skanseny
Brązowe strzałki
Chcąc się jakoś zrehabilitować za skierowanie nas do Salem (ups… do Salme) W. postanowił pooglądać wszystkie punkty oznaczone na drogach brązowymi strzałkami, jako ciekawostki historyczno-przyrodnicze. Szybko mu jednak przeszło, po punkcie będącym starą drogą pasterską (przegrodzoną by nikt nią nie poszedł), „dworkiem” będącym „czymś” w remoncie z dwoma bramami na posesję, i parkiem narodowym traw nadmorskich, a przynajmniej tak … Kontynuuj czytanie
Cypel i dwa muzea
Po kilku godzinach w Kuressaare poczuliśmy głód i zaczęliśmy rozważać opcje spożywcze. Jeszcze wczoraj nasza Gospodyni polecała nam piekarnię w nieodległej miejscowości Salme. Dzisiaj potwierdziła to przemiła bileterka z zamku, dodając, że oprócz własnego chleba, wypiekają też ciasta na jajach od kur wolno wybiegowych z własnej farmy. Nawet nie podały nam ani jej nazwy, ani nawet adresu, mówiąc, że to na głównej … Kontynuuj czytanie
Skansen i kwatera
Drugim z punktów którymi W. nas uraczył, było Muzeum Muhu. Nie dość, że był to raczej skansen niż muzeum to jeszcze składał się z wielu ciekawych niskich, krytych trzciną kamiennych, lub kamienno-drewnianych, domów z wyposażeniem od XVIII w. po lata 60′ wieku XX. Przy czym skansen stał wewnątrz wsi z podobnie zbudowanymi domami prywatnymi, w których mieszkali ludzie. Różniły się jedynie od … Kontynuuj czytanie
Wzgórze Krzyży
Minęły niecałe dwa tygodnie od ostatniego wyjazdu, a nas znowu poniosło, tym razem, na dłuższy urlop. W podróży towarzyszył nam muzycznie tym razem Jaromir Nohavica, co było o tyle nielogiczne, że jechaliśmy na północny wschód. Nic to, jechało się bardzo sprawnie i szybko, zwłaszcza że wyjechaliśmy po południu w dzień Bożego Ciała. Przez Warszawę prawie przelecieliśmy, a po 22:00 wylądowaliśmy w okolicy … Kontynuuj czytanie
Uroczysko Zaborek
Spokojnie już podjechaliśmy pod Uroczysko Zaborek , którego właściciele, na przestrzeni ponad 70 ha pól, łąk i lasów, na terenie Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”, umieścili odratowane drewniane chałupy, obejścia, kapliczki, kościół, plebanię, wiatrak i leśniczówkę, a do tego mnogie kapliczki, tworząc „de facto” skansen. Ponadto, jest tam możliwość wynajęcia pokoju w większości zabytkowych obiektów (w Starej Plebani, Leśniczówce, Wiatraku, Zaścianku … Kontynuuj czytanie
Spacer, ziółka i SPA
Rankiem Erynia pogratulowała sobie decyzji wysłania wczoraj W. z aparatem na rekonesans, bowiem gdy tylko spojrzała w okno, zrozumiała co ją obudziło: deszcz padający ze strzechy na kamienny chodnik. Na szczęście około 8., gdy zbieraliśmy się na śniadanie, zaczął słabnąć, a po śniadaniu ustał zupełnie. A śniadanie było bogate, choć na ciepło była tylko jajecznica i przyzwoita(!) kiełbasa – żadnych … Kontynuuj czytanie
Na wieś
Trasa do Korycin była w całej swej rozciągłości milusia. Początkowo, aż do samej Warszawy trasa szybkiego ruchy S7 – Szydłowiec leży tuż przy niej, następnie aż do Siedlec trasa S2, a dalej zaczęła się, ulubiona przez W., jazda drogami trochę niższej rangi – niektórych „ranga” była znacząco niższa, chociaż W. tym razem nie wpadł na pomysł by … Kontynuuj czytanie
Kocobędz-Podobora
Niedaleko od Czeskiego Cieszyna jest ciekawy obiekt archeologiczno-rekreacyjno-dydaktyczny – Archeopark Kocobędz-Podobora (Chotěbuz-Podobora). A ponieważ w pobliżu jest i Rybny Dom z restauracją, akwarium zewnętrznym i wewnętrznym, i miejscem zabaw dla wnuczki W., to decyzja była prosta. Daleko nie było więc po drobnym zwiedzaniu Cieszyna w kilkanaście minut dojechaliśmy na parking przy Rybnym Domu, a stamtąd spacerkiem, w parę chwil, doszliśmy pod Archeopark. … Kontynuuj czytanie
Pępek, bikini i kwatera
Nadszedł dzień przenosin w inne miejsce. O ile Cefalù będzie nam brakowało, o tyle ani za hotelem, ani jego śniadaniami tęsknić nie będziemy. Przenosiny przenosinami, ale W. nie byłby sobą, gdyby gdyby nie ustawił kilku punktów na trasie typu „by nie wracać”. W ten to sposób znaleźliśmy się w interiorze, w miasteczku Enna, zwanym pępkiem Sycylii, gdyż znajduje się (mniej więcej) … Kontynuuj czytanie
Rumszyszki (Rumšiškės)
Ponieważ W. kręcił nosem na litewskie „duże” miasta, Erynia zaczęła poszukiwać atrakcji niekoniecznie związanych z miastami. Pierwszym miejscem, na które zwróciła uwagę, już choćby z powodu nazwy, był skansen w Rumszyszkach (czyż nie piękna nazwa?). Tak naprawdę to jest to Litewskie Muzeum Ludowego Gospodarstwa Domowego – 195 ha terenu z parkingiem (płatnym, ale tanim), częścią muzealną nad bramą z kasami, … Kontynuuj czytanie
Prusowie
Parę kilometrów za Puńskiem W. wypatrzył drogowskaz do Osady Jaćwiesko-Pruskiej (16-515 Oszkinie 42). Oczywiście musiał za nimi skręcić i to był kolejny wyśmienity wybór typu „przy okazji”. Już w bramie wjazdowej, zrobionej na bramę obronną, (na jej szczycie były jednak stoły biesiadne, bardzo mądrze po co walczyć jak można pojeść i popić) przywitał nas gospodarz i zaszczycił nas biletami … Kontynuuj czytanie
Muzeum w Bóbrce
Przy niedzielnym śniadaniu z drobnym niepokojem patrzyliśmy za okno. Prognoza się spełniła i samochody pokryte były parocentymetrową pokrywą śniegu. Drogi i pobocza na szczęście nie, mogliśmy więc obejrzeć najstarszą kopalnię ropy naftowej na świecie w Bóbrce. Jest tam wybudowane Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza, gdyż to od aptekarza Ignacego Łukasiewicza zaczęła się historia przemysłu naftowego. Co prawda … Kontynuuj czytanie
Synagoga i skansen
W niedzielę już nikt się w synagodze nie modlił, więc mogliśmy po zjedzeniu śniadania i spakowaniu się, podjechać pod Hotel Ilan i do synagogi przy dawnej największej jeszywie na świecie. Jeszywas Chachmej Lublin wybudowana w latach 1923 do 1930 (od pomysłu do inauguracji) już w pierwszym roku funkcjonowania przyjęła 200 uczniów do kształcenia w systemie Daf Jomi, wymyślonym przez rabina Majer Szapira. … Kontynuuj czytanie
Sanktuaria i kolej
Deszcz nie był zbyt pracowity więc mogliśmy dotrzeć do, przerobionego ze zboru ewangelickiego, kościoła pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego w miarę susi. Dziwnym trafem kościół był otwarty więc mogliśmy go obejrzeć nie tylko z zewnątrz, a trzeba przyznać, że był on ciekawy nie tylko ze względu na wyposażenie, ale i centralne ustawienie neogotyckich kolumn praktycznie w osi kościoła. Ewangelikom to pewnie … Kontynuuj czytanie
Kraina w Kratę
Podczas przeglądania Internetu Erynia wynalazła nadmorską ciekawostkę – „Krainę w Kratę”. Tak trafiliśmy na Swołowo, wieś będącą nieformalną stolicą Krainy w Kratę, a w nim do żywego skansenu (Muzeum Kultury Ludowej Pomorza w Swołowie; Oddział Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku). Skąd nazwa tej krainy? A stąd, że spora część poniemieckich zabudowań w tej okolicy jest szachulcowa, a z daleka wygląda to jak czarna … Kontynuuj czytanie
Grzyby, Chata, kręgi i zamek
Właściwie to nie mieliśmy zajmować się zwiedzaniem i zapełnianiem bloga, ale takim dziwnym trafem, będąc z naszym przyjacielem M. na krótkim urlopie w Parszczenicy, tak niezupełnie nam się to udało. Mieliśmy odwiedzić Parszczenicę by wyciszyć się jesiennie chodząc po lasach i, przy okazji, zbierając grzyby. I właściwie na początku naszego tu pobytu prawie się to nam udało. Poszliśmy do … Kontynuuj czytanie
Castello di Duino i Monte San Michele
„Co się odwlecze, to (Erynii) nie uciecze”. Erynia zaparła się na tyle, że nawet ulewa zrobiła sobie przerwę, tak że mogliśmy w spokoju kontemplować urokliwe Castello di Duino. A kontemplować było co: zamek wzniesiony w XIV w. na ruinach rzymskiego posterunku, położony w miejscu z przepięknymi widokami na morze, gościł przez wieki znamienite bądź znane persony, w tym: cesarzową Sissi … Kontynuuj czytanie
Skansen Pribylina
Dzień powrotu zawsze jest trudny do zaplanowania. Niby wiadomo ile jest czasu i jak dzień ma się skończyć, ale są i ograniczenia z tym związane – trzeba wrócić do domu. Mieliśmy do wyboru parę miejsc, ale albo były zbyt daleko, albo zbyt mało czasu by nam zajęły, wybraliśmy więc skansen: „Múzeum liptovskej dediny Pribylina”. Po szybkim i sutym śniadaniu, pakowaniu … Kontynuuj czytanie
Skansen i jaskinia
Ranek po ciężkiej nocy obżartuchów nie zachęcał do górskich tras. Co prawda nie lało, ale niebo było zaciągnięte równo i szaro. Co prawda śniadanie było smaczne i obfite, ale M. postanowił dopasować się do poziomu nieba i stwierdził, że w Internecie znalazł informację o zajętości wszystkich miejsc na zwiedzanie jaskini Brestowskiej, którą nam wcześniej zaproponował. Zaczął robić za Smerfa Marudę, … Kontynuuj czytanie
Huta, kościół i skansen z „vlakom”
M. zawsze z wielkim sentymentem opowiadał nam o Słowacji. O ile dla nas był to kraj z reguły tranzytowy, o tyle dla Niego zazwyczaj docelowy. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że M. mieszka zaledwie godzinę od granicy. Wpadliśmy ostatnio na pomysł wspólnego wypadu, gdzie M. miałby nam pokazać parę swoich ulubionych miejsc. Tym sposobem mieliśmy już zagospodarowany długi sierpniowy weekend. … Kontynuuj czytanie

