browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Koza i kościoły

Żeby nie było: Kaszubska Koza i kaszubskie kościoły – a nawet ukraińska cerkiew na Kaszubach, ale wszystko we właściwym czasie.
 

do albumu zdjęć

Kaszubska Koza

Nie będziemy zbyt oryginalni powtarzając kolejny raz: rok bez Kaszub to rok stracony. Erynia nie daje o tym zapomnieć i tylko patrzy by rzucić wszystko, posadzić W. za kierownicą i ruszyć na północ. Tym razem powitali nas Właściciele, którzy właśnie kończyli urlop. Początkowo mieliśmy (czytaj: Erynia) silne postanowienie dokonania spływu kajakowego ciekawszymi (znaczy trudniejszymi) odcinkami Brdy bądź Zbrzycy. Niestety (dla Erynii) pogodynka sugerowała możliwość burz, a nawet trąb powietrznych. Naszym postanowieniem zachwiali również Gospodarze, zapowiadając na piątkowy obiad smażone kilogramowe liny na łeb. Kupili je dzień wcześniej na targu rybnym w Przechlewie. Mając na uwadze taki posiłek, łatwiej nam przyszło zmienić plany i pojechać do Robaczkowa, odwiedzić i „obrabować”, dawno nie widzianego, Tomka Strubińskiego znanego również jako Pan Kaszubska Koza. Nazwa jest jest jak najbardziej adekwatna, gdyż Tomek od lat wielu jest właścicielem stadka kilkudziesięciu kóz, z których mleka wyrabia rewelacyjne sery, doceniane również przez co lepsze polskie restauracje a także sklepy ze zdrową żywnością. Sery nagradzane też były wielokrotnie na konkursach czy festiwalach (dla przykładu certyfikat jakości „KUKBUK POLECA”) nie tylko ze względu na jakość ale i fantazję Tomka. Lubi On bowiem eksperymentować z nieoczywistymi połączeniami (kto spróbował Pijanej Kozy, ten wie!). W. przepada za podwędzanym Kozim Dymkiem, Erynia zaś za camembertowatym Barszczusiem, nomen omen zabarwionym pięknie na różowo wiadomym warzywem. Gospodarzom przypadły do gustu Kozia RuraChili z Kakao. Wiemy, że brzmi to jak sponsorowana laurka, ale pochwały są szczere i darmowe, produkty wypróbowane a każdy ser opłacony drogo. Cóż, za taką jakość i smak trzeba zapłacić. Jadąc na miejsce, warto zadzwonić i upewnić się czy sery są dostępne, gdyż kilka lat temu obeszliśmy się smakiem – dwie godziny przed nami restauracja zgarnęła cały dostępny zapas i wywiozła do Warszawy Musieliśmy podjechać drugi raz.
do albumu zdjęć

Parszczenica


 
Reszta dnia upłynęła – jak to w Parszczenicy – leniwie, na słuchaniu odgłosów lasu (te nigdy nam się nie znudzą), wdychaniu zapachu róż, które fantastycznie się w tym roku rozrosły, oraz rozmowach z Gospodarzami, szykującymi się pomału do wyjazdu.
 

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *