browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Park Kadriorg

do albumu zdjęć

Park Kadriorg

Dzień zaczął się od drobnego problemu – brama garażowa postanowiła nas nie wypuścić. Przypuszczalnie miała problemy z uzgodnieniem różnicy pomiędzy „5” i „S” w numerze rejestracyjnym. Po interwencji w recepcji brama została przeszkolona i mogliśmy pojechać w kierunku parku Kadriorg. Niby do parku nie było daleko, ale fruwające po niebie chmury nie mogły się zdecydować czy opaść, a ponadkilometrowy spacer w ulewie nam się nie uśmiechał. Znaleziony parking był znacznie bliżej atrakcji, które zamierzaliśmy odwiedzić. I tutaj pojawił się drugi problem – nawigacja nie potrafiła nas zaprowadzić na znaleziony parking. Nic to W. znalazł możliwość zaparkowania na pobliskiej ulicy i pojawił się trzeci problem – w aparacie Erynii nie było karty pamięci. W. zapomniał przełożyć ją z powrotem z komputera. „Nic to” – Erynia będzie używać smartfona…
No to chyba dosyć „problemów”?
Nie – najbliższym zaparkowanego samochodu było muzeum sztuki współczesnej. Weszliśmy, spodobały nam się fotele trolla zrobione z opon samochodowych i wyszliśmy. Sztuka współczesna nie jest naszą ulubioną formą sztuki.
Opuściliśmy więc muzeum, które samo z siebie wydało nam się bardzo interesujące – architekci przyłożyli się do jego zaprojektowania, uwzględniając światło – i ruszyliśmy w kierunku pałacu prezydenckiego i pałacu Kadriorg.
Erynia była trochę zdziwiona, że pałac prezydencki stoi ot tak w parku, ale od strony przedniej stoją na warcie żołnierze, a od pozostałych stron był mur i nie specjalnie było można podejrzeć okolicę. Pałac Kadriorg można za to było oglądać bez problemu z każdej strony (za darmo) i od środka (odpłatnie). Pomiędzy oboma pałacami był piękny symetryczny kwietnik z niesymetrycznymi drzewami, ale by wejść do Muzeum Sztuki w pałacu Kadriorg trzeba obejść go dookoła – z tamtej strony też jest ładny, tyle że od tej strony park jest wyłącznie zielony – i to nawet nie specjalnie „wygolony na łyso”. Bardzo nam się spodobało to podejście do koszenia trawy w parku.
do albumu zdjęć

Pałac Kadriorg


W muzeum można kupić bilety do tego muzeum (to oczywiste!) ale i zbiorcze z muzeami sztuki współczesnej i/lub do Muzeum Mikkel. Zrezygnowaliśmy już wcześniej ze sztuki współczesnej, za to pozostałe dwa znalazły się na naszych biletach.
Zaczęliśmy zwiedzanie od Muzeum Sztuki Kadriorg – i chodziliśmy po nim, może nie z rozdziawionymi dziobami, ale z podziwem wielkim i dla zgromadzonych dzieł sztuki, i dla oświetleniowca, który zrobił wprost wyśmienitą robotę. Erynia tylko co chwilę powtarzała – ci od Brukenthala mogliby się tu uczyć! Wszystkie obrazy były dobrze widoczne, bez odbić i bez natłoku. Wszystko ładnie poprowadzone i  z audioprzewodnikiem
do albumu zdjęć

Muzeum Mikkel

(nie skorzystaliśmy). Trafiliśmy tu na wystawę tymczasową „Symfonia Sztuki i Natury”, gromadzącą obrazy należące do Fundacji Sztuki Gösty Serlachiusa – fińskiego kolekcjonera. Najbardziej zachwycił nas obraz „Wiosna” reklamujący zresztą całą wystawę. Od razu nam się skojarzył z włoską wersją autorstwa Sandro Boticellego, widzianą w Palazzo Uffizi. Nie można także zapomnieć o pięknych salach i piecach.
Podobnie ciekawe ekspozycje były z drugim z muzeów, tutaj jednak już tak dobrze do oświetlenia się nie przyłożono, a czasowa ekspozycja ceramiki z Delft, wstawionej w większości do przeszklonych witryn wprost siało odbiciami (wszystkiego).
Na drugim piętrze była wystawa stała, która zawierała już eksponaty nie tylko ceramiczne, ale i wyposażenia wnętrz. Tak że i to muzeum obejrzeliśmy z przyjemnością, podobnie jak i leżący kilkaset metrów od niego ogród japoński.
do albumu zdjęć

Ogród japoński

Przy czym mamy wrażenie, że jest on japoński jedynie z nazwy i Japończyków to on widział co najwyżej jako osoby zwiedzające, podziwiające i piękne jeziorka, i rosnące przy nich rośliny – szczególnie kwitnące akurat azalie i rododendrony.
Ponieważ pod koniec zwiedzania tegoż ogrodu chmurki zaczęły sugerować opad, to ruszyliśmy w kierunku samochodu, docierając do niego już z pierwszymi kroplami deszczu.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.