browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Wieże i wielki majątek

do albumu zdjęć

Dwór w Kiiu

Ponieważ pora była dość wczesna to po zabraniu z hotelu karty pamięci do aparatu Erynii ruszyliśmy na wschód by obejrzeć parę ciekawostek z „Przydasi”. Na początek zawitaliśmy do miejscowości Kiiu. gdzie stoi sobie przy drodze dworek, a kawałek dalej „średniowieczna” mieszkalna wieża Kyda – odbudowana po paru wiekach pod koniec XX w.
do albumu zdjęć

Wieże Kyda

Wieża nie była akurat otwarta dla zwiedzających, a chociaż można było zadzwonić (i zapłacić po 10 € od osoby) to postanowiliśmy nie fatygować właściciela jej otwieraniem i ruszyliśmy do odległej o kilkaset metrów drugiej wieży. Tej nikt nie restaurował, a jedynie zabito dechami otwór wejściowy. Z tyłu była co prawda wybita wielka dziura, ale ponieważ trawa była mokra po deszczu to W. postanowił nie moczyć sobie sandałków i pojechaliśmy dalej do
do albumu zdjęć

Kolga

drugiego największego majątku ziemskiego w Inflantach – pałacu Kolga (est. Kolga mõis).
W szczytowym okresie jego istnienia właściciele Pałacu Kolga zarządzali, majątkiem o powierzchni 50 000 ha, więc i pałac, i jego zabudowania gospodarcze musiały takim warunkom sprostać zarówno pod względem zamieszkania samych właścicieli, jak i służby i pracowników stajni, obór czy nawet gorzelni (destylarni) na odpadach, z której żywiło się bydło – z jednej strony szczęśliwe, bo na rauszu, z drugiej strony dające dobre mięsko. Sam majątek począł swą historię ponoć już w XII w. i właścicieli też miały wielu, od Duńczyków (Kanut, syn króla Waldemara II), cystersów z Gotlandii, innych niekreślonych Duńczyków (XVI w.). Po Wojnie Inflanckiej Szwedzi przekazali dobra Francuzowi Pontusowi De La Gardie, który nie dożył do „oficjalnego” ich spalenia przez wojska polskie w 1602 r., ale jego syn odbudował zabudowania, by w ostateczności sprzedać je bałtycko-niemieckiej rodzinie Stenbocków. I własnością tej rodziny majątek pozostał do XX w. gdzie najpierw demokratyczna Estonia okroiła jego wielkość, a następnie ZSRR zrobiło to co jedynie potrafiło robić – ukradło i zniszczyło. Nie pomogło nawet to, że zrobili z niego kołchoz pokazowy „pokazuchę” – majątek popadł w ruinę. Po odzyskaniu niepodległości Pałac z drobną okolicą został zwrócony, mieszkającym obecnie w Finlandii spadkobiercom, w stanie całkiem dobrze zrujnowanym.
Sam pałac i parę budynków nie jest już tak do końca ruinami i widać, że coś się przy nich robi, ale przez krzaki widać i ruiny wielkich zabudowań. Co prawda nie obejrzeliśmy wnętrz pałacowych (po 20 €, od osoby i to gdy zbierze się większa grupa), ale w jednym budynków dworskich (dawnym domu zarządcy) stworzono muzeum. Trzeba przyznać, że jego kustoszka, starsza niewiasta, z werwą opisywała nam część eksponatów (po angielsku!) ze szczególnym uwzględnieniem paru z oryginalnego wyposażenia pałacu i  „paru” z wyposażenia biura kołchozowego. Pani kustoszka, usłyszawszy że jesteśmy z Polski, powiedziała, że w poznańskich muzeach jest kilka obrazów przedstawiających dwór Kolga w pełnym rozkwicie i że właściciele starają się o ich zwrot. Erynia, usłyszawszy że właścicielami są szwedzcy hrabiowie o nazwisku Stenbock, odpowiedziała, że za to co nam Szwedzi nakradli w czasie Potopu, musi być jakaś sprawiedliwość dziejowa. Co ciekawe, pani przewodniczka chyba nie jest do końca na bieżąco, albo my ją źle zrozumieliśmy, gdyż 2014 roku, rodzina Stenbocków sprzedała tę posiadłość zamożnej Estonce, która chce tam otworzyć coś w rodzaju centrum kulturalnego. A przynajmniej miała taki zamysł 12 lat temu, gdyż nie za wiele się tam dzieje.
do albumu zdjęć

Muzeum dworskie


Generalnie można powiedzieć, że było to kolejne (w Estonii) muzeum typu „szwarc, mydło i powidło”, tak jakby po okolicy zawołano „macie co starego, to zamiast wyrzucać na śmietnik przynieście do nas”. I tak zostało, częściowo w salach wystawienniczych, częściowo w magazynie, w piwnicy. Niemniej jednak z ciekawością obejrzeliśmy oba piętra muzeum i na dodatek sprawiło nam to dużo przyjemności. Sprawiło również inną przypadłość, bardziej przyziemną, a właściwie na wysokości około metra – głód. Na szczęście prawie naprzeciw muzeum stoi sobie drewniany barak z napisem Linnutee Puhvet,
do albumu zdjęć

Jedzenie przy dworze Kolga

w którym serwują głównie hamburgery, ale nie tylko i to nie tylko postanowiliśmy zamówić – Erynia fileciki z kurczaka z frytkami, a W. małże, które okazały się być bez skorupek za to w czosnkowym sosie. Wszystko wyśmienite, że palce lizać, na dodatek zapite… kwasem.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.