Morawy
Moravský Krumlov
Oczywistym było, że nie da się wrócić prostą drogą do domu. Erynia „musiała” coś wymyślić i wymyśliła – Moravský Krumlov. Niby po drodze, a jednak malutkie miasteczko leżało trochę z boku trasy powrotnej. Erynia przeczytała, że jest w nim pałac (dawny zamek), a w nim Epopeja Słowiańska Alfonsa Muchy. No to nie było można już jej odmówić – zresztą nie było … Kontynuuj czytanie
Akty w klasztorze
Tym razem P. wyraził potrzebę zakupu „%”, więc Erynia zaproponowała wizytę w dawnym klasztorze Louka (cz. Loucký klášter), znajdującym się jakieś dwa kilometry od centrum starego Znojma, a należącym obecnie do dużego producenta win, firmy Znovin. Odległość od centrum miała swoją zaletę, gdyż parking prawie pod budynkiem (w odległości 100 m) był bezpłatny. Na sam początek, rzucił nam … Kontynuuj czytanie
Okolice Znojma
Ponieważ towarzystwo było mało zdecydowane co do kierunku dzisiejszego wyjazdu, zasugerowany przez Erynię kierunek W. ubrał w trasę, i ruszyliśmy w objazd okolicy Znojma, ze szczególnym ukierunkowaniem na jego część winiarską. Zaczęliśmy od wioseczki Šatov, w której to lokalny artysta Maxmillian Appeltauer (według podań ustnych z miłości wielkiej do bogatej panny) stworzył piękne pokrycie ścian i stopów piwnicy. Świadomie użyliśmy słowa … Kontynuuj czytanie
Znojmo
Śniadanie poprawiło nam nastroje, jajecznica były prawdziwa (czyli nie z proszku), wędliny i cała reszta niemięsna też, więc w dobrym humorze wpakowaliśmy się do auta M. – nasz Drakul jest w naprawie i przyjechaliśmy mniejszym autem. Po dojeździe do Znojma pojawił się problem z parkowaniem. Prawie wszystkie parkingi na starym mieście nie dość że były płatne to jeszcze były pełne, … Kontynuuj czytanie
La Port
W sierpniu święto państwowe przypadło na sobotę, zgodnie z prawem pracy dostaliśmy dzień do odbioru, dołożyliśmy do tego dzień urlopu i długi weekend na Morawach zrobił się sam. Tym razem dogadaliśmy się w kwestii Dolnych Moraw z M. i jego synem P. Decyzja o wspólnym wyjeździe zapadła dość późno, miejsca noclegowe były dość przebrane, padło więc na hotel la Port jakieś … Kontynuuj czytanie
Obszar Lednicko-Valticki
Już w czwartek wieczorem Erynia zaczęła szukać miejsc, które można by jeszcze zobaczyć. Postanowiła (za sugestią W.) nie uwzględniać miejsc z płatnymi parkingami i spacerami – jak część parkowa Pałacu w Lednicach (ta z przodu, tył obejrzeliśmy wczoraj). A i tak wyszło jej siedem punktów w Obszarze Lednicko-Valtickim – wpisanym na listę UNESCO. No to po śniadaniu – tym razem niespecjalnie udanym – … Kontynuuj czytanie
Ruinki Katzelsdorf i Muzeum
Rankiem na dworze mżyło i temperatura nie zachęcała do wychodzenia, więc Erynia zadecydowała o dniu lenia. Obejrzymy tylko niedooglądane muzea miejskie w Valticach (o ile będą otwarte) i może skoczymy do 100doły. Plany mają to do siebie, że… oba muzea były zamknięte (wyszliśmy z domu po 10:00 rano). Przeszliśmy jeszcze przez zamkowe dziedzińce rzucić okiem za „bylinkową zahradkę” (ziołowy ogródek) oraz … Kontynuuj czytanie
Lednice i Salon Win
Poranek obudził nas mglisty, a gdy po śniadaniu W. poszedł obejrzeć tutejszy sklep mięsny na rynku przenikliwy wilgotny chłodek miał wybitnie negatywny wpływ na jego chęć kolejnego wychodzenia z apartamentu. Dodatkowym czynnikiem był fakt, że W. miał przemoczone adidasy, a nie wziął innych butów na zmianę (wziął, wziął, ale się „zapodziały” po przyniesieniu do pokoju). Na kwaterze mamy … Kontynuuj czytanie
Dzień św. Marcina
Nadszedł wiekopomny dzień św. Marcina, czyli święto wina. Uroczystości na Rynku (náměstí) rozpoczęły się o 10:00 rano, i były dość ograniczone w stosunku do tych, które zobaczyliśmy w Mikulovie. Raptem jedno stoisko winne (z winami Kovacsa, Château Valtice oraz Hraničnego zámečku), jedno stoisko gastronomiczne z lokšami na słodko i słono oraz bramborákami (plackami ziemniaczanymi), jak również stoisko z czapkami w kotki i inne postacie bajkowe, … Kontynuuj czytanie
Inne okolice Valtic
Poprzednia część dzisiejszego zwiedzania książęcych włości była po zachodniej stronie Valtic, do kolejnych musieliśmy przejechać przez centrum miasteczka. Oczywiście W. nie zapomniał o swoim „narkotyku” – Kofoli – i w pierwszym Coopie postanowił zrealizować zakup swojego „narkotyku”. I tutaj, kolejny raz, zderzył się ze światowym osiągnięciem morawskich władz miejskich – wszechobecnymi parkomatami. Praktycznie miasto dzieli się na: nie wolno … Kontynuuj czytanie
Muzeum „opony” i Kolumnada
Przyzwyczajeni do polskiego „poniedziałku bezmuzealnego” postanowiliśmy poszwendać się po książęcych włościach. Zamierzaliśmy rozpocząć od objawu pańskiej megalomanii: Kolumnady na Reistnie, która powstała w celu upamiętnienia paru członków rodziny Liechtenstein, a teraz jest pięknym punktem widokowym – na siebie i okolicę – oraz chwytem marketingowym pobliskiego Château Valtice. Zanim jednak tam dotarliśmy, przy znalezionym przez W. parkingu (niepłatnym!) dostrzegliśmy … Kontynuuj czytanie
Mikulov żydowski
Ze względu na porę roku, odpuściliśmy sobie oglądanie zamkowych ogrodów, zostawiając je sobie na zaś, zajrzeliśmy za to synagogi, jednego ze świadków niegdyś licznej mniejszości żydowskiej w tym mieście. Budynek pięknie odnowiony, ale na Erynii największe wrażenie zrobiła wystawa obrazów autorstwa Evy Milotovej, przedstawiających dawny świat żydowski, coś co już nie wróci. Terenami dawnej dzielnicy żydowskiej … Kontynuuj czytanie
Mikulov
Kolejnego ranka śniadanie było jeszcze lepsze. Były nawet naleśniki i jajecznica, no ale i gości pojawiło się trochę więcej. Początkowo zamierzaliśmy dooglądać Valtice, ale poprzedniego wieczora, Erynia rzuciła okiem na strony internetowe sąsiednich miejscowości i wyszło jej, że w listopadzie, zamek w Mikulovie jest czynny tylko od piątku do niedzieli. Decyzja mogła być jedna. Przed jazdą, W. ustawił trasę do … Kontynuuj czytanie
Zamek Valtice
Przed zwiedzaniem Zamku w Valticach mieliśmy trochę czasu na poznanie jego historii, która (pisana) zaczyna się od XII w., a niepisana jeszcze wcześniej. Jak to w średniowieczu bywało, miał on paru właścicieli (kolejno), aż – co nie było typowe – trafił on w ręce rodu Liechtensteinów, którzy zarządzali nim od XIV w. do 1945 r., w którym to przeszedł on … Kontynuuj czytanie
Spacer z winami
Śniadanie umówione na 8:30 było standardowe, acz w górnym poziomie stanów średnich. Jedliśmy już gorsze w 4 gwiazdkowym hotelu (na Sycylii), a biorąc pod uwagę, że śniadania przygotowywane były dla 6 osób to i jakość, i wybór były bardzo dobre. Po śniadaniu W. poszedł do bankomatu i testując sposób rozliczeń dał się orżnąć bankowcom na jakieś 150 PLN (różnica pomiędzy wymianą 10000 Kč z konwersją i bez). … Kontynuuj czytanie
Na Morawy, do Valtic
Odkąd po raz pierwszy wylądowaliśmy na Morawach – przepadliśmy. Niniejszym uznaliśmy, że rok bez Moraw (stosować zamiennie z Tokajem) to rok stracony. Co prawda, zajrzeliśmy w sierpniu na chwilę do słowackiego Tokaju, ale odczuwaliśmy (Erynia) lekki niedosyt. Gdy okazało się, że w listopadzie, w okresie zawierającym w sobie Święto Niepodległości, będziemy mieć (Erynia) tydzień wolnego, kierunek mógł być tylko jeden. … Kontynuuj czytanie
Brno – kości i piwo
Wieczorem dnia poprzedniego, niezrażona prognozą pogody, Erynia przygotowała spis miejsc do dooglądania po przespaniu nocy. Noc została przespana, prognoza pogody się sprawdziła (deszcz, temperatura 13°C, odczuwalna 9°C z powodu silnego wiatru) więc ruszyliśmy, świtkiem koło południa, na stare miasto. Osłaniając się (a czasami i aparaty) od wiatru i deszczu parasolami szliśmy, robiąc niekiedy zdjęcia mokrego świata, w kierunku kościoła św. … Kontynuuj czytanie
Špilberk
Wczoraj w IT zapytaliśmy o możliwość podjechania komunikacją miejską z przystanku pod dworcem kolejowym (blisko naszej kwatery) pod zamek Špilberk. Odpowiedź była negatywa. Wedle pań, nic tam nie podjeżdża. Rozumiemy, że na górę zamkową nic nie jeździ, to ten brak transportu w okolicach wydał nam się dziwny. Rano Erynia sprawdziła tę kwestię w Internecie. Oczywiście, że spod dworca odjeżdża tam … Kontynuuj czytanie
Brno – muzeum i katedra
I tak klucząc wśród ciekawostek dotarliśmy na Náměstí Svobody otoczonego bogatymi w ornamenty wszelakiego typu budowlami. Niestety, deszcz mżył coraz mocniej. Erynia przypomniała sobie, że gdzieś w pobliżu jest Informacja Turystyczna. Była, ale niewiele (tym razem) uzyskaliśmy tu informacji, bo parę osób było przed nami. Ruszyliśmy więc w kierunku Moravskégo zemskégo muzeum. I tutaj to już był szał… W. dostał … Kontynuuj czytanie
Brno – spacer
Ranek był dość leniwy, bowiem W. musiał odespać swoją wczorajszą pobudkę o 4:21 rano, a za oknem i tak padał deszcz. Przy okazji udało nam się złapać telefonicznie zabieganego Filipa Hlavinkę, który polecił nam bar do degustacji wina Klára Bára Wine Café. Jak dotrzemy, to sprawdzimy. Na razie przeszło nam realizować plan Erynii, którego punkty przekazała jeszcze w domu … Kontynuuj czytanie

