 😀
PS>Łosice to nie jest mazowieckie czasem?
Nie chciałem z tym „alpakiem” konkurować, ale czego można oczekiwać od rozpuszczonego bachora (wychowanego w cieplarnianych warunkach i wypuszczonego „na wolność”).
A co do Łosic (i Rudki) to i owszem są „w województwie”, ale my postanowiliśmy przypisać te miejsca do regionu (historycznego), bo to bardziej pasuje do rzeczywistości. A jeżdżąc po okolicy co kawałek przekraczaliśmy granice województw, pozostając prawie cały czas „w regionie”.
(patrz: https://wczasypolskie.pl/podlasie)