browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Latarnia na zachodzie

do galerii Google+

na zachodzie

Zanim dojechaliśmy do latarni Ponta do Pargo (najdalej na zachód położonego punktu wyspy), w wiosce Lombada Velha, Erynia zoczyła inny miradour, z białą (a jakże) kaplicą (Capela Nossa Senhora da Boa Morte), gdzie musieliśmy najpierw dojechać a później jeszcze trochę zejść ścieżką wśród łąk. Wiosenny odcień zielonych pastwisk bardzo przypominaa nam Irlandię, a widok białych ścian kościoła na tym tle pobudzał ośrodki odczuwania piękna w mózgu. Niestety, znowu pokapywało.
W drodze do Ponta do Pargo złapała nas na stopa para sympatycznych Włochów: Ugo i Eleny, robiących sobie „spacer” wzdłuż lewady da Ponta do Pargo. Niestety, malownicze widoki zachęcają do robienia zdjęć, a ostatni autobus zdążył im zwiać. Nasi świeżo poznani znajomi mieli w żołądkach śniadanie a w nogach ładnych 25 kilometrów i zanosiło im się na kolejne kilkanaście. Dla nas to był „no problem”,
Ponta do Pargo

Ponta do Pargo

postanowiliśmy nadłożyć drogi i odwieźliśmy ich do Paul do Mar. Po drodze wstąpiliśmy do latarni Ponta do Pargo. Sama latarnia specjalnie nas nie powaliła wzrostem. Za to łapaliśmy się na drobną ekspozycję (tylko w języku portugalskim) przedstawiającą historię latarnictwa na wyspie, i piękną tęczę od oceanu do klifu. Po dotarciu do Paul do Mar Włosi pokazali nam dwa ciekawe miejsca: kawiarnię do której zaprosili nas na kawę i ciacho oraz malowniczą (stopień nadużywania tego słowa jest wprost proporcjonalny do ilości wypitej madery) acz stromą trasę pod wodospad,
Paul da Mar

Paul da Mar

a nawet dwa. Szczerze mówiąc podziwialiśmy „naszych” Włochów: na oko dalibyśmy im pod pięćdziesiątkę, przeszli już spory kawałek, a jeszcze mieli parę w nogach. My trochę dyszeliśmy podchodząc ostro po schodkach do drugiego z wodospadów, ale weszliśmy i z uśmiechami obfotografowaliśmy górny wodospad. Szczerze zazdrościliśmy im jeszcze jednego: dwudziestu pięciu dni urlopu na Maderze!
Po pożegnaniu z Włochami pozostał nam już tylko powrót do hotelu, oddanie w recepcji hotelowej kluczy do samochodu i ostry ochlej wyśmienitym winem Duke of Clarence firmy Blandy’s – ponoć książe ten (George Plantagenet, pierwszy Duke of Clarence) skazany na śmierć z prawem jej wyboru, wybrał utopienie w maderskim winie.
Jak najbardziej go rozumiemy.
(kończyliśmy szkic tego wpisu, w pokoju hotelowym, na poziomie 0.9‰).

Podkład muzyczny
Nos Rios Dessa Boca - Cavalo À Solta
udostępniony przez archive.org

poprzedni
następny

4 odpowiedzi na Latarnia na zachodzie

  1. Pudelek

    Żal dać się utopić w takim winie, przecież ktoś inny mógł to wypić 😛

    • W.

      Utopionemu obojętne już (raczej) jest kto to później wypije.
      A z drugiej strony wcale nie trzeba wsadzać całego delikwenta do beczki – wystarczy na parę minut zanurzyć mu w niej głowę, i to nawet nie całą 😉

      • Pudelek

        I tak uważam, że to marnotrawstwo dobrego trunku 😛

        • W.

          po pierwsze: kto bogatemu zabroni?

          po drugie: zmarnotrawiłbym znacznie większe ilości tego trunku jeżeli mógłbym utopić parę osób (bez konsekwencji prawnych) i mam wrażenie że jak by mi pieniędzy nie wystarczyło to zbiórka internetowa zapewniłaby możliwość zakupu dużej części rocznej produkcji wina maderskiego (na ten cel) 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.