browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Dzień Dziecka z winem

do galerii Google+

ulubione winnice

Na Dzień Dziecka wypadł nam pierwszy dzień degustacyjny w naszych ulubionych winiarniach. Na początek dnia zaplanowaliśmy, wspólnie z naszym ulubionym prowadzącym, degustację u Patriciusa. Przez lata naszej znajomości Adam awansował na szefa sprzedaży i marketingu, i jest nam bardzo miło, że nadal znajduje dla nas czas, by porozmawiać przy degustacji. A było o czym, bo oprócz przednich win {Opis win z degustacji} mógł również pochwalić się trzymiesięczną córką.
Niestety W. mógł jedynie wąchać (i “wylizywać kieliszek”). Ograniczyło mu to doznania estetyczno smakowe, ale umożliwiło prowadzenie samochodu (0,000‰) – bez “tego” urządzenia do Tokaju nie jeździmy. W efekcie, po degustacji mogliśmy wstąpić na jak zwykle bardzo dobre jedzonko do Lebuja. Najedzeni zajrzeliśmy do sklepiku obok restauracji, gdzie zostaliśmy praktycznie w drzwiach rozpoznaniA to wy!” i rozmowa dalej już przebiegała w bardziej przyjacielskiej atmosferze. Po pierwszej części dnia – degustacyjno-jedzeniowej – Erynia zaordynowała: “do domu i spać“. OK, w końcu degustowała więcej a i dobre jedzenie rozleniwia.
Po drobnym śnie gotowi na degustację stawiliśmy się u Árvaya. Jak zwykle w miłej i przyjacielskiej atmosferze spędziliśmy czas na rozmowie i próbowaniu win wszelakich. {Opis win z degustacji}
Oprócz win mogliśmy potestować wiśnie i czereśnie, które akurat pokrywały drzewa w sadzie i przy ulicy – też były smaczne!
 

Tak przy okazji, porozmawialiśmy o sytuacji węgierskiego winiarstwa. Ponoć nie jest łatwo. Od dłuższego czasu panuje moda na wina lekkie, proste i… tanie. Tokaje raczej się do takich nie zaliczają. Co lepsi winiarze usiłują lawirować pomiędzy tradycją, jakością a wymogami rynku. Jak to Adam powiedział: “Cóż z tego, że wino zdobędzie złoty medal, skoro ja go tu nie sprzedam?” Niektórzy idą na łatwiznę, i sprzedają “jakieś” wino w plastikowych pięciolitrowych butlach. Można i tak, ale po jednorazowym doświadczeniu, takich zakupów nie polecamy.
Bardziej ambitni winiarze, działając aktywnie w stowarzyszeniach, tworzą, między innymi, koła winiarskie przy szkołach i uniwersytetach, promując region i ucząc kultury picia wina, z nadzieją, że gdy absolwent znajdzie już pracę, to sięgnie po butelkę lepszego trunku. Stowarzyszenia te miały również znaczący wpływ na sprzedawców na głównej ulicy Tokaju (miasta) przekonując ich by nie oferowali wina w plastikowych pojemnikach. Popieramy z całego serca.
A propos krzewienia kultury, Angelika wspominała nam, jak jej Ojciec (János Arvay) prowadził ostatnio w nowej salce degustacyjnej prelekcję dla grupy, w której znalazło się paru kilkunastolatków, i miał nie lada zagwozdkę, co podać młodzieży? Wszak i u Madziarów nieletnich rozpijać nie można, a gadać o winie “teoretycznie” to jak ze ślepym o kolorach. W końcu rodzicom zaserwował wina a młodzieży po odrobinie esencji. Byli zachwyceni. Wcale im się nie dziwimy!

.


Po degustacji wszelakiej W. znowu miał 0,000‰ (popsuty ten miernik czy co?) więc mogliśmy wrócić na kwaterę wystarczająco wcześnie by móc jeszcze pójść na drobny spacer do zalanego wodą kamieniołomu i wrócić pod pomnikiem chrystusikowatym.
kamieniołom w Tarcal

kamieniołom


Kamieniołom W. nie zachwycił. Woda taka sobie, z roślinkami tu i ówdzie, wyglądająca jakby na przeważającym obszarze była płytka. Nie czuł się zachęcony do ponownego, bardziej mokrego odwiedzenia kamieniołomu. Nie można było tego natomiast powiedzieć o wzgórzu “pod Chrystusikiem”. Oboje doszliśmy do wniosku, że trzeba tam będzie wrócić za dnia ze względu na piękną panoramę – nie dotarliśmy, pogoda się popsuła.

Poprzedni
Następny

5 odpowiedzi na Dzień Dziecka z winem

  1. Pudelek

    Przyznaje się, że ja także często kupuję na Węgrzech tanie wina. Mam takie ulubione, słodkie (choć zazwyczaj takich nie pijam), które kosztuje około 4 złotych. Po prostu węgierskie tanie wina i tak są dobre, więc po co przepłacać? 😀

    5 litrowego baniaka chyba nigdy kupowałem, choć na kilka osób może to być ciekawe przeżycie 😀

    • Erynia

      Tu już nawet nie chodzi o cenę (też nam się zdarza kupować wina z kategorii stołowych, w cenie im odpowiadającej 😉 ), a o opakowanie. Po kilku tygodniach w plastiku, wino smakuje paskudnie. Jak ktoś kupuje kilka pięciolitrowych baniaków, to albo robi dużą imprezę, albo na dłuższą metę będzie cierpiał…

      • Pudelek

        Eee, jak w plastiku to kupić od razu do wypicia 🙂 Z napojami w plastiku uważam, od kiedy kilka lat temu burcak wypalił mi w pokoju i zapach wina czuć było przez kilka tygodni potem 😀

    • W.

      Dostępne kiedyś “Wino” – patykiem pisane – teoretycznie nie może być nazywane winem, ale całe pokolenie się na nim wychowało. Mnie się ono jednak zawsze kojarzyć będzie z człowiekiem je lubiącym. I podobnie kojarzy mi się wino z plastiku z… człowiekiem je lubiącym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.