browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Tengerszem i Sárospatak

do albumu zdjęć

Tengerszem

W kolejnym dniu zmieniliśmy kierunek na wschodni. Już parę lat temu W. wyczaił, na mapie, ciekawe (według niego) jeziorko w lesie, które miał ochotę zobaczyć. A że nadarzyła się okazja… (sam ją stworzył) to i pojechaliśmy. Po krótkiej jeździe asfaltem dojazdowa trasa drogą gruntową uszczęśliwiła go bez reszty. I po co było myć samochód przed wyjazdem? Od miejsca postojowego do samego jeziorka, zwanego ponoć przez Węgrów Morskim Okiem, prowadził już pieszy szlak przez las i dobrze pod górkę. Akwen okazał się zalanym kamieniołomem, w którym produkowano koła młyńskie od XVw. Ze względu na jego nietypowość, historię i bogactwo geologiczne rejon ten objęto ochroną jako rezerwat przyrody. Trasę wyznaczono dookoła kamieniołomu, zabezpieczając ją barierkami, prawie bez możliwości zejścia w dół. Gdzieniegdzie do skał podoczepiane były liny. Czyżby dla tych, co się lubią wspinać? Po drodze były tablice ze sporą dozą informacji o florze, faunie geologii okolicy i o samym obiekcie – niestety tylko w języku węgierskim. Mogliśmy jedynie kontentować się zdjęciami, z których wynikało, że kamieniołom działał jeszcze w XIXw.
do albumu zdjęć

Sárospatak


Kolejnym punktem programu był Sárospatak, który już kiedyś odwiedziliśmy ale dla M. był miejscem nowym i ciekawym. Przeszliśmy się więc starym miastem, wysłuchaliśmy karylionu przy bazylice św. Elżbiety Węgierskiej, obejrzeliśmy z zewnątrz zamek Rakoczego (w poniedziałki muzea bywają zamknięte, ale tak W. wypadły terminy degustacji) i przeszliśmy się ulicą Kossutha z pięknie rzeźbionymi w ludzkie postacie drewnianymi bramami – nie trafiliśmy na nie ostatnim razem,. Kolegium kalwińskie z biblioteką było również zamknięte. Za to kościół kalwiński (ewangelicko-reformowany) mogliśmy obejrzeć również od środka, dzięki miłej parafiance, która specjalnie dla nas otworzyła obiekt, uległszy czarowi W. Do końca nie jesteśmy pewni stylu architektonicznego budowli, gdyż pewne cechy wskazywały na barok, za to wnętrze wyglądało już na klasycystyczne. W każdym razie, całość i tak ładnie współgrała.
W końcu dotarliśmy na umówioną przez W. degustację. Winnicę Harsányi wybrał “tak sobie” bo leżała blisko jeziorka w lesie. Niestety, pomimo pięknie urządzonej salki degustacyjnej, wyśmienitego marketingu internetowego i miłego prowadzącego degustacja okazała się rozczarowaniem. Wina były tak lekkie, że smakowały jak rozcieńczone, co w przypadku porównania furmintów, hárslevelű i late harvesta z Disznókő czy od Árvayów było jeszcze boleśniejsze. Poza tym były proste, płaskie i jednowymiarowe a generalnie jedynym smakiem był smak kwaśny. Prowadzący przyznał, że teraz kupujący chcą pić wino jak wodę – na butelki. Jedynie 5% degustujących (do których i nas zaliczył, co nam z jednej strony pochlebiło, ale wcale nie pocieszyło) wymaga od wina znacznie więcej. Jesteśmy w stanie w to uwierzyć, bo dwa dni temu, to samo nam dr Lajos Gál powiedział. Co gorsza, podobno na degustacjach, trzeba ludziom (Węgrom!) tłumaczyć, że słodkie wino nie powstaje przez dosypanie cukru do butelki z winem wytrawnym… Chyba się starzejemy… Przez całą drogę powrotną W. mruczał pod nosem “Jak można było TAK sp… hárslevelű?!”
{Opis win z degustacji}
Węgierski honor uratował niezawodny Lebuj. Tu panowie trafili na potrawę przedstawioną w polskiej wersji karty jako “nóżki wieprzowe a la Piekarzowa”. W., chcąc się upewnić czy aby na pewno dobrze domyśla się, co się kryje za tą nazwą, zapytał kelnera czy na tych nóżkach jest jakieś mięso… Kelner tylko spojrzał na niego jak na człowieka niespełna rozumu, a za jakiś czas na stół wjechała olbrzymia porcja przyprawionej na ostro golonki, z chrupiącą skórką. Paprykarz z suma (wybór Eryni) również był pyszny, a do tego te skwarki z wędzonej słoniny i ten ser… Życie od razu nabrało smaku!

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *