browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Dubrownik i okolica

do galerii Picasa

Dubrownik

Pobudka, śniadanie, pakowanie, sprzątanie (okien nie umyliśmy) i wyjazd do Dubrownika. Na granicy pierwszy raz kolejka, tak z 10 samochodów. Stoimy, zaczyna być ciepło a od granicy szambem trąci. Jakiś Włoch wylądował na kontroli celnej, innym sprawdzają dokładnie dokumenty. Przed nami jeszcze jeden wóz na polskich blachach. W końcu podjeżdżamy pod budkę, pogranicznik wziął do ręki nasze paszporty, otworzył zamknął i kazał jechać. Podobnie na drugim posterunku. Lubią Polaków? Zaraz za granicą, (znowu!) droga w przeróbce. Kilkaset metrów po dziurawym szutrze z tłukącym się wahaczem i włączonymi wycieraczkami usuwającymi pył z szyby przedniej. Dalej już poszło lepiej a do Dubrownika było niedaleko, całkiem przyzwoitymi drogami. O Dubrowniku napisać można by dużo. My podjechaliśmy pod centrum i rzucił nam się w oczy parking podziemny. Gorąco było, zapakowany samochód lepiej żeby nie robił za piekarnik, zjeżdżamy więc na poziom -3 i parkujemy. Przy wjeździe bilecik, przed górnym wejściem bankomat i toalety — cudo. Z parkingu schodzimy schodkami do twierdzy. Erynia była tu już parę lat temu W., który jest tu po raz pierwszy, szedł zauroczony już od momentu gdy pierwszy raz ujrzał ją z góry. Nigdy nie widział tak dużej, funkcjonującej i całej twierdzy. W środku dostrzec można było gdzieniegdzie pozostałości po bombardowaniach prymitywów o poziomie Hitlera. Patrząc po dachach, widać najlepiej ogrom zniszczeń. Jasne dachówki są na dachach nowych — ciemnych prawie nie ma. W Muzeum Farmacji, jedynym, które zwiedziliśmy, jest ściana z miejscem gdzie granat wyrąbał sobie dziurę do środka pomieszczenia. W jego rogu stoją inne pozostałości wojenne. Na głównych ulicach wojny już właściwie nie widać. Turystów chmary, w dużym stopniu Włosi. Na mury żeśmy się nie pchali ale i tak spędziliśmy w mieście sporo czasu. Wszystkie ceny były dwuwalutowe — w kunach i w euro, i wszystko bardzo drogie. Z portu wypływają stateczki na wyspę Lokrum po 50kun/osobę.
do galerii Picasa

wyspa Lokrum

Popłynęliśmy, a co tam. W drodze piękne widoki z morza. A wyspa godna dłuższego pobytu. Nawet W. mruczał coś pod nosem, coś jakby „Ja tu jeszcze wrócę”. Ogród botaniczny, mały ale ciekawy (te kaktusy!). Skałki przybrzeżne większe i też ciekawe — szkoda, że już wracaliśmy bo chyba byśmy tu spędzili dużo więcej czasu. Wyspa w większości zalesiona, turystów co nieco, a pomiędzy nimi pałętają się pawie w dużych ilościach (W. znowu szalał z aparatem). Niestety całej wyspy nie udało nam się zwiedzić, nie tylko z powodów czasowych. Ze względu na długotrwałą suszę znacząca część wyspy była ogrodzona i niedostępna. Z szacunku dla przyrody nie przekraczaliśmy linii wygrodzonej żółto-czarnymi taśmami. Po powrocie z wyspy przyszedł czas na dalszą drogę. Opłata za parkowanie cokolwiek nas zszokowała (chyba 125Kun), ale czego się nie robi dla taaakiej twierdzy. Był to już ostatni wydatek w Dubrowniku, czekał na nas Mostar. Wyjeżdżając z miasta mieliśmy mostowy przedsmak. W. aż zatrzymał samochód by Erynia mogła uwiecznić piękno tego mostu.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.