ogrody
Park Kadriorg
Dzień zaczął się od drobnego problemu – brama garażowa postanowiła nas nie wypuścić. Przypuszczalnie miała problemy z uzgodnieniem różnicy pomiędzy „5” i „S” w numerze rejestracyjnym. Po interwencji w recepcji brama została przeszkolona i mogliśmy pojechać w kierunku parku Kadriorg. Niby do parku nie było daleko, ale fruwające po niebie chmury nie mogły się zdecydować czy opaść, a ponadkilometrowy spacer w ulewie nam … Kontynuuj czytanie
Peonie, krater i wiatraki
Rano na śniadanie spróbowaliśmy tostów z białego chleba zakupionego wczoraj w Salme Sai. Był tak mokry, że trzeba było pięciokrotnie przepuścić przez toster by zbrązowiał. Tyle tylko, że zgodnie z podejrzeniem Erynii, tosty były słodkawe, a sam chleb przypominał w smaku chałkę. Do słodkiego śniadania się nada, z tym że my nie przepadamy za śniadaniami na słodko. W. w swoich opiniach był … Kontynuuj czytanie
Tartu
Rano Erynia odpaliła komórkę, i wbrew fochom W., zarezerwowała nocleg w Hotelu Tartu szybko i skutecznie, chociaż przez nielubianą przez W. platformę. Potem na spokojnie podjechaliśmy na większą stację paliw, złapaliśmy za hot-doga (chwilowo jedyny ciepły posiłek, który nam się spodobał – W. oczywiście „bez tych wszystkich maziajstw”) i przepiliśmy kawą bez zapachu, ale za to o smaku kwaśnego … Kontynuuj czytanie
Pałac w Rundāle
Mimo wszystko zadowoleni ze spaceru po Górze Krzyży, w miłej i spokojnej okolicy na spokojnie przekroczyliśmy granicę z Łotwą, i jechaliśmy równie spokojnie w kierunku Rygi, gdy W. znowu zboczył z trasy i zawiózł nas pod barokowy pałac Rundāle, będący niegdyś letnią rezydencją książąt Bironów, panujących przez jakiś czas w księstwie Kurlandii i Semigalii, a później w znanym nam już księstwie żagańskim. Nienadaremnie rzuciły nam się … Kontynuuj czytanie
Alpakarium
Rano znów nas obudził szerszeń dobijający się do pokoju przez zamknięte okno. Właścicielka ze spokojem potwierdziła, że tak, tutaj trafiają się szerszenie. Zasugerowaliśmy założenie siatek w oknach, chociaż nie wiemy, jakie siatki byłyby odporne na te owady. Pozostała część poranka upłynęła dużo przyjemniej, na konsumpcji zacnego śniadania w przeszklonej werandzie ponad 100-letniego drewnianego domu Gospodarzy, państwa Katarzyny … Kontynuuj czytanie
Spacer, ziółka i SPA
Rankiem Erynia pogratulowała sobie decyzji wysłania wczoraj W. z aparatem na rekonesans, bowiem gdy tylko spojrzała w okno, zrozumiała co ją obudziło: deszcz padający ze strzechy na kamienny chodnik. Na szczęście około 8., gdy zbieraliśmy się na śniadanie, zaczął słabnąć, a po śniadaniu ustał zupełnie. A śniadanie było bogate, choć na ciepło była tylko jajecznica i przyzwoita(!) kiełbasa – żadnych … Kontynuuj czytanie
Parę chwil w Cieszynie
Od dawna już W. słyszał od Erynii sugestie odwiedzenia Cieszyna. A ponieważ magnolie zaczęły kwitnąć i przyjechał w odwiedziny syn W. z dziewczyną i ich dzieckiem, to W. już nie miał żadnego kontrargumentu – zwłaszcza że i pogoda zrobiła się piękna. Zebraliśmy się i świtkiem koło 10. stanęliśmy na początku Magnoliowego Szlaku pod Kościołem Jezusowym (oczywiście zamkniętym). Magnolie już kwitły urokliwie. Niektóre … Kontynuuj czytanie
Świerklaniec
Rzut kamieniem od Nakła Śląskiego była, chyba najbardziej znana posiadłość rodu Henckel von Donnersmarck – Świerklaniec. A znany był z „Małego Wersalu” oraz własnej kurtyzany o międzynarodowej sławie. W bardzo wielkim skrócie było to tak: w 1848 r., osiemnastoletni Guido Henckel von Donnesmarck, syn Karola z linii tarnogórsko-świerklanieckiej, przejmuje majątek po ojcu. Choć był młody, miał smykałkę do interesów i z przyjemnością pomnażał rodzinny … Kontynuuj czytanie
Wąwóz Alcantara
Poranek przywitał nas słońcem, dźwiękami wsi (koguty, gołębie, odgłosy gospodarcze) i aromaterapią kwiatów i drzew wszelakich, z cytrusami, ligustrami i oleandrami na czele. Piękna odmiana po poprzednim hotelu. Uzupełnieniem przyjemności było śniadanie znacznie smaczniejsze niż w Cefalù , zadowalające zarówno W. (kiełbasy, sery, jajka) jak i Erynię (kiełbasy, sery, jajka, pomidory, cornetto) oraz herbaty (w dużym wyborze) i kawy, oraz, na wstępie, (po) … Kontynuuj czytanie
Birsztany
W polskiej świadomości funkcjonuje jedno litewskie uzdrowisko – Druskienniki, znane u nas z tego, że Piłsudski w nich bywał. Młodsze pokolenie bywa tam również ze względu na aquapark. Tymczasem, czterdzieści kilometrów od Kowna są Birsztany. Wieś znana już w XIV w. ze słonych źródeł, w rzeczywistości zawierających brom. Z leczniczych właściwości „świat” poznał Birsztany dopiero w połowie wieku XIX, gdy w 1846 r. został tu założony … Kontynuuj czytanie
Velké Pavlovice [2]
– sklep, róże i degustacje Poranek przywitał nas zachmurzonym niebem, tak że niespecjalnie chciało nam się opuszczać ciepłe pielesze. Motywem głównym podniesienia odwłoków (przynajmniej jednego) były braki kuchenne – pustki w lodówce. Cóż było robić… W. ruszył na polowanie. Daleko nie miał więc i szybko wrócił rozanielony. „Tutaj ludzie się do siebie uśmiechają. Kocham Morawy.” zakrzyknął do jeszcze … Kontynuuj czytanie
Bazar, plaża i ogród botaniczny
No to jak już się coś zaczęło to trzeba i dokończyć. Postanowiliśmy więc spróbować raz jeszcze zwiedzić Petras Ciche. Po drodze W. postanowił jeszcze wstąpić na batumskie targowisko, by kupić drobne co nieco. Trochę było problemu z dotarciem we właściwe miejsce, bo i targowisko jest wielkie (powierzchniowo) i drogi w pobliżu są jednokierunkowe (drugi kierunek oddzielony płotkiem), bądź nawet i nieprzejezdne … Kontynuuj czytanie
Park dendrologiczny
Od wtorku miała być ładna pogoda i Daro miała w planach pokazanie nam paru miejsc w okolicy. Cóż, prognozy jak zwykle się mylą – do południa intensywnie lało, a na domiar złego jakiś faraon postanowił zemścić się na W. Jak nie urok, to… wiadomo (przemarsz wojsk). W okolicach 13:00 ciut się przejaśniło, W. też był już w stanie stabilnym, zebraliśmy się … Kontynuuj czytanie
Marina i dwa muzea
W ostatni dzień postanowiliśmy obejrzeć miejsca niedooglądane. Niebo co prawda trochę siąpiło, ale za to po wyjściu z hotelu przywitała nas tęcza. Bulwarem nadmorskim przeszliśmy do mariny, gdzie oprócz standardowych jachtów czy katamaranów trafiliśmy na zacumowaną replikę Kolumbowej Santa Marii, oraz na dużo bardziej interesujący trójmasztowiec, niestety ze zwiniętymi żaglami – jak to w porcie. Nie … Kontynuuj czytanie
Fort i muzeum fotografii
Po zaspokojeniu Monte-fobii można już było z Erynią rozmawiać o innych spacerkach po Funchal. Nie było więc większego problemu ze skierowaniem jej uwagi na Fort św. Jana Chrzciciela (Fortaleza de São João Baptista do Pico), szczególnie że pamiętała z przed paru dni, że po drodze było też co oglądać. Na początek zobaczyliśmy, totalnie zdziwieni, że praktycznie nie było oczekujących … Kontynuuj czytanie
Monte i dwa ogrody
Ranek rozpoczął się świecącym słońcem, śpiewającymi ptakami i… dwoma wycieczkowcami w porcie. Jako że, według prognozy, miał być to ostatni słoneczny dzień naszego tu pobytu, Erynia zaparła się na Monte. Rzecz jasna, kolejka do kas była nie gorsza niż wczoraj, ale nic to, przeboleliśmy. Bardziej cierpieliśmy, gdy po odejściu od kas zobaczyliśmy dużo dłuższą kolejkę do … Kontynuuj czytanie
Klasztor i ciastka
Klasztor św. Klary (Convento de Santa Clara) zbudowany był pod koniec piętnastego wieku typowo na bazie prostokąta z patio w środku. Z założenia miał być „ukryciem” cór szlacheckich, których nie udało się wydać odpowiednio za mąż. Zresztą, jednym z pomieszczeń do których można było zajrzeć, była cela takiej zamożnej z domu zakonnicy. Ciekawostką była ilość kościołów w tej budowli. Niezależnych kaplic też … Kontynuuj czytanie
Muzeum i kościół São Pedro
Po winie i rozmowie przyszedł czas na drobny spacerek – szczególnie, że parę kroków za winiarnią jest Ogród Miejski (Jardim Municipal do Funchal). W. dostał jobla na punkcie kwiatków (jak zwykle), aż ciężko go było z tego ogrodu wyciągnąć. Znalazł tam nawet drzewo kapokowe siejące woków skorupami i puchem. Wyjście z parku zaowocowało niewielką zmianą – W. znalazł … Kontynuuj czytanie
Galeria, osły, Kalawasos i Tochni
Ostatni dzień przeznaczyliśmy na relaks i spacer po Kalawasos, Tochni i okolicy. Zaczęliśmy od Kalawasos gdzie po drobnym spacerze w końcu dotarliśmy do ostatnich tradycyjnych domków i wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć basen – z którego przez cały pobyt nie skorzystaliśmy, choć mogliśmy. Pora była dopołudniowa, ludzie w pracy, dzieci w szkole, na ulicy pustki. Skusiła nas brama otwarta na kolorowy ogród z napisem Art … Kontynuuj czytanie
Wina, azbest i monastery
Dzień rozpoczęliśmy pogawędką z panią sprzątającą, która przyszła uzupełnić nam ubytki w talerzach i sztućcach. Nie, wbrew pozorom nie awanturowaliśmy się scenicznie rzucając w siebie talerzami. Od początku zasoby były ciut skromne, o czym poinformowaliśmy personel. Skończyło się na miłej acz krótkiej pogawędce. W. zaparty na chlanie słodkiego wina, wyznaczył trasę na jedną z wiosek na szlaku commandarii – wieś Monagri. Objawiła … Kontynuuj czytanie

