2026
Port, zamek i soljanka
Kolejnym punktem ustawionym przez W. na trasie był malutki port Triigi na północy wyspy, z którego 3 razy dziennie odpływają promy na wyspę Hiiumaa. Bilety można kupić w automacie. Nawet gdybyśmy mieli w planach popłyniecie, musielibyśmy czekać do dwudziestej bez pewności powrotu tego samego dnia, bo nie wiemy po której stronie „śpią” promy. Może kiedyś… Trasą nadmorską dotarliśmy do … Kontynuuj czytanie
Peonie, krater i wiatraki
Rano na śniadanie spróbowaliśmy tostów z białego chleba zakupionego wczoraj w Salme Sai. Był tak mokry, że trzeba było pięciokrotnie przepuścić przez toster by zbrązowiał. Tyle tylko, że zgodnie z podejrzeniem Erynii, tosty były słodkawe, a sam chleb przypominał w smaku chałkę. Do słodkiego śniadania się nada, z tym że my nie przepadamy za śniadaniami na słodko. W. w swoich opiniach był … Kontynuuj czytanie
Źródełko i klify
Kolejną atrakcję turystyczną, którą na trasie uraczyła nas Saaremaa, niełatwo było znaleźć. Było to źródełko Odalatsi. I niby wodę była i płynęła, ale gdzie wypływała pierwsza kropla rzeczki to już zupełnie inna sprawa. No chyba że przyjąć jako źródło rozmokłe malutkie bagienko w rowie… bo kilkanaście metrów dalej woda już płynęła i bardzo szybko zmieniała się w parometrowej szerokości … Kontynuuj czytanie
Brązowe strzałki
Chcąc się jakoś zrehabilitować za skierowanie nas do Salem (ups… do Salme) W. postanowił pooglądać wszystkie punkty oznaczone na drogach brązowymi strzałkami, jako ciekawostki historyczno-przyrodnicze. Szybko mu jednak przeszło, po punkcie będącym starą drogą pasterską (przegrodzoną by nikt nią nie poszedł), „dworkiem” będącym „czymś” w remoncie z dwoma bramami na posesję, i parkiem narodowym traw nadmorskich, a przynajmniej tak … Kontynuuj czytanie
Nie-chleb i nie-łódź
Dzień ten mieliśmy zacząć od odwiedzenia najlepszej piekarni na wyspie, piekącej najlepszy chleb na wyspie. Ponieważ piekarnię w Salme otwierano dopiero o 11., trochę rano poleniuchowaliśmy, szczególnie że pogoda za oknem sugerowała „nie wychodź z domu bo…” – ciężkie czarne chmury przeganiał wiatr po niebie, na szczęście był tak mocny, że przegonił je skutecznie i wyjechaliśmy już prawie w słońcu, … Kontynuuj czytanie
Cypel i dwa muzea
Po kilku godzinach w Kuressaare poczuliśmy głód i zaczęliśmy rozważać opcje spożywcze. Jeszcze wczoraj nasza Gospodyni polecała nam piekarnię w nieodległej miejscowości Salme. Dzisiaj potwierdziła to przemiła bileterka z zamku, dodając, że oprócz własnego chleba, wypiekają też ciasta na jajach od kur wolno wybiegowych z własnej farmy. Nawet nie podały nam ani jej nazwy, ani nawet adresu, mówiąc, że to na głównej … Kontynuuj czytanie
Zamek w Kuressaare
Rano po szybkim śniadaniu wyskoczyliśmy na szybki spacer łącząc dwie potrzeby: chodzenia boso po trawie oraz poszukiwania sygnału Wi-Fi, który w poleconym przez Gospodynię miejscu ogrodu, pojawiał się i znikał. Z przewagą tego drugiego. A był nam potrzebny do ustawienia trasy na dzisiejszy dzień. Przy okazji, mogliśmy się przyjrzeć innym domkom z zewnątrz, grządkom, inspektom, mini szklarni a także ogrodowi zimowemu, … Kontynuuj czytanie
Skansen i kwatera
Drugim z punktów którymi W. nas uraczył, było Muzeum Muhu. Nie dość, że był to raczej skansen niż muzeum to jeszcze składał się z wielu ciekawych niskich, krytych trzciną kamiennych, lub kamienno-drewnianych, domów z wyposażeniem od XVIII w. po lata 60′ wieku XX. Przy czym skansen stał wewnątrz wsi z podobnie zbudowanymi domami prywatnymi, w których mieszkali ludzie. Różniły się jedynie od … Kontynuuj czytanie
Leśny cmentarz
Pojedzeni, spakowaliśmy się szybko i ruszyliśmy w trasę na Saaremę. Można powiedzieć, że większość trasy przespaliśmy nie rejestrując zmian lasów, i czasem bagien przez które prawie cały czas droga nas wiodła. Tak, Estończycy nie zgłupieli i nie osuszają bagien. Jedynymi godnymi wzmianki punktami było: ograniczenie (z 90) do 70 km/h przy szkole, i bez ograniczenia (ustawowej prędkości 90 km/h) przy znaku „uwaga na … Kontynuuj czytanie
Jedzenie w Tartu
Po krótkim odpoczynku i doprowadzeniu się do stanu używalności, W. rozpoczął w Przydasiach poszukiwania polecanej restauracji z kuchnią lokalną. Znalazł dwie, ale ta druga mu się mniej „na wyczucie” spodobała (później dowiedział się, że od paru lat zbiera ona co roku tabliczki z nazwą Michelin). Tak więc wróciliśmy w miejsce, które obejrzeliśmy z zewnątrz rano – pod ponad dwustuletnią prochownię (powder … Kontynuuj czytanie
Tartu
Rano Erynia odpaliła komórkę, i wbrew fochom W., zarezerwowała nocleg w Hotelu Tartu szybko i skutecznie, chociaż przez nielubianą przez W. platformę. Potem na spokojnie podjechaliśmy na większą stację paliw, złapaliśmy za hot-doga (chwilowo jedyny ciepły posiłek, który nam się spodobał – W. oczywiście „bez tych wszystkich maziajstw”) i przepiliśmy kawą bez zapachu, ale za to o smaku kwaśnego … Kontynuuj czytanie
Bauska
Dla dopełnienia obrazu miasta Bauska wróciliśmy na jego rynek, by obejrzeć stojący na nim ratusz. Przy okazji wstąpiliśmy do położonej w nim informacji turystycznej. Pomieszczenie to wyposażone było, oprócz standardowych elementów, jak obsługa czy foldery, również w pięknego rudego kota. W. oczywiście musiał kota wygłaskać, a w tym czasie Erynia zdobywała informacje o ciekawostkach miasta i ulicach wartych obejrzenia. Dostaliśmy również … Kontynuuj czytanie
Zamek w Bausce
Po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku zbiegu dwóch rzek Mūsa i Mēmele (pl.: Niemenek) tworzących po połączeniu rzekę Lelupę, gdzie na skalnej ostrodze stoi zamek broniący dawnymi czasu miasta Bauska (pl.: Bowsk). Patrząc od strony miasta, widać jego część nowszą, a zza niej wystają ruinki średniowiecznej twierdzy. Wszystko to na wysokich skarpach spadających do dwóch rzek. Natomiast od strony miasta widać … Kontynuuj czytanie
Pałac w Rundāle
Mimo wszystko zadowoleni ze spaceru po Górze Krzyży, w miłej i spokojnej okolicy na spokojnie przekroczyliśmy granicę z Łotwą, i jechaliśmy równie spokojnie w kierunku Rygi, gdy W. znowu zboczył z trasy i zawiózł nas pod barokowy pałac Rundāle, będący niegdyś letnią rezydencją książąt Bironów, panujących przez jakiś czas w księstwie Kurlandii i Semigalii, a później w znanym nam już księstwie żagańskim. Nienadaremnie rzuciły nam się … Kontynuuj czytanie
Wzgórze Krzyży
Minęły niecałe dwa tygodnie od ostatniego wyjazdu, a nas znowu poniosło, tym razem, na dłuższy urlop. W podróży towarzyszył nam muzycznie tym razem Jaromir Nohavica, co było o tyle nielogiczne, że jechaliśmy na północny wschód. Nic to, jechało się bardzo sprawnie i szybko, zwłaszcza że wyjechaliśmy po południu w dzień Bożego Ciała. Przez Warszawę prawie przelecieliśmy, a po 22:00 wylądowaliśmy w okolicy … Kontynuuj czytanie
Uroczysko Zaborek
Spokojnie już podjechaliśmy pod Uroczysko Zaborek , którego właściciele, na przestrzeni ponad 70 ha pól, łąk i lasów, na terenie Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”, umieścili odratowane drewniane chałupy, obejścia, kapliczki, kościół, plebanię, wiatrak i leśniczówkę, a do tego mnogie kapliczki, tworząc „de facto” skansen. Ponadto, jest tam możliwość wynajęcia pokoju w większości zabytkowych obiektów (w Starej Plebani, Leśniczówce, Wiatraku, Zaścianku … Kontynuuj czytanie
Stadnina Koni Janów Podlaski
Dzień ten przeznaczyliśmy na dooglądanie niedooglądanego wczoraj. Zaczęliśmy od Stadniny Koni Janów Podlaski, jadąc tam z lekkimi obawami, co zastaniemy po 8 latach rządów PISu, ale nasza Gospodyni, bardzo nas zachęcała mówiąc, że dużo się zmieniło na lepsze, a dyrektor Trela (ten zwolniony w 2016) ma doradzać w prowadzeniu interesu. Ten interes to, bagatela, ponad 200 letnia państwowa stadnina założona … Kontynuuj czytanie
Pałac i nalewki
Jako że dnia poprzedniego wypadł nam dzień lenia, tym razem postanowiliśmy trochę pozwiedzać, odwiedzić Janów Podlaski i jego okolice oraz Cieleśnicę z jej Pałacem i Gorzelnią. Początkowo wszystko szło prosto i ładnie, aż do Zamku w Janowie Podlaskim. Przed samym zjazdem do zamku pojawiły się piękne znaki okrągłe, a na dodatek białe z czerwoną otoczką – bez żadnej tabliczki typu „Za wyjątkiem…”. … Kontynuuj czytanie
Alpakarium
Rano znów nas obudził szerszeń dobijający się do pokoju przez zamknięte okno. Właścicielka ze spokojem potwierdziła, że tak, tutaj trafiają się szerszenie. Zasugerowaliśmy założenie siatek w oknach, chociaż nie wiemy, jakie siatki byłyby odporne na te owady. Pozostała część poranka upłynęła dużo przyjemniej, na konsumpcji zacnego śniadania w przeszklonej werandzie ponad 100-letniego drewnianego domu Gospodarzy, państwa Katarzyny … Kontynuuj czytanie
Dwory i alpaki
Przyszedł w końcu dzień przenosin z Ziołowego Zakątka do Alpakarium. Ponieważ było to raptem kilkadziesiąt kilometrów, to W. postanowił zobaczyć parę miejsc z Przydasi i wstawił je w trasę. Po sutym, i jak zwykle przepysznym, śniadaniu spakowaliśmy Drakula, W. nie kupił żadnych sadzonek (dziwne!), za to obfilmował obejście i mogliśmy ruszać. Na pierwszy ogień poszedł Dwór w Zabużu, położony nad samym Bugiem pałacyk … Kontynuuj czytanie

