browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Mikulov żydowski

do albumu zdjęć

Synagoga w Mikulovie

Ze względu na porę roku, odpuściliśmy sobie oglądanie zamkowych ogrodów, zostawiając je sobie na zaś, zajrzeliśmy za to synagogi, jednego ze świadków niegdyś licznej mniejszości żydowskiej w tym mieście.
Budynek pięknie odnowiony, ale na Erynii największe wrażenie zrobiła wystawa obrazów autorstwa Evy Milotovej, przedstawiających dawny świat żydowski, coś co już nie wróci. Terenami dawnej dzielnicy żydowskiej przeszliśmy pod ruiny zamku
do albumu zdjęć

Kozi Hradek

Kozi Hradek z wieżą widokową, niestety zamkniętą z powodu renowacji. Ciut pod jest za to coś w rodzaju kaplicy cmentarnej (nie takiej małej) – oraz kirkut. Ale jaki kirkut! Nekropolia usytuowana jest na zboczu, z ładnymi widokami na miasto. Liczy jakieś 4 tysiące macew (ciekawe, czy wliczone są również te, z których zrobiono parę murów oporowy). Najstarszy nagrobek pochodzi z 1605 roku. A najbardziej odwiedzaną częścią jest tak zwane wzgórze rabinów, gdzie pochowani są słynni morawscy rabini.
do albumu zdjęć

Kirkut w Mikulovie

Na nas duże wrażenie zrobiła różnorodność nagrobków od najstarszych, z płytami z motywami znanymi również w Polsce, aż do tych z lat 30′ ubiegłego wieku, prostych w formie za to z liternictwem charakterystycznym dla tamtych czasów. Że też wojna i miłośnicy pewnego austriackiego malarza to oszczędzili…
Schodząc już do centrum, W. wyhaczył sklepik z serami – własnej produkcji, który okazał się zawierać dużo innych ciekawych towarów, i tak oprócz serów przykleiły się do nas ze dwie butelczyny lokalnego wina słodkiego (W.)
do albumu zdjęć

Spacer z serami

i nalewka migdałowo-wiśniowa z hustopeckich sadów (E.). Tu zdecydowaliśmy, że idziemy zostawić zakupy w aucie, a potem kupimy coś do jedzenia w budkach na Namesti (Rynek). Plany mają to do siebie, że… W. zauważył, że wieża kościelna jest otwarta, więc wysłał tam Erynię, a sam poszedł do samochodu. Gdy Erynia już schodziła, W. zadzwonił z informacją, że powrót mu trochę zajmie, bo musi jechać na policję, zapłacić pokutę (mandat).
do albumu zdjęć

kościół św. Wacława

Okazało się że w miejscu w którym zaparkował, mimo braku (w tym miejscu) znaków zakazujących parkowania, zakaz jednak był (ogólny dla całej „zony”). Podobnie potraktowany został również parkujący obok W. Czech, więc wspólnie zdzwonili na komisariat i pojechali zapłacić swoje mandaty. Tak się ciekawie złożyło że komisariat policji miejskiej był akurat pod wieżą kościelną z której Erynia właśnie schodziła, pewna jednak że to sporo potrwa, rzuciła okiem do kościoła, następnie poszła sobie ścieżką dookoła budynku. A tu następny telefon od W., że miejska komenda jest naprzeciw wejścia do wieży kościelnej. Dwie minuty później, Erynia dojrzała W. czekającego w kolejce za Czechem również płacącym pokutę. Tu nie o to chodziło, że nie mieliśmy biletu parkingowego, a o to, że zaparkowaliśmy w „zonie rezydentów”. Oprócz nas, za chwilę zwaliła się grupka 6 Czechów z tą samą sprawą (no może parkowali w innych miejscach), a gdy wyszliśmy, zauważyliśmy pod komendą sporą grupkę Czeszek ze znajomymi świstkami papieru w rękach. Policja ma całe centrum Mikulova na kamerkach, stąd takie łowy. Jeszcze na komendzie Erynia dopytała policjanta o parkowanie przy liniach o różnych kolorach. Przy żółtej jest zakaz parkowania – tylko w sytuacjach awaryjnych (karetki pogotowia, itp.). Przy niebieskich liniach mogą parkować mieszkańcy (płacący za to). Miejsca z białymi liniami w centrum są dla wszystkich i też są płatne. Nie musimy dodawać, że tych ostatnich jest najmniej… Najlepiej zostawiać auto na parkingach, ale te, przy imprezach, są pełne.
Mandat kosztował nas 500 Kč (parking kosztowałby 50 Kč – gdyby udało nam się znaleźć miejsce parkingowe). A tak policjant poinformował nas, że jak już opłaciliśmy mandat to możemy tam już stać do woli. Wróciliśmy więc na Namesti (Rynek), spożyliśmy po bramboráku, czyli wielkim placku ziemniaczanym doprawianym czosnkiem i kminkiem (niestety) i, ponieważ słońce zaczęło już zachodzić, to spokojnie wróciliśmy do Valtlic na kwaterę.
do albumu zdjęć

Valtice wieczorem


Tutaj przetestowaliśmy jedno z kupionych w Mikulovie win (Baláž Pálava 2024) i usieliśmy przyznać, że było to smakowite wino. Trzeba również przyznać, że w połączeniu ze spacerkiem postanowiło nas ono położyć w upojnych ramionach Morfeusza i ledwie udało nam się z nich wyrwać by odwiedzić równie bajeczne miejsce: Avalon. Tym razem nie musieliśmy jechać aż w okolice Kanału Angielskiego (La Manche), wystarczył drobny spacer do restauracji o tej nazwie. Bajeczność jednak pozostała. Atmosfera spokoju w małej rodzinnej restauracyjce zaskoczyła nas kelnerem – tak około 10 letnim chłopcem (synem kucharza, a może i współwłaściciela restauracji, jak się później okazało) – od którego wielu spotkanych przez nas, w rożnych restauracjach, kelnerów mogłoby się wiele nauczyć. Był sprawny, uważny, uprzejmy a nienachalny. W tej to atmosferze mieliśmy okazję posilić się (zapchać brzuchy aż o uszy) świętomarcińską wyśmienitą gęsiną (mięciutka była), winem i specjalnym świętomarcińskim piwem. Dla zdziwionych (sami byliśmy zdziwieni), zdaniem Filipa Hlavinki, Czesi (Morawianie?!), po winie wypijają piwo by (cokolwiek to znaczy) „odkwasić organizm”. Pomysł może i nietypowy, ale zacny. Dla zainteresowanych: kaca nie było.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.