muzea
Inkerman i Bałakława
Nazwa „Inkerman” historykom kojarzy się z Wojną Krymską, enologom z winem o nienajlepszej reputacji, a nam będzie kojarzyć się z kamieniołomami. W Inkermanie poszukiwaliśmy Monasterskiej Skały, gdzie (zgodnie z nazwą) można zwiedzić monastery wykute w skale. Pierwszy z monasterów, św.Klemensa, został założony w VIII wieku przez bizantyjskich uchodźców. Nad klasztorami, na skale znajdują się ruiny twierdzy Kałamita (Kalamita). Twierdza początkowo miała ochraniać port handlowy … Kontynuuj czytanie
Aj-Petri, Bachczysaraj i kamienne miasto
W. się zbuntował – „być nad ciepłym morzem i nawet nie popływać…” więc w końcu trzeba było iść na plażę. I tak przez dwa dni moczyliśmy się w Morzu Czarnym. Po tej przerwie postanowiliśmy pojechać do Bakczysaraju. Wybraliśmy drogę zwaną przez miejscowych „językami teściowej”. Składała się ona z krótkich acz stromych zakrętów, po czym przeszła w serię regularnych agrafek. Nie można … Kontynuuj czytanie
Stary Krym i Kercz
Efektem „głupich pomysłów” jest dosyć często ich nieprzygotowanie logistyczne. Tak było i tym razem – W. nie zapakował namiotu i śpiworów – więc, musieliśmy wrócić na noc do Rybaczie. Następnego dnia, już z pełnym ekwipunkiem, pojechaliśmy, z powrotem, na półwysep Kercz. Postanowiliśmy ominąć trasę nadbrzeżną i w Sudaku skręciliśmy na północ. W efekcie przy naszej drodze znalazła się historycznie pierwsza stolica Krymu. … Kontynuuj czytanie
Praga
Firma wysłała W. na delegację w okolice Pragi. Erynia aż zawyła z nadziei na odwiedzenie stolicy Czechów. Nie można jej było zawieść. Wyjechaliśmy w czwartek tak by „obowiązki” załatwić w piątek, a weekend przeznaczyć na zwiedzanie. Oczywiście nie obyło się bez przygód na starcie. Po przejechaniu 50 km zaczęło lekko padać, a wycieraczki odmówiły posłuszeństwa. Sprawdziliśmy bezpieczniki, były w porządku, a wycieraczki nie działały. … Kontynuuj czytanie
okolice Wrocławia
Pierwszym miejscem, które wiosennie odwiedziliśmy tym razem, był pałac na wodzie w Wojnowicach. Zameczek jest urokliwym miejscem spacerów dla co bardziej pragnących świeżego powietrza Wrocławian. Można tutaj pojeździć na rowerze lub pospacerować – chodzą tu nawet ludzie, którzy chyba zapomnieli nart, zostały im tylko kijki. Można również wypić kawę lub zjeść coś dobrego, bardzo dobre … Kontynuuj czytanie
Wygiełzów
Jako rodzinnie obciążona pszczelarstwem, Erynia zgodziła się łaskawie wziąć aparat fotograficzny i 7 sierpnia pojawiliśmy się na Powiatowym Święcie Miodu w Skansenie w Wygiełzowie. Ciekawie zorganizowane spotkanie pszczelarzy z okolic Chrzanowa z publicznością lubiącą „mjut”. Zresztą skansen, może nie najbogatszy, może nie największy, ale posiada ważne w dzisiejszych czasach atuty: myślących zarządzających i stylową restaurację. „Karczma jaka jest każdy widzi”, a o mądrości zarządzających świadczą … Kontynuuj czytanie
od Bunratty po Kinsale i Cork
Nie samą wodą człowiek żyje, zanurzyć się trzeba i w historii. Znowu W. i jego archeologiczne ciągotki. Usłyszał od G., że w Irlandii jest sporo kamieni, mniej lub bardziej megalitycznych. Poszukaliśmy w przewodniku, i pojechaliśmy w kierunku Limerick. W. chciał się zobaczyć grób gigantów, był taki w przewodniku, ale z żaden sposób nie można było tego zlokalizować. W końcu pojechaliśmy przez Adare – urocze miasteczko z bardzo … Kontynuuj czytanie
Tralee i półwysep Dingle
Zwiedzanie postanowiliśmy zacząć od półwyspu Dingle, „bo tam są piękne klify i widoki”. Pierwszym krokiem stało się Tralee gdzie na Denny Str., miały być piękne gregoriańskie domy. Szukając drogi kupiliśmy czapkę (W.) i płyty z muzyka irlandzką (Erynia) aż w końcu znaleźliśmy tę ulicę po kilku rozmowach z Irlandczykami. Irlandczycy byli bardzo uprzejmymi i mili, co w żadnym stopniu nie ułatwiało ich … Kontynuuj czytanie
Blarney i Cobh
G., kolega W., nieopatrznie rzucił sugestię „zapraszamy do nas…”, a że mieszka z rodziną w Irlandii Erynia nie omieszkała z tego skorzystać. Wyszukała tanie linie lotnicze i na tydzień, w którym wypadało św.Patryka, zamieszkaliśmy u przyjaciół w Mallow. G. zabrał nas z lotniska i dowiózł do swojego domu. Irlandia przywitała nas, rosnącymi wzdłuż autostrady, łanami żonkili – w końcu wiosna! Na początek G. zasugerował, że chętnie … Kontynuuj czytanie
Sibiu, Alba Iulia
i wesoły cmentarz
Po powrocie do pensjonatu rzuciliśmy się na mamałygę (Mămăligă cu brânză şi smântână) i mici (rumuński odpowiednik kebabcze). Kolacji za 28Lei nie dało się przejeść. O ile sama mamałyga nie zachwyca smakiem niewyrobionych smakoszy, o tyle ten ser i ta śmietana – mmmm… Przeżycia (przeżycie) tego dnia doprowadziło do tego, że Erynia padła do łóżka, nie zdejmując nawet skarpetek. Rano … Kontynuuj czytanie
Dolina Róż i Szipka
W końcu musieliśmy opuścić Bułgarię, ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy o coś nie zahaczyli po drodze. I tak wylądowaliśmy w Kazanłyku – stolicy Doliny Róż i Doliny Trackich Królów. Po drodze spotkaliśmy się z jedynymi w trasie wypadkami. Jeden, czołowy, jakby na skrzyżowaniu, oba wozy chciały skręcić w lewo i zrobiły to szybko, i stanowczo spotykając się na środku. Drugi znacznie groźniejszy. Nawet nie wiemy kto … Kontynuuj czytanie
Nesebar i Pomorie
Kolejnym punktem podróży był Nesebyr (W. mówi Neseber, a sami Bułgarzy nazwę tłumaczą z cyrylicy jako Nesebar), zwany bułgarskim Dubrownikiem. Miejsce piękne, i naszym zdaniem warte zobaczenia, pomimo dzikich tłumów i straganów zastawiających zabytki. Praktycznie nie daje się obejrzeć oryginalnych fasad budynków – całe miasto obrosło straganami. Na szczęście ktoś pomyślał i zabronił zastawiania straganami ścian zabytkowych cerkwi. Przynajmniej … Kontynuuj czytanie
Nei Pori, Tempi, Dion i Xanti
Coby dochować tradycji, nie mogliśmy sobie odpuścić greckiego targu. Po uzgodnieniu z rezydentką terminu w jakim targ się odbywa wybraliśmy się do Nei Pori. W. nie lubi jeździć „głównymi” drogami więc mieliśmy okazję wyhamowywać gwałtownie przed stadem kóz przechodzących przez drogę, a również pogadać z pszczelarzem przy przydrożnej pasiece. W końcu dotarliśmy na targ. Było na nim „prawie” wszystko: ubrania, ryby, … Kontynuuj czytanie
Sandomierz i okolice
Przedłużyliśmy sobie jeden z weekendów lipca i Erynia miała okazję spełnić jedno ze swoich marzeń – obejrzeć Sandomierz i jego okolice. Na początek – zakwaterowanie, niedaleko zamku, na ulicy Zamkowej, blisko Rynku, najstarszy hotel w Sandomierzu i to „widać, słychać i czuć”. Standard bardzo niski, ale wart jest tej ceny. Po zakwaterowaniu poszliśmy w miasto. Sandomierz, znany z pewnego filmu o księdzu detektywie, jest … Kontynuuj czytanie
przez Opolszczyznę
Pogoda była smutna, szaro buro, byle jak. Wiosna także nas zawiodła nie malując parku kolorami azalii i różaneczników. Za to turystami tak obrodziło, że zrezygnowaliśmy z przebijania się przez „zatłumione” sale pałacowe. Może, jeśli kiedyś nie wytrzymamy natłoku wrażeń życiowych, odwiedzimy te pomieszczenia jako pacjenci, i nikt nam nie będzie przeszkadzał w ich zwiedzaniu… Ta … Kontynuuj czytanie
powrót z Jezioraka
Zamek w Golubiu-Dobrzyniu dobrze odrestaurowany wydal nam się trochę pusty, co nie umniejsza w niczym opinii o przedsiębiorczości jego włodarzy, którzy potrafią rozreklamować i świetnie zagospodarować obiekt piękny, a zabytkowy. …i ta armata! (grała w filmie „Potop”) Toruń – pierniki i „rydz”, odpuściliśmy sobie „grzyba” i poszliśmy zwiedzać miasto. Zaczęliśmy od Pierników Toruńskich, a potem to już poszło gładko. W naleśnikarni spróbowaliśmy czy potrafią zrobić … Kontynuuj czytanie
Powiśle i Mazury przy Warmi
Poszukiwania mapy zalewu, która gdzieś nam, w czasie przygód, zniknęła zaowocowała koniecznością przyjazdu do Iławy dnia następnego – księgarz obiecał ją sprowadzić. Poszukiwanie owoców i warzyw dało lepsze rezultaty, czego nie można było powiedzieć o zabytkach. Jeden kościół, pod wezwaniem o.o.Oblatów zamknięty – mnisi oczywiście grzeją d… w chałupie. Część zabytkowa miasta, poza tym kościółkiem, wygląda jak postawiona w latach … Kontynuuj czytanie
od Jezioraka do pochylni
W miarę szybko dotarliśmy w okolice Jezioraka. Przed dojazdem do przystani wstąpiliśmy jeszcze coś zjeść do sławnej „Szopy” w Siemianach. Jedzenie jest dobre, ale ceny to już nie ceny, a ździerstwo. W przeliczeniu na kilogram: pstrąg – 60zł (skąd tu pstrąg?!?!), sandacz – 120zł. Wygląd „Szopy” stylowy, ale typowo polskie nastawienie do klientów. Postanowiliśmy, że jeden kontakt wystarczy. Po … Kontynuuj czytanie
trasa nad Jeziorak
Erynia jako neofitka żeglarska przeszukiwała na mapach i w opisach miejsca ciekawe, a nie aż tak jak Mazury zapchane turystami, by spróbować pływania. Jej wzrok padł był na najdłuższe jezioro w Polsce – Jeziorak. Opiewane w literaturze młodzieżowej godne było naszego zainteresowania, szczególnie, że unikalnym kanałem połączone jest z Zalewem Wiślanym. (świadomie nie użyliśmy słowa „unikatowym” – bo bardziej, według nas, pasuje … Kontynuuj czytanie
Janowiec i Kazimierz Dolny
Po dwóch stronach Wisły rozdzielone przeprawą promową leżą dwa miejsca warte grzechu: Janowiec – z odrestaurowywanym zamkiem Firlejów i Lubomirskich oraz położonymi w pobliżu zabudowaniami folwarku pozwala zapoznać się z warstwą magnacko-rycerską dawnej Polski. Kazimierz Dolny – słynący z renesansowych kamienic i świetnej organizacji życia kulturalnego pozwala poczuć atmosferę życia warstwy kupiecko-miejskiej dawnej (i nie tylko dawnej) … Kontynuuj czytanie

