browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Kerkyra [2]

do albumu zdjęć

U Vassiliakisa

Ponieważ mieliśmy kilka kilogramów luzu w bagażach, postanowiliśmy uzupełnić zapasy kumkwacie i wyskoczyliśmy do Vassiliakisa – najstarszej na wyspie (od 1960r.) destylarni i wytwórni wyrobów z kumkwatu. Oprócz standardowych dżemów, owoców w syropie i nalewek, Vassiliakis ma również swoje oliwy, wina, duży sklep o staromodnym wystroju, co tylko dodaje mu uroku, a pod powałą gniazda z jaskółkami – „na szczęście”. Tego się nie spodziewaliśmy. Nie ma to jak dodatkowy koloryt lokalny. Degustacja była większości wyrobów była darmowa. Niestety do tej większości nie wliczały się wina, co przy cenach na poziomie 54€ za butelkę praktycznie eliminowało te zakupy. Rozumiemy jednak, że przy takiej ilości potencjalnych klientów – przez cały czas naszej tam obecności byliśmy jedynymi gośćmi – to trudno otwierać tak drogie wina. Nie mieliśmy również okazji otworzyć bardzo osobliwego napitku, jakiego nigdzie indziej nie widzieliśmy. W stylowej butelce na gałązkach krzewu kumkwatowego został z soku z kumkwatów wykrystalizowany biały cukier, a to wszystko zalane destylatem z fermentowanych kumkwatów. Nie wypowiadamy się o smaku, ale wygląd miało to piękny. Oprócz innych wyrobów z kumkwatów można też kupić perfumy z kumkwata. Mieliśmy przyjemność (W. wątpliwą) powąchać te perfumy. Były słodkie, ciężkie, ale bardzo aromatyczne – W. z odległości 1m się zaczynał dusić (od ich mocy, aromat miały przyjemny). Udało się przeprosić sprzedającą, że przy takiej wrażliwości W. nie byłoby możliwe używanie perfum w jego pobliżu. Erynia dla odmiany stwierdziła, że te perfumy pasowałyby raczej do urody kobiet z południa.
Ciągle mając niedooglądaną Kerkyrę (miasto Korfu), zaryzykowaliśmy korki i pełne parkingi. Mając nadzieję, nie mając oczekiwań przejechaliśmy zastawione pojazdami ścisłe centrum, wczorajszy parking koło starej fortecy również był zapchany. Nikt nie ryzykował parkowania w miejscu niedozwolonym, gdyż policja bardzo rzucała się w oczy, a oni podobno się nie patyczkują i chętnie wystawiają mandaty (w przypadku wynajętych samochodów zdejmują tablice rejestracyjne i dzwonią do wynajmującego – informacja zasłyszana acz nie sprawdzona). Tej opcji woleliśmy nie testować… Na nasze szczęście, już za Nową Fortecą był płatny i wcale nie taki pełny parking, z którego skorzystaliśmy. Cena biletu 3€ za cały dzień – toż to taniej niż we Wrocławiu, o Krakowie nie wspominając.
do albumu zdjęć

Targowisko


Obchodząc twierdzę dookoła, W. zoczył wejście na targ. Choć część budek była już zamknięta, nie mogliśmy tego przegapić. Oprócz typowo znanych w Polsce owoców i warzyw, natknęliśmy się na świeży bób sprzedawany w strąkach, kwiaty cukinii, świeże kumkwaty i coś pomarańczowego co kupiliśmy, choć nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. Był to Nieśplik japoński (gr. Μουσμουλιά/Νεσπολα), znany pod obiegową nazwą loquat. Biorąc pod uwagę chińskie pochodzenie owocu, tak się po cichu zastanawialiśmy, czy aby Brytyjczycy też nie przywieźli ich na wyspę, tak jak kumkwaty. Tego jeszcze nie udało nam się potwierdzić, za to z całą pewnością potwierdzamy – loquat jest smaczny.
Mając na uwadze godzinę zamknięcia Muzeum Bizantyjskiego (15:30), a nie znając jego zasobów, woleliśmy
do albumu zdjęć

Muzeum Bizantyjskie

zacząć zwiedzanie od niego. Znajduje się ono w dawnej cerkwi Najświętszej Bogurodzicy („Kyrá Antivouniótissa”), jednej z najstarszych na wyspie. Prezentuje przede wszystkim kolekcje ikon od tych z XVI aż po XVIIIw. Przy czym należy zaznaczyć, że tradycja pisania tych ikon nie wywodzi się bynajmniej z Atos, a z szeroko pojętego Bizancjum. Pierwsi pisarze pochodzili z półwyspu Synaj, po zajęciu półwyspu przez Arabów uciekli na Kretę. Po zajęciu Krety przez Turków Ottomańskich uciekli na Wyspy Jońskie, gdzie mieli styczność z Wenecjanami, a co za tym idzie – kulturą zachodnią. Stąd niektóre ikony przypominają bardziej swojskie nam obrazy religijne. Cerkiew jest również miejscem pochówku kilkuset mnichów i rodów świeckich. Chowano ich pod posadzką nawet w dziesięciu poziomach. Przy toalecie jest sobie wnęka z murkiem na wysokości wygodnego siedzenia, przemiła oprowadzająca zwróciła W. uwagę by na tym murku nie siadał bo to jest grobowiec. W. odpłacił jej tym samym gdy deptaliśmy po podłodze pod którą leżały te setki mnichów. Uśmialiśmy się wszyscy. Cena biletu 4€ nie porażała, a odwiedziny muzeum były tego warte.
do albumu zdjęć

spacer po Kerkyrze


Z muzeum był rzut beretem do kamiennej weneckiej studni z początku XVIIIw., ale dotarcie tam krętymi kandouniami (tak Grecy nazywają te ulice, nazwa podobno pochodzi z włoskiego) najstarszej dzielnicy miasta Campielo (Campiello), było sztuką. Na szczęście uczynna przewodniczka po muzeum bizantyjskim wskazała nam drogę byśmy nie pobłądzili, i te parę zakrętów, w tych okolicznościach, to była sama przyjemność. W normalnych okolicznościach, placyk byłby zastawiony stolikami z restauracji o tej samej nazwie. Histeria pandemii sprawiła jednak, że byliśmy tam sami i mogliśmy z dowolnej strony kontemplować pięknie zdobioną rzeźbieniami Studnię Wenecką.
Idąc spacerkiem w kierunku Nowej Fortecy, w porcie jachtowym, W. zobaczył piękny drewniany dwumasztowiec o angielskiej nazwie za to pod polską banderą i z Gdańska. Oczywiście musiał podejść i po polsku zaczepić załogę. Jakież było jego zdziwienie gdy załogą okazało się dwoje emerytowanych Anglików, którzy po Brexicie co prawda są mile widziani na Korfu jako turyści, ale praca w Unii Europejskiej (organizowanie rejsów swoim statkiem) to zupełnie inna bajka… Bardziej opłacało się zarejestrować statek pod polską banderą i wyrabiać polskie licencje. Państwo mieli określone zdanie na temat tych co do Brexitu namawiali oraz tych, co do Brexitu dali się namówić… Ostrzegliśmy ich o możliwym Polexicie i zgodzili się z nami co do idiotyzmu takich działań.
Nie znaleźliśmy jachtu Rhea of NyborgPolskim Rejestrze Statków, ale ofertę ma bardzo interesującą.
poprzedni
następny

2 odpowiedzi na Kerkyra [2]

  1. Pudelek

    Niestety, niektórzy muszą dopiero dostać po dupie (tym przypadku wyjść z EU), aby coś zrozumieć.

    Ale żeby Anglicy rejestrowali statek pod polską banderą? Tego jeszcze nie grali… 😀

    • w.

      Też żeśmy się uśmiali, ale nie do końca zrozumieliśmy co jeszcze muszą załatwić by dostać papiery – słownictwo prawa morskiego nie jest nam znane. Jak widać z listy, jeszcze nie wszystko załatwili, a bez tych papierów nie mogą pracować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.