browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Skopje i kanion Matka

Skopje to chyba najdziwniejsze miasto, jakie zwiedziliśmy.
Budowa goni remont. Niby jest kryzys, a stawiane są tu potężne budynki (nie)użyteczności publicznej,
do galerii Picasa

Skopje

o arcyordynaryjnej urodzie. I nie tylko budynki, ale również pomniki i to w takiej ilości, że Skopje można nazwać miastem pomników. Na samym głównym placu (rzecz jasna Placu Macedonii), jest ich chyba z siedem. W okolicy jeszcze więcej. A wszystko to jako realizacja celów rządzącej partii. Przywódcy Macedonii próbują, dla przetrwania narodu, wykorzystując odwołania do dawnej potęgi Filipa i Aleksandra prowadzić kraj drogą nacjonalizmu. Ma temu służyć, między innymi, projekt „Skopje 2014”. W jego ramach, oprócz budowli mniej lub bardziej monumentalnych, mieszczą się również (jak szepczą niektórzy) całkiem nienacjonalistyczne przekręty finansowe.
Idąc deptakiem (ulicą rzecz jasna: Macedońską) do budynku dawnej poczty głównej z zachowanym zegarem, który zatrzymał się na godzinie, w której w latach 60. trzęsienie zniszczyło budynek, nie zabrakło innych pomników, w tym również pomnika i muzeum Matki Teresy. Sam budynek poczty też można by nazwać Pomnikiem Trzęsienia Ziemi. W. dostał małpiego rozumu. Każdy pomnik jaki mu się nawinął przed oczy i obiektyw musiał zostać obfotografowany.
Trzęsienie ziemi w Skopje (1963)

brutalizm w architekturze

W Skopje mają również swój łuk triumfalny — jak Paryż i Kiszyniów… Za to pozostała część nowego miasta dosłownie jest nowa. Nowe budynki nie powalają urodą – w końcu stawiane były w stylu zwanym „brutalizmem” – za to są ponoć bardziej odporne na wstrząsy — pożyjemy zobaczymy. Niektórzy nazywają Skopje miastem dwóch światów, zajrzeliśmy więc i do jego ‚drugiej’ części.
Dzielnica muzułmańska — Czarszija, istne cudo, nie wygląda na specjalnie nową. Ku naszemu zdumieniu, była kompletnie pusta, a sklepy pozamykane. Za to można było w spokoju pozwiedzać. O ile na nowym mieście liczba pomników dorównuje liczebnością krasnalom we Wrocławiu — tylko są znacznie większe, o tyle w Czarsziji liczba meczetów jest bliska liczbie kościołów na Starym Mieście w Krakowie. Szczególnie zaszokowały nas jednak wystawy sklepów z sukniami ślubnymi(?), ale de gustibus non disputandum est… tylko zastanawialiśmy się dla kogo one były szyte. Nie wyobrażaliśmy sobie muzułmanek paradujących w takich(!) sukniach. Mieliśmy jeszcze ochotę na twierdzę Kale, ale ta też była zamknięta.
forteca w remoncie

forteca w remoncie

W jedynej otwartej (od prawie stu lat istniejącej) kebapcinji Destan [strony własnej nie znaleźliśmy ale opinii w internecie jest wiele… i to pochlebnych!] wcięliśmy całkiem przyzwoite cevapi z sałatką szopską. (cevapi to taki macedoński odpowiednik bułgarskiego kebabcze)
Jakieś 15 km od Skopje znajduje się kanion Matka z jeziorem zaporowym.
do galerii Picasa

kanion Matka

Niestety dotarliśmy tam dopiero po zachodzie słońca. Widoki piękne, gdy idzie się ścieżką wzdłuż brzegu, coraz mniej zabezpieczoną coraz mniej wydeptaną, coraz ciemniejszą… Dlatego też po zbyt krótkim spacerze, zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem. Mieliśmy ochotę przyjrzeć się temu miejscu za dnia, może też popływać na kajakach. Niestety, w hoteliku nad zalewem, próbowano nam wcisnąć pokój z jacuzzi za 60€, choć wcześniej słyszeliśmy o pokojach za 20€. Na co nam jacuzzi(?) — zdecydowaliśmy więc, że odpuszczamy tym razem Matkę i pojechaliśmy dalej.

 
P.S.1. Filtru polaryzacyjnego nie udało się kupić z powodu zamkniętych sklepów.
P.S.2. Znalezione w internecie dodatkowe wiadomosci o Skopje:

Trzęsienie ziemi w Skopje (1963)

Trzęsienie ziemi w Skopje (1963)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.