muzea
Żywieckie… bez piwa
…wiemy, wiemy, że wszystkim się kojarzy, ale W. nie lubi alkoholu, a na dodatek Żywiec(kie) to nie tylko browar! To również, a może przede wszystkim (mniej lub bardziej) prywatnie miasto ulokowane w XV w. na prawie magdeburskim, mimo że wzmianki o jego istnieniu sięgają początków wieku XIV. Chociaż miasto się trochę od tych czasów rozrosło to jednak najciekawsze (dla nas) … Kontynuuj czytanie
Erywań
Po doznaniach estetyczno-duchowych przyszedł czas na poszukanie noclegu. Dotarliśmy do Erywania i zaczęliśmy szukać. Mieliśmy co prawda wytypowanych parę hosteli w centrum, ale żaden nie chciał zapewnić nam miejsca do spania (jeden „od jutra” inny „na 5 piętrze bez windy” jeszcze inny „z przesiadkami z pokoju do pokoju”, a jednego nawet nie udało się znaleźć). Wkurzony W. (nienawidzi wielkich … Kontynuuj czytanie
kopalnia Guido
Wiele razy, przejeżdżając przez Śląsk, mijaliśmy drogowskazy kierujące na zabytkowe kopalnie „Luiza” i „Guido” w Zabrzu. I w końcu (Erynia) zdecydowaliśmy, że już najwyższy czas! Niestety „Luiza” przyjmie gości dopiero w połowie 2015 r., ale „Guido”, według słów przewodnika, dzierżąca palmę najgłębszej kopalni-muzeum w Europie, jest czynna i przyjmuje gości z całego świata. Ponieważ i gościnność ma swoje ograniczenia, więc i do „Guido” należy się zarejestrować … Kontynuuj czytanie
słowackie ceramiki i wina
Przed powrotną drogą pospaliśmy dłużej więc zebraliśmy się z hotelu dopiero około 10. Erynia miała w planach dooglądać jeszcze Błękitny Kościół, więc zatrzymaliśmy się na parkingu nadbrzeżnym i te parę przecznic poszliśmy spacerkiem. I tu okazało się, że parking był prywatny (płatny!), a na ulicach wiele było miejsc parkingowych bezpłatnych w niedzielę – no cóż, frycowe trzeba było zapłacić. Po błękicie … Kontynuuj czytanie
Wiedeń
Po przekroczeniu granicy Erynia natychmiast zaczęła porównania z Danią: płasko, dużo wiatraków, czysto, ale trawa przed domami niewykoszona i zachwaszczone ogródki. Do tego remont drogi na trasie wymusił na nas objazd trzeciorzędnymi drogami – zupełnie porównywalne z trzeciorzędnymi „polskimi drogami”. Albo im ten „ordnung” nawala, albo u nas nie jest aż tak źle… W końcu wylądowaliśmy na Park&Ride Erdburg, … Kontynuuj czytanie
Bratysława i okolice
Erynia wymyśliła sobie jakiś czas temu odwiedzenie stolicy Słowacji – Bratysławy. A jak już to wymyśliła to zaraz potem doszła do wniosku, że jest to w sumie takie małe miasteczko i jak już się jest w Bratysławie to trzeba by odwiedzić Wiedeń. Niemały wpływ na tę decyzję miał węgierski kolega z jej pracy, który na hasło „Bratysława” niemiłosiernie się skrzywił … Kontynuuj czytanie
od brzegu do Brzegu Opolszczyzny
…a właściwie od Góry, którą W. zawsze uznawał za widomy znak obrzeża Opolszczyzny, od Góry Świętej Anny. Zazwyczaj mijamy tę wieś przejeżdżając autostradą w poprzek góry. Tym razem postanowiliśmy obejrzeć tę okolicę. Niestety nie jest możliwe zjechanie tam z A4, można jedynie zatrzymać się na parkingu MOP i pójść na spacer. A jest to ciekawe miejsce zarówno pod względem … Kontynuuj czytanie
Viborg i „wielki zamek”
W środę ruszyliśmy do Viborga. Ponieważ było blisko, to wyjechaliśmy trochę po 10. Na miejsce dojechaliśmy po południu i ruszyliśmy w miasto. Na pierwszy ogień poszedł Kunsthal Brænderigården pusty w środku – bez obsługi, tośmy go jedynie obfotografowali z zewnątrz (wewnątrz była wystawa czasowa całkiem ładnych fotografii Mika Ninagawa). Po drugiej stronie ulicy był biblijny ogródek – ponoć ze … Kontynuuj czytanie
na północy Danii
Udało nam się wyjechać przed 7. rano i prawie jednym cugiem dotarliśmy koło południa do Grenen. To „prawie” to było najpierw parę przerw na drobny sen – na tych drogach człowiek zasypia z nudów – a później połażenie po wydmach i plaży bałtyckiej poniżej Skagen. Przy wydmach był parking, to co nam szkodziło pójść obejrzeć cichą i pustą plażę. Gdy … Kontynuuj czytanie
Tønder
Po niemieckich drogach jakoś to szło – szybko i bezboleśnie, ale Dania… to już paranoja. Uczulony na nieprzekraczanie prędkości dozwolonych W. pluł jadem na duńskie przepisy kastrujące kierowców. „Po tym kraju nie da się jeździć!!!!” Jednak jakoś dojechaliśmy do zamówionej przez internet kwatery. Nocleg wybierał W., z powodów… sentymentalnych. Mianowicie 17 lat temu, był tam na szkoleniu … Kontynuuj czytanie
Lubeka – „po drodze”
No i poniosło nas. Wyjechaliśmy dosyć późno, tak że dopiero około 2 po północy dotarliśmy do obwodnicy Berlina. Tam W. zarządził spanie. Spaliśmy do 5. Dalsza droga w kierunku Lubeki – miasta „po drodze” przebiegła równie gładko i szybko jak przez całe Niemcy. Autostrady, jeszcze bezpłatne, pozwalają przemieszczać się po kraju łatwo szybko i przyjemnie, tak przyjemnie, że zdążyliśmy … Kontynuuj czytanie
Tarnowskie Góry
Już od jakiegoś czasu Erynia miała ochotę na czarnego pstrąga, a właściwie na Sztolnię Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach. Kiedy jednak dotarliśmy do Tarnowskich Gór, niestety, „pstrąg wyszedł”, a właściwie nie wyszedł bo Sztolnia była „w konserwacji”. Za to, jeszcze przed dojazdem do sztolni, zatrzymaliśmy się przy Tesco w celach jak najbardziej merkantylnych („kasodaj”) i wylądowaliśmy w jednym z najładniejszych tarnogórskich kościołów. … Kontynuuj czytanie
Oświęcim bez Auschwitz
Wszyscy wiedzą, a przynajmniej powinni wiedzieć co to jest Auschwitz-Birkenau. Każdy powinien odwiedzić ten obóz, ale nie wymagamy by robił to więcej niż raz. Byliśmy już tam dawniejszymi czasy, i starczy. O ile opisy obozu są częste to znacznie rzadziej natrafić można na relacje z Oświęcimia, a jest to miasto z tradycjami sięgającymi średniowiecza. Postanowiliśmy to nadrobić. Tuż przy wjeździe do … Kontynuuj czytanie
Amasra i Safranbolu
W końcu dotarliśmy do Amasry – dawnej kolonii greckiej. Miasto jest przepięknie położone, widoki z murów miejskich na wodę urocze, muzeum archeologiczne pełne pamiątek z okresu greckiego i bizantyjskiego, ale… to jest już kurort pełną gębą – i to w złym znaczeniu tego słowa. Na przykład: gdziekolwiek pytaliśmy o toaletę, byliśmy odsyłani do płatnych, w samym centrum, „bo u nas nie ma” – … Kontynuuj czytanie
Sinop i trasa nadmorska
Dalsza droga była bardzo przyjemna, nowiutką dwupasmową drogą wdłuż brzegu morza (według GPS jechaliśmy po morzu), a na dodatek się rozpogodziło. Kolejny punkt trasy wymyślił W. Oglądając kiedyś mapę Turcji, wskazał na Sinop i rzekł: „Tam muszą być piękne widoki”. I były. Według legendy miasto to założyły Amazonki, a nazwę nadano mu na cześć ich królowej Sinope. Żródła mówią, … Kontynuuj czytanie
Signagi
Do Signagi, zwanego Miastem Zakochanych, dotarliśmy wieczorem. W polecanym na forach domu Polaków „Wino i Chleb” nie było już miejsca. Dodzwoniliśmy się tam stojąc na placu Erekle II i rozejrzawszy się dookoła dostrzegliśmy Central Hostel. Tam znaleźliśmy lokum za 25 lari od osoby bez śniadania. Nie dogadaliśmy się bo ponoć śniadanie też oferują, ale nic to, jedliśmy na … Kontynuuj czytanie
Gruzińska Droga Wojenna
Rankiem nastąpił ciąg dalszy kontaktów polsko-izraelskich, równie symaptycznych acz w innym składzie. Tym razem na towarzystwo składali się ludzie pochodzący z terenów byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (od Rygi po Ukrainę), którzy jako dzieci wyjechali do Izraela. Między sobą porozumiewali się po rosyjsku. Po śniadaniu ruszyliśmy do Mcchety, dooglądać katedrę Sweti Cchoweli i klasztor Samtawro. Przy samych zabytkach … Kontynuuj czytanie
Tbilisi
Ukontentowani estetycznie świątynią Dżwari, dotarliśmy wreszcie do Tbilisi, i nawet (z drobnymi perturbacjami – ponieważ zmieniono nazwę ulicy i /nie/używane są obie) do hotelu polecanego nam przez Giorgiego. Tym razem wybór był dobry. Guesthouse Zaira Star znajduje się w starym Tbilisi, rzut beretem od placu Wolności, ale jako że wejście jest od podwórza, w pokojach jest cicho. Właścicielka włada mową … Kontynuuj czytanie
przez Zugdidi do Mestii
Rankiem, acz nie tak wczesnym, po pożegnaniu z Gospodyniami, ruszyliśmy do Zugdidi — dawnej stolicy Księstwa Magrelii. Znajduje się tam kompleks pałacowy należący niegdyś do rodziny Dadiani (niestety we wnętrzach nie wolno było robić zdjęć). Ku naszemu zdziwieniu znajdowało się tam trochę pamiątek napoleońskich. Otóż okazało się, że jedna z księżniczek — Salome Dadiani — wyszła za mąż za … Kontynuuj czytanie
Spiski Gród wraz z okolicami
Na pierwszy ogień poszedł Spišský Hrad. (W. używa słowa „gród” w jego pierwotnym znaczeniu jako twierdza lub zamek, a poza tym zauważył, że w języku słowackim polska litera [g] wymienia się na [h]) Trasa łatwa, szybka i przyjemna, oprócz ostatniego odcinka od parkingu (bezpłatnego!) pod Hradem do samego Hradu. Dla W. była nudna — bo musiał iść … Kontynuuj czytanie

