Tym razem P. wyraził potrzebę zakupu „%”, więc Erynia zaproponowała wizytę w dawnym klasztorze Louka (cz. Loucký klášter), znajdującym się jakieś dwa kilometry od centrum starego Znojma, a należącym obecnie do dużego producenta win, firmy Znovin. Odległość od centrum miała swoją zaletę, gdyż parking prawie pod budynkiem (w odległości 100 m) był bezpłatny. Na sam początek, rzucił nam się w oczy dom kultury z widownią zajmujący znaczącą część nowoczesnego budynku wstawionego wewnątrz kompleksu klasztornego i ładnie (zdaniem W.) się z nim komponującego. Chwilkę postaliśmy na widowni oglądając przygotowania do popołudniowego koncertu dzieci i młodzieży. Trzeba przyznać, że Czesi dbają o wykształcenie muzyczne obywateli od najmłodszych lat. Aż przyjemnie było posłuchać. Zew procentów jednak zwyciężył i przeszliśmy dalej po sklepikach rolniczych (z przykładowymi ziarnami – niestety nie do kupienia) i winnych, gdzie można było zarówno zaopatrzyć się w wino nalewane z tanku do plastikowej butelki (za 70 Kč), jak i, w innym miejscu, skosztować win Znovinu na kieliszki, a po sąsiedzku poczynić odpowiednie zakupy. Przy okazji degustacji można było zajrzeć do klasztornej piwnicy, gdzie wina fermentują nie tylko w tankach i beczkach, ale i w betonowych jajach.
Po szybkiej degustacji i równie zdecydowanych zakupach, obeszliśmy wokół barokowy kompleks klasztorny, wybudowany na miejscu wcześniejszego, z XII wieku. O czym się nie pisze, to fakt że spora część zabudowań jest w stanie przed-ruiny, z powybijanymi szybami, ciut strasząc z zewnątrz.
Kościół klasztorny był zamknięty, więc też trudno nam jest powiedzieć w jakim stanie jest jego środek – W. rzucił okiem (i obiektywem) przez dziurkę od klucza, ale dziurka była mała, więc i ocenić trudno. Niemniej zajrzeliśmy do informacji turystycznej leżącej po sąsiedzku. Tu uzupełniliśmy nasz zapas folderków o Znojmie i okolicy (będzie na zaś), oraz – chcąc zobaczyć wnętrza klasztorne – daliśmy się namówić na wystawę fotografii.
No i tu wpadliśmy na dobre dwie godziny, bowiem ekspozycja obejmowała zdjęcia kilkudziesięciu fotografów, z czego większości Czechów. Erynii spodobały się najbardziej zdjęcia z serii „mon Paris”, bynajmniej nie pocztówkowe, autorstwa Jana Kanyzy mieszkającego do pandemii w wiadomym mieście, zdjęcia przedstawiające przemysłową Ostrawę, reportaże z wiosny 1968 r., rewolucji aksamitnej 1989 r., te pokazujące emocje przekazane za pomocą rąk i zdjęcia przyrodnicze. W. – jak to chłopu – podobały się również akty. Przy okazji oboje zastanawiamy się czy kobieca nagość jest jakimś czeskim fetyszem narodowym? Większość zdjęć autorstwa czeskich fotografów przedstawiała bowiem nagie bądź półnagie modelki ustawione w dość jednoznacznych pozach na tle dosłownie wszystkiego.
Naprawdę, nie da się zrobić dobrych zdjęć lasu, łąki, skał, zabytkowych budynków, miasta Znojma bez nagiej wyginającej się baby na pierwszym tle? (pytanie Erynii)
Da się, ale najlepiej przemawia do (męskiego) odbiorcy to co najlepiej koresponduje z jego genami. (odpowiedź W.)
Ciekawostką było, że wiele sesji zdjęciowych realizowane było we wnętrzach klasztornych tego klasztoru.
Właściwym powodem wejścia i obejrzenia wystawy nie były jednak „gołe baby”, lecz chęć obejrzenia wnętrz klasztornych, niedostępnych inaczej zwiedzającym i to nam się udało, na ile tylko było to możliwe.
Sam klasztor w środku malowniczo się osypuje, farba łuszczy się warstwami, gdzieniegdzie ze ścian wystają stare gazety i kable z powyrywanych gniazdek. W rogach dawnych komnat są fragmenty zabezpieczonych ścian i kawałki rur po piecach czy kominkach. W korytarzach są też drzwiczkach od pieców. Zaintrygowały nas łaźnie (po jednej na piętro), z umywalkami wyglądającymi jak długie koryta. Doczytaliśmy później, że po kasacie józefińskiej, klasztor zaadoptowano na koszary, działające tu do końca XX w. Tak, te oglądane łaźnie rzeczywiście wyglądały na wojskowe.
Oprócz wystawy fotografii, w paru salach, można się było pobawić multimedialnie dźwiękiem i(!) obrazem. Od harfy laserowej na wstępie, przez wzmacniacz bicia serca i wizualizację drgań po malowanie światłem i dźwiękiem specjalnymi „pałeczkami” po pokój karaoke.
Wracając do hotelu zahaczyliśmy o Vrbovec, a konkretnie o jedną uliczkę z piwniczkami. Tak jak w innych wioskach, w weekendy otwierane są wybrane piwniczki (zgodnie z ustalonym kalendarzem). Otwartą piwniczkę można rozpoznać z daleka po stojącym przy drzwiach żółtym rowerze.
Pierwsza ze zwiedzanych piwniczek – Písařův Sklep – bardzo mile nas zaskoczyła. Bardzo miła współwłaścicielka chętnie dzieliła się winem (co skutkowało większą ilością zakupionych butelek, bo dobre było), pokazała nam piwniczkę oraz pięterko ze zdjęciami rodzinnymi. Ci winiarze byli przygotowani do imprez nawet na 30 osób, bo w ogrodzie nad piwnicą jest kilka zadaszonych stołów imprezowych.
Kompletnym przeciwieństwem były kolejne piwniczki, nastawione głównie na miejscowych, zawalone sprzętem produkcyjnym, z właścicielami niezbyt chętnie dzielącymi się winem i informacjami. Cóż, my również nie byliśmy tam hojni. Jedynym plusem była butelczyna burczaku (cz. burčák), który później wypiliśmy do wspólnego obiadu w hotelowej restauracji, przy pełnej aprobacie personelu – mimo drobnego prysznicu zgotowanego stołowi przez W.
My już chyba nie będziemy mieli więcej okazji spróbowania go w tym roku.
Szukaj
Kategorie
Lata
…komentarze.
- Erynia - Znojmo
- Pudelek - Znojmo
- W. - La Port
- W. - Estonia – wrażenia
- Pudelek - Estonia – wrażenia
- Pudelek - La Port
- Erynia - Estonia – wrażenia
- w. - Estonia – wrażenia
- Pudelek - Estonia – wrażenia
- w. - Muzeum Wilamowskie
- Erynia - Muzea Tallina
- Pudelek - Muzea Tallina
Galeria albumów
ogólne…
RODO
Przydasie
-
Nasze miejsca:
- Akty w klasztorze
- Okolice Znojma
- Znojmo
- La Port
- Estonia – wrażenia
- Jełgawa
- Parnawa
- Muzea Tallina
- Keila-Joa i klif
- Vääna
- Przylądek i „tajny obiekt”
- Wieże i wielki majątek
- Park Kadriorg
- Olde Hansa
- Spacer po Tallinie
- Ibis w Tallinie
- Haapsalu
- Port, zamek i soljanka
- Peonie, krater i wiatraki
- Źródełko i klify
- Brązowe strzałki
- Nie-chleb i nie-łódź
- Cypel i dwa muzea
- Zamek w Kuressaare
- Skansen i kwatera
- Leśny cmentarz
- Jedzenie w Tartu
- Tartu
- Bauska
- Zamek w Bausce
- Pałac w Rundāle
- Wzgórze Krzyży
- Uroczysko Zaborek
- Stadnina Koni Janów Podlaski
- Pałac i nalewki
- Alpakarium
- Dwory i alpaki
- SPA i Grabarka
- Kościoły i pałace
- W hrabiowskim Dworku
- Skit w Odrynkach
- Most i okiennice
- Spacer, ziółka i SPA
- Na wieś
- Szydłowiec rano
- Szydłowiec wieczorem
- Spacer po Czeskim Cieszynie
- Arcyksiążęcy Browar Zamkowy
- Muzeum Ziemi Cieszyńkiej i dwa cmentarze
- Cieszyn, trochę dłużej
- Kocobędz-Podobora
- Parę chwil w Cieszynie
- Świerklaniec
- Nakło Śląskie
- Obszar Lednicko-Valticki
- Ruinki Katzelsdorf i Muzeum
- Lednice i Salon Win
- Dzień św. Marcina
- Inne okolice Valtic
- Muzeum „opony” i Kolumnada
starsze w archiwum


