muzea
dwie stolice Węgier
Przyszedł w końcu czas opuścić Budapeszt drogą przez mękę. Drogę przez mękę zafundowaliśmy sobie sami, zanadto zawierzając GPS-owi. Mimo godzin porannych, ok.10. poruszaliśmy się żółwim tempem – od świateł do świateł. O zielonej fali tutaj też nie słyszeli. Mimo to o w miarę przyzwoitej porze dotarliśmy do Ostrzyhomia (węg. Esztergom) pierwszej stolicy Węgier i miejsca znaczącego w biografiach wielu węgierskich świętych. Za … Kontynuuj czytanie
Budapeszt
Wyjechaliśmy z domu około 1:50 bo W. nie lubi jeździć w dzień. Na Słowacji lało – i to chyba od dawna, bo wiele pól stało pod wodą – i dlatego nie wstąpiliśmy do Vac, tylko od razu pojechaliśmy do Budapesztu. Budapest Hostel przywitał nas wymeldowującą się polską wycieczką. Miła Pani recepcjonistka mówiąca głównie po niemiecku, oprócz węgierskiego oczywiście, poprosiła o pomoc „młodszą … Kontynuuj czytanie
Dubrownik i okolica
Pobudka, śniadanie, pakowanie, sprzątanie (okien nie umyliśmy) i wyjazd do Dubrownika. Na granicy pierwszy raz kolejka, tak z 10 samochodów. Stoimy, zaczyna być ciepło, a od granicy szambem trąci. Jakiś Włoch wylądował na kontroli celnej, innym sprawdzają dokładnie dokumenty. Przed nami jeszcze jeden wóz na polskich blachach. W końcu podjeżdżamy pod budkę, pogranicznik wziął do ręki nasze paszporty, … Kontynuuj czytanie
Cetinje i Jezioro Szkoderskie
Był to dzień nie znalezionych miejsc. Wybraliśmy się dzikim świtem około 8. do Cetinje, dawnej stolicy Czarnogóry. GPS zgłupiał — Czarnogórcy budują drogi szybciej niż GPS jest je w stanie zaktualizować — żeby tak w Polsce… Droga była malownicza, ale i szybka. Cetinje zaskoczyło nas niską zabudową centrum z wieloma ciekawymi willami – wygląda jak zwyczajne, prowincjonalne miasteczko. Dalej było już … Kontynuuj czytanie
Kotor i Perast
Jadąc do Kotoru, spodziewaliśmy się takiej „trochę większej” kopii Budvy czy Ulcinja. Miło się rozczarowaliśmy. Zaraz za najdłuższym tunelem jaki W. przejechał samochodem, zatrzymaliśmy się przy starym (tak na oko z przełomu XVIII/XIX-go wieku) cmentarzu. I tu Erynia stwierdziła, że to pierwsze widoki od Albanii, które naprawdę ją ruszyły. Po obejrzeniu cmentarza ruszyliśmy w kierunku Starego Kotoru. Parking … Kontynuuj czytanie
Ulcinj
Do Ulcinj zawiódł nas przewodnik, reklamujący to miasto jako najbardziej orientalne w całej Czarnogórze, nazywane wręcz „Małym Stambułem”. Znowu się przekonaliśmy, że nie należy do końca ufać przewodnikom. A może byliśmy zbyt rozpuszczeni dzikimi albańskimi plażami? Na miejscu nie chciało nam się długo czekać, więc nastawieni na wyższe ceny daliśmy się złapać, na dwie noce, na kwaterę … Kontynuuj czytanie
Szkodra
W miłej atmosferze i przy pięknych widokach zjeżdżaliśmy z przełęczy Llogara zatrzymując się co jakiś czas dla podziwiania widoków aż przy kolejnym z postojów przestał działać rozrusznik. „Z rozpędu” silnik startował, z kluczyka nie chciał. No to postanowiliśmy jechać do Szkodry jednym cugiem, z opcją nie zatrzymywania się nawet tam – a jak już, to na górce. Po drodze W. zobaczył jednak serwis … Kontynuuj czytanie
od kanionu do kasztelu
Po śniadaniu, około 9:30, ruszyliśmy w drogę – dziurzastą, zakręciastą i… przepiękną! Dodatkowymi atrakcjami były zwierzęta gospodarcze. Jedzie sobie człowiek, nie za szybko – bo droga jak wyżej – a tu za zakrętem staje sobie nos w nos z krową. Staje to dosyć dokładne określenie, bo krowa(-y) stoi i przyglądając się turystom nie zamierza tego stanu zmieniać. Mijając je trzeba uważać … Kontynuuj czytanie
Zatoka Kości i św.Naum
W końcu trzeba było pożegnać się z Ochrydą i ruszyć dalej. Zanim jednak dotarliśmy do Albanii, zahaczyliśmy jeszcze o Zatokę Kości. Pani w informacji turystycznej polecała nam bardzo „muzeum na wodzie”. Początkowo sądziliśmy, że chodzi o jakieś muzeum związane z rybami czy historią rybołówstwa. Nieco się pomyliliśmy. Z daleka, można było pomyśleć, że przenieśliśmy się do luksusowego kurortu na Bali (ten … Kontynuuj czytanie
Ochryda i Struga
Do Ochrydy dojechaliśmy częściowo płatną, częściowo autostradą (40MKD). Po drodze mijały nas piękne samochody, których kierowcy nie dostrzegali piękna otoczenia. A góry i przełęcze były śliczne. Zresztą nie tylko przełęcze — na bliższych Ochrydzie miejscach postojowych udało nam się kupić miód „z wysokich borów” — chyba spadziowy (200MKD/0.5l) — i kasztanowy (240MKD/0,5l). W. oczywiście musiał kupić zioła na herbatki … Kontynuuj czytanie
Szeged
Jakiś czas temu postanowiliśmy (czytaj: Erynia zarządziła), że będziemy zatrzymywać się na chwilę w miejscach, które do tej pory omijaliśmy. W myśl tej zasady, kierując się na Bałkany zahaczyliśmy o Szeged (Segedyn). Miasto zdawało nam się interesujące zarówno kulinarnie jak i architektonicznie. Kulinarnie, bo miasto to nazywane jest stolicą węgierskich: papryki i salami. (Stolica stolicą, ale … Kontynuuj czytanie
Eger
No i znowu nie pospaliśmy. Pobudka na tyle wcześnie by zdążyć na otwarcie restauracji o 7., obfite, i smaczne!, śniadanie, spakować się i w drogę. Po opisanych wcześniej przypadkach z synagogą i kościołem ruszyliśmy dalej w drogę do Egeru. W. wymyślił drogę przez Góry Bukowe. Piękna droga przez piękne lasy, nie wiadomo dlaczego Erynia nie chciała prowadzić – takie urocze serpentyny… Nie zatrzymaliśmy … Kontynuuj czytanie
Miszkolc i okolice
Poranek rozpoczął się rozkosznym śniadankiem w Hotelu Kitty – karnet wykupiliśmy przy zapłacie za pokój. Planowaliśmy pojechać z samego rana do Lillafüred, po drodze wstępując na targ. Targ był świetny, dobrze zorganizowany. Może nie wszystko tam było, czego człowiek mógł się spodziewać – nie znaleźliśmy serów – ale wybór był i tak duży. Rzodkiewki wielkości buraka! I wina w paru … Kontynuuj czytanie
Zamek na Szczęśliwej Skale
Dzień drugi rozpoczął się, dzikim świtem około siódmej. Po lekkim śniadaniu opuściliśmy Koszyce. Trasa zapowiadała się spokojnie, niebo niebieskie, chmurek kilka – i gdyby nie zimny północny wiatr byłoby uroczo. I tu nagle, parę kilometrów za granicą (winieta 10dni/12,5€), W. zjechał z trasy na Miszkolc – oczywiście musiał wymyślić jakąś niespodziewajkę. Po kilkunastu kilometrach sprawa się wyjaśniła. Poczytał relację … Kontynuuj czytanie
Koszyce
Słowacja zawsze była dla nas krajem „przelotowym” lub „przystankowym” w trasie pomiędzy Polską, a kolejnymi „krajami wakacyjnymi”. Postanowiliśmy to zmienić. W pracy Erynia podpytała koleżankę Słowaczkę czy warto jechać do Koszyc. Koleżanka prawie się obraziła: drugie miasto na Słowacji (nie tylko pod względem wielkości) po Bratysławie, a ta zadaje głupie pytania… Erynia po raz drugi popełniła faux-pas, pytając … Kontynuuj czytanie
Wrocław
Żaden pobyt na Dolnym Śląsku nie mógłby się obyć bez wizyty we Wrocławiu. Mamy tam swoje ulubione miejsca do których lubimy wracać. Poza tym, jesteśmy uzależnieni od czekolady na ul.Więziennej oraz od granity w pobliskiej „Galeria Italiana”. Staramy się również zajrzeć w miejsca, w których nas jeszcze nie było. Co prawda Hala Stulecia jest nam już znana, ale … Kontynuuj czytanie
Kotlina Kłodzka
Ostatni przejazd autostradą – póki jeszcze bezpłatna – i odbicie na południe w kierunku na Nysę. Miasto przejechaliśmy szybko, chociaż chcieliśmy rzucić okiem na twierdzę to jakoś się nam do oczu nie rzuciła. Spróbujemy kiedyś jeszcze raz, może przy okazji obejrzymy całe miasto. W Kotlinie pierwszym punktem trasy był Złoty Stok z jego kopalnią złota. W. już kiedyś tam … Kontynuuj czytanie
Chrzanów
Najciemniej pod latarnią więc i punkt początkowy, i końcowy, każdej naszej trasy jakoś nam umykał. Czas nadrobić tę zaległość i opisać Chrzanów – miasto na pograniczu… na wielu pograniczach. Historia umieściła je na granicy Śląska i Małopolski. I tak raz do tego raz do tamtego województwa go przypisywano. II wojna światowa też zadbała o to by Chrzanów znalazł się na granicy … Kontynuuj czytanie
Pszczyna i okolice
Pewnego dnia W. wrócił z pracy i powiedział: „Coś mnie ciągnie w Drogę”. Erynia natychmiast rzuciła parę propozycji i by nie stało się ciałem powiedzenie: „cudze chwalicie, swego nie znacie…”, korzystając z pięknej, acz mroźnej pogody, ruszyliśmy do Pszczyny. To tak „po sąsiedzku”. Miasto skusiło nas pałacem księżnej Daisy, żubrami i gęsiną. Ze względu na porę rozpoczęliśmy od spaceru po pokazowej zagrodzie … Kontynuuj czytanie
Kaczyka i malowane monastery
Do Suczawy dojechaliśmy z Cricovej jednym ciągiem. Mieliśmy co prawda pewne plany co do zwiedzania Starego Orhei (Orheiul Vechi), ale Mołdawska „uprzejmość” zniechęciła nas do dłuższego tam pobytu – może kiedyś… W efekcie pozostały nam mołdawskie leje – nie do wymiany, poza Mołdawią. A szkoda – moglibyśmy dokupić jeszcze mołdawskiego wina, a tak zostały na „następny raz”. Kilka godzin … Kontynuuj czytanie

