zbytki i zabytki
Peonie, krater i wiatraki
Rano na śniadanie spróbowaliśmy tostów z białego chleba zakupionego wczoraj w Salme Sai. Był tak mokry, że trzeba było pięciokrotnie przepuścić przez toster by zbrązowiał. Tyle tylko, że zgodnie z podejrzeniem Erynii, tosty były słodkawe, a sam chleb przypominał w smaku chałkę. Do słodkiego śniadania się nada, z tym że my nie przepadamy za śniadaniami na słodko. W. w swoich opiniach był … Kontynuuj czytanie
Źródełko i klify
Kolejną atrakcję turystyczną, którą na trasie uraczyła nas Saaremaa, niełatwo było znaleźć. Było to źródełko Odalatsi. I niby wodę była i płynęła, ale gdzie wypływała pierwsza kropla rzeczki to już zupełnie inna sprawa. No chyba że przyjąć jako źródło rozmokłe malutkie bagienko w rowie… bo kilkanaście metrów dalej woda już płynęła i bardzo szybko zmieniała się w parometrowej szerokości … Kontynuuj czytanie
Brązowe strzałki
Chcąc się jakoś zrehabilitować za skierowanie nas do Salem (ups… do Salme) W. postanowił pooglądać wszystkie punkty oznaczone na drogach brązowymi strzałkami, jako ciekawostki historyczno-przyrodnicze. Szybko mu jednak przeszło, po punkcie będącym starą drogą pasterską (przegrodzoną by nikt nią nie poszedł), „dworkiem” będącym „czymś” w remoncie z dwoma bramami na posesję, i parkiem narodowym traw nadmorskich, a przynajmniej tak … Kontynuuj czytanie
Nie-chleb i nie-łódź
Dzień ten mieliśmy zacząć od odwiedzenia najlepszej piekarni na wyspie, piekącej najlepszy chleb na wyspie. Ponieważ piekarnię w Salme otwierano dopiero o 11., trochę rano poleniuchowaliśmy, szczególnie że pogoda za oknem sugerowała „nie wychodź z domu bo…” – ciężkie czarne chmury przeganiał wiatr po niebie, na szczęście był tak mocny, że przegonił je skutecznie i wyjechaliśmy już prawie w słońcu, … Kontynuuj czytanie
Cypel i dwa muzea
Po kilku godzinach w Kuressaare poczuliśmy głód i zaczęliśmy rozważać opcje spożywcze. Jeszcze wczoraj nasza Gospodyni polecała nam piekarnię w nieodległej miejscowości Salme. Dzisiaj potwierdziła to przemiła bileterka z zamku, dodając, że oprócz własnego chleba, wypiekają też ciasta na jajach od kur wolno wybiegowych z własnej farmy. Nawet nie podały nam ani jej nazwy, ani nawet adresu, mówiąc, że to na głównej … Kontynuuj czytanie
Zamek w Kuressaare
Rano po szybkim śniadaniu wyskoczyliśmy na szybki spacer łącząc dwie potrzeby: chodzenia boso po trawie oraz poszukiwania sygnału Wi-Fi, który w poleconym przez Gospodynię miejscu ogrodu, pojawiał się i znikał. Z przewagą tego drugiego. A był nam potrzebny do ustawienia trasy na dzisiejszy dzień. Przy okazji, mogliśmy się przyjrzeć innym domkom z zewnątrz, grządkom, inspektom, mini szklarni a także ogrodowi zimowemu, … Kontynuuj czytanie
Skansen i kwatera
Drugim z punktów którymi W. nas uraczył, było Muzeum Muhu. Nie dość, że był to raczej skansen niż muzeum to jeszcze składał się z wielu ciekawych niskich, krytych trzciną kamiennych, lub kamienno-drewnianych, domów z wyposażeniem od XVIII w. po lata 60′ wieku XX. Przy czym skansen stał wewnątrz wsi z podobnie zbudowanymi domami prywatnymi, w których mieszkali ludzie. Różniły się jedynie od … Kontynuuj czytanie
Leśny cmentarz
Pojedzeni, spakowaliśmy się szybko i ruszyliśmy w trasę na Saaremę. Można powiedzieć, że większość trasy przespaliśmy nie rejestrując zmian lasów, i czasem bagien przez które prawie cały czas droga nas wiodła. Tak, Estończycy nie zgłupieli i nie osuszają bagien. Jedynymi godnymi wzmianki punktami było: ograniczenie (z 90) do 70 km/h przy szkole, i bez ograniczenia (ustawowej prędkości 90 km/h) przy znaku „uwaga na … Kontynuuj czytanie
Jedzenie w Tartu
Po krótkim odpoczynku i doprowadzeniu się do stanu używalności, W. rozpoczął w Przydasiach poszukiwania polecanej restauracji z kuchnią lokalną. Znalazł dwie, ale ta druga mu się mniej „na wyczucie” spodobała (później dowiedział się, że od paru lat zbiera ona co roku tabliczki z nazwą Michelin). Tak więc wróciliśmy w miejsce, które obejrzeliśmy z zewnątrz rano – pod ponad dwustuletnią prochownię (powder … Kontynuuj czytanie
Tartu
Rano Erynia odpaliła komórkę, i wbrew fochom W., zarezerwowała nocleg w Hotelu Tartu szybko i skutecznie, chociaż przez nielubianą przez W. platformę. Potem na spokojnie podjechaliśmy na większą stację paliw, złapaliśmy za hot-doga (chwilowo jedyny ciepły posiłek, który nam się spodobał – W. oczywiście „bez tych wszystkich maziajstw”) i przepiliśmy kawą bez zapachu, ale za to o smaku kwaśnego … Kontynuuj czytanie
Bauska
Dla dopełnienia obrazu miasta Bauska wróciliśmy na jego rynek, by obejrzeć stojący na nim ratusz. Przy okazji wstąpiliśmy do położonej w nim informacji turystycznej. Pomieszczenie to wyposażone było, oprócz standardowych elementów, jak obsługa czy foldery, również w pięknego rudego kota. W. oczywiście musiał kota wygłaskać, a w tym czasie Erynia zdobywała informacje o ciekawostkach miasta i ulicach wartych obejrzenia. Dostaliśmy również … Kontynuuj czytanie
Zamek w Bausce
Po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku zbiegu dwóch rzek Mūsa i Mēmele (pl.: Niemenek) tworzących po połączeniu rzekę Lelupę, gdzie na skalnej ostrodze stoi zamek broniący dawnymi czasu miasta Bauska (pl.: Bowsk). Patrząc od strony miasta, widać jego część nowszą, a zza niej wystają ruinki średniowiecznej twierdzy. Wszystko to na wysokich skarpach spadających do dwóch rzek. Natomiast od strony miasta widać … Kontynuuj czytanie
Pałac w Rundāle
Mimo wszystko zadowoleni ze spaceru po Górze Krzyży, w miłej i spokojnej okolicy na spokojnie przekroczyliśmy granicę z Łotwą, i jechaliśmy równie spokojnie w kierunku Rygi, gdy W. znowu zboczył z trasy i zawiózł nas pod barokowy pałac Rundāle, będący niegdyś letnią rezydencją książąt Bironów, panujących przez jakiś czas w księstwie Kurlandii i Semigalii, a później w znanym nam już księstwie żagańskim. Nienadaremnie rzuciły nam się … Kontynuuj czytanie
Wzgórze Krzyży
Minęły niecałe dwa tygodnie od ostatniego wyjazdu, a nas znowu poniosło, tym razem, na dłuższy urlop. W podróży towarzyszył nam muzycznie tym razem Jaromir Nohavica, co było o tyle nielogiczne, że jechaliśmy na północny wschód. Nic to, jechało się bardzo sprawnie i szybko, zwłaszcza że wyjechaliśmy po południu w dzień Bożego Ciała. Przez Warszawę prawie przelecieliśmy, a po 22:00 wylądowaliśmy w okolicy … Kontynuuj czytanie
Uroczysko Zaborek
Spokojnie już podjechaliśmy pod Uroczysko Zaborek , którego właściciele, na przestrzeni ponad 70 ha pól, łąk i lasów, na terenie Parku Krajobrazowego „Podlaski Przełom Bugu”, umieścili odratowane drewniane chałupy, obejścia, kapliczki, kościół, plebanię, wiatrak i leśniczówkę, a do tego mnogie kapliczki, tworząc „de facto” skansen. Ponadto, jest tam możliwość wynajęcia pokoju w większości zabytkowych obiektów (w Starej Plebani, Leśniczówce, Wiatraku, Zaścianku … Kontynuuj czytanie
Stadnina Koni Janów Podlaski
Dzień ten przeznaczyliśmy na dooglądanie niedooglądanego wczoraj. Zaczęliśmy od Stadniny Koni Janów Podlaski, jadąc tam z lekkimi obawami, co zastaniemy po 8 latach rządów PISu, ale nasza Gospodyni, bardzo nas zachęcała mówiąc, że dużo się zmieniło na lepsze, a dyrektor Trela (ten zwolniony w 2016) ma doradzać w prowadzeniu interesu. Ten interes to, bagatela, ponad 200 letnia państwowa stadnina założona … Kontynuuj czytanie
Pałac i nalewki
Jako że dnia poprzedniego wypadł nam dzień lenia, tym razem postanowiliśmy trochę pozwiedzać, odwiedzić Janów Podlaski i jego okolice oraz Cieleśnicę z jej Pałacem i Gorzelnią. Początkowo wszystko szło prosto i ładnie, aż do Zamku w Janowie Podlaskim. Przed samym zjazdem do zamku pojawiły się piękne znaki okrągłe, a na dodatek białe z czerwoną otoczką – bez żadnej tabliczki typu „Za wyjątkiem…”. … Kontynuuj czytanie
Alpakarium
Rano znów nas obudził szerszeń dobijający się do pokoju przez zamknięte okno. Właścicielka ze spokojem potwierdziła, że tak, tutaj trafiają się szerszenie. Zasugerowaliśmy założenie siatek w oknach, chociaż nie wiemy, jakie siatki byłyby odporne na te owady. Pozostała część poranka upłynęła dużo przyjemniej, na konsumpcji zacnego śniadania w przeszklonej werandzie ponad 100-letniego drewnianego domu Gospodarzy, państwa Katarzyny … Kontynuuj czytanie
Dwory i alpaki
Przyszedł w końcu dzień przenosin z Ziołowego Zakątka do Alpakarium. Ponieważ było to raptem kilkadziesiąt kilometrów, to W. postanowił zobaczyć parę miejsc z Przydasi i wstawił je w trasę. Po sutym, i jak zwykle przepysznym, śniadaniu spakowaliśmy Drakula, W. nie kupił żadnych sadzonek (dziwne!), za to obfilmował obejście i mogliśmy ruszać. Na pierwszy ogień poszedł Dwór w Zabużu, położony nad samym Bugiem pałacyk … Kontynuuj czytanie
SPA i Grabarka
Na środę W. umówił sobie kolejny zabieg w SPA, Erynia pozazdrościła W. i też sobie zafundowała kolejny masaż, więc po solidnym śniadaniu odstawiliśmy „częściowy dzień lenia”. Częściowy, bo jedynie dopołudniowy. Po sybaryczeniu się, zdecydowaliśmy wrócić na Górę Grabarkę, świętą górę dla prawosławnych, którzy od stuleci pielgrzymują tam by prosić lub dziękować, przynosząc tam ze sobą krzyże. Za … Kontynuuj czytanie

