browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

W Disznókő i u Árvayów

do albumu zdjęć

Disznókő

Wreszcie przyszedł czas na Disznókő. Wielokrotnie przejeżdżaliśmy w pobliżu, wiele słyszeliśmy o tej firmie, wiele razy chcieliśmy ją odwiedzić, ale jakoś tak się nie składało. Firma od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jest własnością francuską (AXA), ale jest też od stuleci znana na rynku węgierskim. Ze swoim stupięćdziesięciohektarowym areałem, jest jedną z większych winnic regionu tokajskiego. Ma to oczywiście swoje wady i zalety. Z jednej strony bardzo dobry standard win, z drugiej brak innowacyjnych szaleństw. Umówieni przez internet, stawiliśmy się o dziesiątej i zapytani o preferencję kolejności, najpierw obejrzeliśmy winnicę (z punktu widokowego – belwederu), a następnie halę produkcyjną wykonaną według projektu ucznia Imre Makowecza, z charakterystyczną organiczną manierą mistrza. Po obejrzeniu piwnic przy hali produkcyjnej, przeszliśmy do nastrojowej piwnicy przy punkcie sprzedaży, gdzie mieliśmy przyjemność spróbować kolekcji win. Generalnie były to wina na bardzo dobrym acz standardowym poziomie, bez szaleństw, ale i bez wpadek. Jedynie dziewczyna nalewająca wina mogłaby być osobą prowadzącą degustację, ale mamy wrażenie, że są to uzgodnienia firmowe: „nalej, odsuń się i stój w gotowości gdyby klient czegoś chciał”. Świetny poziom dobrego kelnera, ale nie daje to możliwości rozmowy, a jak już – to wymuszonej. Za to miłą rozmową i wymianę doświadczeń mieliśmy z grupką Polaków siedzących przy sąsiednim stole – ci, dla odmiany, jeżdżą w te rejony od lat piętnastu i wiedzą, gdzie można znaleźć dobre wina.
{Opis win z degustacji}
Prosto z piwnicy wyszliśmy na festyno-targ gdzie z przyjemnością obejrzeliśmy trochę wyrobów regionalnych i nie opanowaliśmy żądzy zakupów kiełbas z mangalicy (W.) i serów (Erynia). Do zakupów przygrywał nam gitarzysta, zresztą słyszeliśmy go już przy degustacji.
Po odwiedzinach w Disznókő i krótkim postoju na kwaterze (trzeba było włożyć zakupy do lodówki) ruszyliśmy na objazd góry Tokaj. Na krótko wstąpiliśmy do samego miasta Tokaj, a następnie, po odstaniu chwil paru w kolejce, zjedliśmy wyśmienite halászlé u Lebuja – restauracja ma zacne jedzenie w przyzwoitej cenie, niestety spotkać tam można wielu Polaków (z typu „kupujących wina w kanistrach”). Erynia nie zapomniała kupić w pobliskiej piwnicy ziołowych win, za którymi przepada. Kółko wokół Góry zamknęliśmy w Tarcalu.
do albumu zdjęć

U Arvayów


Po drobnym odpoczynku ruszyliśmy do Rátki do naszej ulubionej winnicy Árvay Családi Pincészet. Tam, w nowo przygotowanej do degustacji sali, serdecznie przyjęci, spędziliśmy mile ponad dwie godziny na smakowaniu wyśmienitych win i rozmowie. Tu nawet M. się rozhulał, i wynajdywał w winie nowe smaki i aromaty. Co ten Tokaj robi z ludźmi!
{Opis win z degustacji}
poprzedni
następny

11 odpowiedzi na W Disznókő i u Árvayów

  1. Pudelek

    Nie minęliśmy się, ja byłem w lipcu.

    • Erynia

      To czekam na relację!

      • Pudelek

        Pewno dopiero około jesieni 😉

        • w.

          Wiem że to trudne (i bolesne) ale my staramy się nie odkładać… bo jest z tym później jeszcze trudniej i boleśniej 😉

          • Pudelek

            Technicznie to niewykonalne 😉 Mam zaległości jeszcze górskie, potem kolejne (sprzed tygodnia) górskie, więc potem może wezmę się za ten dłuższy wyjazd wakacyjny. Zwyczajnie nie mam czasu, bo jutro znowu wybywam na kilka dni 😛

            Trudniej i boleśniej nie jest, przecież to czysta przyjemność wspominać 🙂 Żeby jeszcze potem to ktoś tylko czytał 😀

            • w.

              Czytamy, czytamy – zazwyczaj. 😉

              Trudniej i boleśniej dotyczyło pracy przy przypominaniu sobie, bo jak już się pamięta to rzeczywiście sama frajda.

              A swoją drogą tylko zazdrościć „takiego” braku czasu!

              PS za każdym razem gdy Erynia pyta o sens: „A kto to czyta?”, mam odpowiedź jak najbardziej prawdziwą – „Piszemy to dla siebie by ulatujące wspomnienia zawsze można było złapać; a jak ktoś zechce to przeczytać i sprawi mu to przyjemność to tylko bonus”.
              Zazwyczaj taka wypowiedź kończy dyskusję. 😉

              • Pudelek

                I to jest prawda, blogi to świetny pamiętnik. Ja sobie teraz zawsze wożę ze sobą notesik aby zapisywać pewne rzeczy, które mogą umknąć 😉

  2. Pudelek

    W jakim terminie byliście na Węgrzech?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.