wybrzeża
Stary Bar i Petrovac
Kolejnym miejscem na naszej drodze był Bar, a właściwie Stary Bar – bez skojarzeń. Pić nie dawali, za to ruin za parę euro można sobie było pooglądać do woli. Rzecz jasna, znalazł się ktoś do pobrania opłaty parkingowej (2€). Stara zabudowa ciekawa była o tyle, że W. znowu wpadł w amok fotograficzny. Erynia stwierdziła, że po Albanii już nic … Kontynuuj czytanie
Ulcinj
Do Ulcinj zawiódł nas przewodnik, reklamujący to miasto jako najbardziej orientalne w całej Czarnogórze, nazywane wręcz „Małym Stambułem”. Znowu się przekonaliśmy, że nie należy do końca ufać przewodnikom. A może byliśmy zbyt rozpuszczeni dzikimi albańskimi plażami? Na miejscu nie chciało nam się długo czekać, więc nastawieni na wyższe ceny daliśmy się złapać, na dwie noce, na kwaterę … Kontynuuj czytanie
od Butrintu do Llogarasë
Od spotkanych w muzeum etnograficznym w Gjirokastrze Polaków dowiedzieliśmy się o Blue Eye – ciekawostce geologiczno-hydrologicznej. 22 km przed Sarandą jest źródło, z którego wypływa rzeka o szerokości – od razu! – paru metrów. „Otwór” o średnicy kilku i głębokości kilkudziesięciu metrów ma kolor błękitny, stąd jego nazwa. Wokół tłumy ludzi (duży odsetek Włochów), woda ma około 9°C, więc co najwyżej moczą nogi (my też). Jakieś … Kontynuuj czytanie
droga z Krymu
Odessa to milionowa aglomeracja niezbyt zachęcająca wyglądem przy wjeździe. Warto jednak było odstać swoje w korkach, by dostać się do centrum. Miasto powstało mniej więcej w tym samym czasie co Sewastopol, jednak jest między nimi spora różnica. Sewastopol to przede wszystkim port wojenny, turyści nawet tam jeżdżą, ale jakoś ich nie widać. W Odessie, przed prawie każdym … Kontynuuj czytanie
Sewastopol, Eupatoria i Tarchankut
Będąc na Krymie nie mogliśmy podarować sobie obejrzenia Chersonezu Taurydzkiego. W skrócie: to największe greckie ruiny na Krymie (tak, tak – nudy na pudy) leżące nad brzegiem morza w granicach administracyjnych Sewastopola. Całość wygląda dość podobnie do wykopalisk Dionu, tylko zamiast Olimpu, z każdego miejsca widać sobór św.Włodzimierza. Bo to w tym właśnie miejscu, w roku 988, kniaź Włodzimierz … Kontynuuj czytanie
Inkerman i Bałakława
Nazwa „Inkerman” historykom kojarzy się z Wojną Krymską, enologom z winem o nienajlepszej reputacji, a nam będzie kojarzyć się z kamieniołomami. W Inkermanie poszukiwaliśmy Monasterskiej Skały, gdzie (zgodnie z nazwą) można zwiedzić monastery wykute w skale. Pierwszy z monasterów, św.Klemensa, został założony w VIII wieku przez bizantyjskich uchodźców. Nad klasztorami, na skale znajdują się ruiny twierdzy Kałamita (Kalamita). Twierdza początkowo miała ochraniać port handlowy … Kontynuuj czytanie
Aj-Petri, Bachczysaraj i kamienne miasto
W. się zbuntował – „być nad ciepłym morzem i nawet nie popływać…” więc w końcu trzeba było iść na plażę. I tak przez dwa dni moczyliśmy się w Morzu Czarnym. Po tej przerwie postanowiliśmy pojechać do Bakczysaraju. Wybraliśmy drogę zwaną przez miejscowych „językami teściowej”. Składała się ona z krótkich acz stromych zakrętów, po czym przeszła w serię regularnych agrafek. Nie można … Kontynuuj czytanie
wulkany, błota i Teodozja
Ograniczeni czasem, chcąc obejrzeć wulkany błotne, nie zobaczyliśmy innych atrakcji Kerczu, coś za coś. Prawie prosto z Kerczu pojechaliśmy do Bułganackiej Grupy Wulkanicznej (tak brzmi ich oficjalna nazwa), a chociaż znajduje się ona kilka kilometrów od Kerczu, obok wsi Bondarenkowo z braku drogowskazów jechaliśmy nieco „na czuja”. Zaraz za Kerczem przejechaliśmy cmentarz pełen świeżych grobów. Czyżby cholera? … Kontynuuj czytanie
Stary Krym i Kercz
Efektem „głupich pomysłów” jest dosyć często ich nieprzygotowanie logistyczne. Tak było i tym razem – W. nie zapakował namiotu i śpiworów – więc, musieliśmy wrócić na noc do Rybaczie. Następnego dnia, już z pełnym ekwipunkiem, pojechaliśmy, z powrotem, na półwysep Kercz. Postanowiliśmy ominąć trasę nadbrzeżną i w Sudaku skręciliśmy na północ. W efekcie przy naszej drodze znalazła się historycznie pierwsza stolica Krymu. … Kontynuuj czytanie
od Ałupki do Liwadii i Koktebel
Następnego dnia skoczyliśmy do Ałupki. Jako że Erynia przegapiła właściwy zjazd do miasta wylądowaliśmy, zupełnie niechcący, na starym cmentarzu. Nie stał się on ostatnim miejscem naszego pobytu między innymi dlatego, że naszym celem był pałac Woroncowa – gubernatora Kraju Noworosyjskiego. Przed odwiedzinami pałacu wstąpiliśmy na przystań obok której W. popływał sobie w Morzu Czarnym. Pałac ma szalony … Kontynuuj czytanie
Symferopol, Rybaczie i Sudak
Pierwszym postojem na Krymie był Symferopol – stolica Autonomicznej Republiki Krymu. Do tego miasta przyciągnęły nas 2 rzeczy: rezerwat archeologiczny Neapol Scytyjski oraz „staryj gorod” – dawna dzielnica tatarska, miejsce do której lepiej po zmroku się nie zbliżać. Co prawda, niektórzy mieszkańcy odradzali nam wizytę nawet w dzień, ale ciągotki archeologiczno-spelunkowate przeważyły… Obejrzeliśmy meczet i pobieżnie najbliższe mu … Kontynuuj czytanie
od Bunratty po Kinsale i Cork
Nie samą wodą człowiek żyje, zanurzyć się trzeba i w historii. Znowu W. i jego archeologiczne ciągotki. Usłyszał od G., że w Irlandii jest sporo kamieni, mniej lub bardziej megalitycznych. Poszukaliśmy w przewodniku, i pojechaliśmy w kierunku Limerick. W. chciał się zobaczyć grób gigantów, był taki w przewodniku, ale z żaden sposób nie można było tego zlokalizować. W końcu pojechaliśmy przez Adare – urocze miasteczko z bardzo … Kontynuuj czytanie
Tralee i półwysep Dingle
Zwiedzanie postanowiliśmy zacząć od półwyspu Dingle, „bo tam są piękne klify i widoki”. Pierwszym krokiem stało się Tralee gdzie na Denny Str., miały być piękne gregoriańskie domy. Szukając drogi kupiliśmy czapkę (W.) i płyty z muzyka irlandzką (Erynia) aż w końcu znaleźliśmy tę ulicę po kilku rozmowach z Irlandczykami. Irlandczycy byli bardzo uprzejmymi i mili, co w żadnym stopniu nie ułatwiało ich … Kontynuuj czytanie
Blarney i Cobh
G., kolega W., nieopatrznie rzucił sugestię „zapraszamy do nas…”, a że mieszka z rodziną w Irlandii Erynia nie omieszkała z tego skorzystać. Wyszukała tanie linie lotnicze i na tydzień, w którym wypadało św.Patryka, zamieszkaliśmy u przyjaciół w Mallow. G. zabrał nas z lotniska i dowiózł do swojego domu. Irlandia przywitała nas, rosnącymi wzdłuż autostrady, łanami żonkili – w końcu wiosna! Na początek G. zasugerował, że chętnie … Kontynuuj czytanie
Nesebar i Pomorie
Kolejnym punktem podróży był Nesebyr (W. mówi Neseber, a sami Bułgarzy nazwę tłumaczą z cyrylicy jako Nesebar), zwany bułgarskim Dubrownikiem. Miejsce piękne, i naszym zdaniem warte zobaczenia, pomimo dzikich tłumów i straganów zastawiających zabytki. Praktycznie nie daje się obejrzeć oryginalnych fasad budynków – całe miasto obrosło straganami. Na szczęście ktoś pomyślał i zabronił zastawiania straganami ścian zabytkowych cerkwi. Przynajmniej … Kontynuuj czytanie
Sozopol
Pomysł z przejazdem przez Bułgarię był pomysłem W. Był tam parę razy w latach 70. ubiegłego wieku, więc była to dla niego podróż sentymentalna. W drodze do Sozopola wspominał kąpiele na dzikich plażach i wiele sobie po nich obiecywał. O godzinie 3 nad ranem dotarliśmy na miejsce. Jako że pora była nieszczególna, postanowiliśmy przespać się w samochodzie, w jakimś spokojnym miejscu. Okazało się … Kontynuuj czytanie
pod Olimpem i na Skiathos
Po jednym dniu na plaży nie chcieliśmy się zbyt wystawiać na słońce. Postanowiliśmy więc pozwiedzać okolicę, zalesione zbocza gór Ossy. Nie chodziliśmy zbyt daleko bo nazajutrz mieliśmy pojechać na Skiathos, a wyjazd miał być wcześnie rano. Niestety wieczorem dowiedzieliśmy się, że wycieczka odbędzie się w późniejszym terminie bo na południu jest sztorm. Następnego dnia obudziliśmy się więc … Kontynuuj czytanie
Meteora i Kokkino Nero
Co prawda była to już druga noc przespana w samochodzie – i było to już trochę czuć, ale czekały na nas Klasztory Meteory i nie było „zmiłuj się”. D… w troki i, po drobnym śniadanku, w drogę. Jak wszyscy rozpoczęliśmy zwiedzanie klasztorów od odwiedzenia… sklepu z ikonami w Kalambace. Kto rano wstaje, ten… jest pierwszy w sklepie i może zrobić zdjęcia bez tłumu klientów … Kontynuuj czytanie
Zalew Wiślany (…i z powrotem)
{„…urwała się talia grota.” patrz poprzedni wpis.} Całe szczęście, że dopiero gdy już kotwica chwyciła. Wiatr rzucał bomem jak chciał, a my usiłowaliśmy sklarować grota. Silnik przy ponad metrowej fali wyskakiwał co rusz z wody tak, że nie było go sensu odpalać. Pozostało zadzwonić do Ratownictwa Morskiego o informację pogodową. Odpowiedzieli, że po 16. wiatr zacznie słabnąć. Dopiero … Kontynuuj czytanie
Zalew Wiślany (tam…)
Za mostem postawiliśmy maszt i na grocie, wspomaganym silnikiem, doszliśmy do nabieżników („Andzia”) około 10. Poczuliśmy, że jesteśmy na Zalewie Wiślanym. Dalej już zgodnie z locją zalewu poszliśmy równolegle do toru wodnego, baksztagiem lewego halsu na grocie i foku do Stawy Elbląg. Nigdy nie pływaliśmy po tak rozległym akwenie więc podchodziliśmy do niego z dużą dozą ostrożności. Jacht sprawował … Kontynuuj czytanie

