browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Źródełko i klify

do albumu zdjęć

źródełko Odalatsi

Kolejną atrakcję turystyczną, którą na trasie uraczyła nas Saaremaa, niełatwo było znaleźć. Było to źródełko Odalatsi. I niby wodę była i płynęła, ale gdzie wypływała pierwsza kropla rzeczki to już zupełnie inna sprawa. No chyba że przyjąć jako źródło rozmokłe malutkie bagienko w rowie… bo kilkanaście metrów dalej woda już płynęła i bardzo szybko zmieniała się w parometrowej szerokości rzeczkę, nad którą postawiono nawet całkiem pokaźny drewniany mostek. Ale w końcu czy to jest takie ważne gdzie jest źródełko – było czyste powietrze, szumiał las i woda, i wszędzie pachniało naturą. Czegóż duszy trzeba więcej? (o ciele będzie później)
W końcu po tylu mniej lub bardziej powabnych miejscach typu „po drodze” dojechaliśmy do dwóch atrakcji ustawionych na trasie GPS z premedytacją. Były to dwa klify po dwóch stronach zatoki Klidema: pierwszy Ninase Pank o wysokości około 6 m robił już wrażenie, ale dopiero ten ponad 20 metrowy Panga Pank pokazał swoje możliwości, szczególnie, że dmuchało na nim aż miło – woleliśmy nie sprawdzać podchodząc zbyt blisko krawędzi, czy potrafi nas z niej zdmuchnąć.
Po drodze od jednego do drugiego klifu wstąpiliśmy jeszcze na urokliwą przystań przy rybackiej wsi Tagaranna kaluriküla skąd rozpościerał się widok na „ten wyższy klif” i gdzie spotkaliśmy dwa charty (dał się pogłaskać tylko jeden).
Po spacerkach po klifach przyszedł czas na coś dla ciała – szczęściem przy końcu trasy po klifach znaleźliśmy miłą restaurację Kliff Butiik (pod tą nazwą funkcjonuje i restauracja, i hotel) z ciekawym sloganem reklamowym: „następna restauracja za 40 km”.
do albumu zdjęć

Kliff Butiik

Postanowiliśmy ją przetestować, i z ręką na sercu stwierdzić możemy, że naprawdę nie trzeba jechać 40 km by zjeść wyśmienicie, a nawet jeszcze smaczniej. Erynia zafundowała sobie zupę z pstrąga i kotlet ze szczupaka, a W. zupę(!) z niebieskich muszli w białym winie i wieprzowinę duszoną przez 24 h. Nie wiemy czy mięso faktycznie było 24 godzin duszone, a muszle były czarne nie błękitne, a w zupie czuć było – oprócz małż – cebulę i paprykę, ale w najmniejszym stopniu nie zmieniło to faktu, że wszystko było wyśmienite w smaku.
Po tylu przyjemnościach, zakończonych smakowitościami wprost królewskimi pozostało nam już tylko zatankować Drakula i wrócić na kwaterę, na dobrze zapracowany sen.
do albumu zdjęć

Długi Most


No niby tak, ale… po drodze trafił się jeszcze Suursild, zwany Długim Mostem, który pojawił się nam tak jakoś z boku drogi. No to go obejrzeliśmy, a jest to najdłuższy most na wyspie i jeden z najdłuższych w Estonii. Poza tym ma dosyć długą historię odbudowywań, bo zbudowano go około 1650 r., a po rekonstrukcji w 1820 r. nie była to jego ostatnia naprawa.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.