browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Kórnik

do galerii Google+

Arboretum kórnickie

Po zakwaterowaniu się w Willi Nestor zdążyliśmy jedynie obejrzeć najstarsze w Polsce arboretum. Co prawda ma 32 hektary, ale da się je obejść w godzinę – nie to, co Wojsławice. Może i zapalony botanik spędził by tam więcej czasu, gdyż różnorodność szaty roślinnej jest ponoć największa w Polsce, ale dla przeciętnego zjadacza chleba „wszystko jest zielone, oprócz paru odcieni brązu”. My plasujemy się gdzieś pośrodku, więc spacer sprawiał nam dużą frajdę, do czasu, gdy znalazły nas komary. W Arboretum jest bowiem trochę terenów jeziorkowato-podmokłych traktowanych ekologicznie, w efekcie czego i komary mają gdzie się lęgnąć. Dla nich frajda, a dla nas powód do przyspieszenia kroku i opuszczenia parku. Zanim jednak opuściliśmy park z przyjemnością wczytywaliśmy się rozwieszone na cisach wiersze, pochodzącej
Wiersze Wisławy Szymborskiej

wiersze

z Kórnika noblistki – Wisławy Szymborskiej.
Ponieważ parking przy pałacu był płatny, bez względu na to czy pałac był otwarty czy nie, wracając na parking na Rynku mieliśmy okazję obejrzeć kapitułę i sam Rynek – czysty i cacany ale oprócz paru sklepów i lodziarni nie było otwartych restauracji (sobota i sezon weselny). W efekcie Willa Nestor – nie mając konkurencji – wystawia ceny cokolwiek przesadzone zarówno na jedzenie jak i pokoje. Erynia aż zastanawiała się nad rezygnacją z rezerwacji i poszukania gdzieś czegoś lepiej jej pasującego W. trochę ostudził jej zapędy tłumacząc, że „gdzieś” i „czegoś” można będzie szukać długo i bez efektu, więc zostaliśmy w pokoju z meblościanką z wczesnych lat 90′ (w czasach swojej młodości niewątpliwie była luksusowa), urządzeniami elektrycznymi z uszkodzonymi wtyczkami/wyłącznikami, luźno osadzonymi w ścianach gniazdkami (na szczęście nie wszystkie), przetartą ze starości i łataną gdzieniegdzie pościelą, Wi-Fi działającym w pokoju „teoretycznie”. Zapytaliśmy kelnerkę (pełniącą również obowiązki recepcjonistki) o wystrój: podobno wszystkie pokoje mają tego typu umeblowanie z wcześniejszych lat, pochodzące zresztą z domu właścicielki, gdyż ta ostatnia chciała stworzyć w nich domowy nastrój i atmosferę… Hm…
biblioteczka pokoju Willi Nestor

biblioteczka

Jedynym jasnym punktem była biblioteczka – tutaj nie można się było do niczego przyczepić, co prawda jest niewielka ale eklektyczna: od studenckiego podręcznika do chemii (Chemia ogólna i nieorganiczna; Adam Bielański), przez Homera, albumy malarstwa i historię Polski do Dickensa. Może i właścicielka jest oszczędna ale jest też niewątpliwie erudytką. Oboje mieliśmy lekturę do poduszki.
Śniadanie wynagrodziło nam wszystkie niedogodności z nawiązką. Smaczne, podane elegancko na firmowej porcelanie i w ilościach nie do przejedzenia. Świeża jajecznica (przygotowana gdy zasiedliśmy do stołu) w podgrzewaczu, kilka rodzajów pieczywa w koszyczku, talerz serów i wędlin (z przewagą wysokogatunkowych), jogurt w pucharku, w kolejnym pucharku świeże maliny i borówki, sok owocowy w dzbanku, herbata i kawa do wyboru. Gdzieś tam jeszcze na obrzeżach stołu pętał się pomidorek, serek ze szczypiorkiem, dżemik, płatki kukurydziane i mleko do ich zalania.
do galerii Google+

zamek w Kórniku

Z trudem wyturlaliśmy się zza stołu, a pora już była wielka bo czekał na nas pałac w Kórniku. Spakowaliśmy więc graty i podjechaliśmy w pobliże pałacu – parking na rynku jest bezpłatny a 100m dalej już trzeba płacić – i poszliśmy obejrzeć jego wnętrza.
A było co oglądać.
Niemcy potraktowali pałac jak własny, Rosjanie do niego nie dotarli więc i zniszczenia wielkie nie były. Można było obejrzeć jak to dawnymi czasy wyglądało: od podłóg, pięknie wyłożonych różnymi gatunkami drewna, po meble i obrazy. Można też było robić zdjęcia, więc oboje poszaleliśmy (trochę!). Wśród natłoku mebli, obrazów, artyzmu podłóg, ścian i sufitów można też było znaleźć urywki wspomnień rodziny właścicieli. Erynii spodobał się ten urywek:

.

Ta to ma zapędy pozytywistyczne…
Po obejrzeniu pałacu przeszliśmy się jeszcze promenadą pięknie poprowadzoną nad jeziorem. Świetny pomysł gospodarzy miasta.

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *