browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Niesmak i Dziura

do albumu zdjęć

Bogatynia

Nadszedł w końcu Dzień Otwarty Domów Przysłupowych. Po obejrzeniu z zewnątrz paru domów przysłupowych „po drodze”, dzień ten postanowiliśmy przeznaczyć na Bogatynię gdzie jest ich duże nagromadzenie.
Zaparkowaliśmy auto w centrum Bogatyni, ku naszemu zdumieniu nie mając najmniejszego problemu ze znalezieniem miejsca. Ot, zalety małych miast. Od razu skierowaliśmy się w Aleję Żytawską, ciągnącą się wzdłuż potoku Miedzianka. Tu zaczęliśmy mieć lekko mieszane odczucia, przechodzące z czasem w zdumienie i złość. W tym mieście jest około 200 domów przysłupowych bądź przysłupowo-szachulcowych, z czego 85 wpisanych do rejestru zabytków. Obiektów wyglądających naprawdę na zadbane, było może kilkanaście. Reszta? W stylu dowolno-polskim: pół chałupy pomalowane na biało, reszta na różowo (w innej wersji, na zielono). Trzy albo cztery typy okien w jednym domu (jednoskrzydłowe i dwuskrzydłowe w jednym ciągu, białe w bezpośrednim sąsiedztwie brązowych ze złotymi szprosami). Większość obiektów pustych, dogorywających, cześć wystawionych na sprzedaż. W dniu otwartym nie udało nam się znaleźć otwartego domu z listy. Za to bez problemu weszliśmy do zrujnowanych pustostanów, albo domów zamieszkałych przez żulię. A przynajmniej sądząc po stanie klatek schodowych i odrapanych okien wyglądało to na żulię. Nawet familoki na Górnym Śląsku wyglądają ostatnio znacząco lepiej. Przez miasto przepływa rzeczka Miedzianka. Samo jej otoczenie również nie powalało. Niby były były zagospodarowane brzegi, ładne kładki po meandrującym wśród domów potoku, ale zieleń już zarośnięta, trawniki nie przystrzyżone a co najgorsze, śmieci w wodzie. Pisząc „śmieci”,
Zaśmiecona Miedzianka

Śmieci w rzece

nie mamy tu tylko na myśli zwykłych butelek czy puszek (które zaścielają całe dno rzeczki), a całe worki wypełnione różną zawartością, krzesło czy lodówkę (była tu też podczas ostatniej powodzi – chociaż chyba nie ta sama). Leżące pod wodą sterty śmieci już zdążyły pokryć się mułem i zastąpić dno rzeczki. Ostatni raz coś takiego widzieliśmy 10 lat temu w Albanii. Za to nawet w albańskiej Gjirokastrze, już te parę lat temu, potrafili remontować zabytkowe budynki z poszanowaniem estetyki i obowiązującego prawa. Można część winy za stan domów zrzucić na kolejne powodzie (z czego ostatnia w 2010r.), oraz pożary, ale te śmieci… Pergola w parku C.A.Preibischa była zdechłą pergolą – bo żadna roślina się po niej nie pięła. Za to piętrzyły się przy niej sterty śmieci i stare przerdzewiałe budy z siedzącymi wśród nich pijaczkami. Stan domów na ul. 1 Maja również w większości straszył.
Po dotarciu w okolice Urzędu Miejskiego zrozumieliśmy, że to miasto nie ma Gospodarza. Na terenie UM trawniki zarośnięte, krzewy nieprzystrzyżone – znamy różnicę pomiędzy łąką kwietną a zielskiem. Ogrodzenie popękane z odpadającymi płytkami. Rabatki obsadzone różami, z chwastami przewyższającymi wzrostem kwiaty. Otoczenie za płotem zarośnięte, ze śmieciami, gruzem i rozbitym szkłem proweniencji butelkowej. A za płotem „Urzędu” było nie lepiej, patrząc z okien urzędnicy mogą zobaczyć porośniętą krzewami pustkę, miejscami wypełnioną śmieciami wielkogabarytowymi – tapczany i muszle klozetowe. I co? – I nic!
Zresztą nie ma się co dziwić – poszukaliśmy, burmistrz jest z PIS.
Trudno przedstawić kulturalnymi słowy opinie, które wyfruwały z ust Erynii podczas oglądania tych miejskich „piękności”, ale W. dawno nie widział Erynii tak wkur…zonej! To jest najdelikatniejsze słowo opisujące zjawisko poruszające się po ulicach miasta tego dnia. W. tylko dlatego, że jest „niezniszczalny” nie obawiał się przebywać w jej pobliżu, a nawet miał niezły ubaw słuchając Erynii i „gromów, piorunów i panienek wokół fruwających”.
Odnosimy wrażenie, że króluje tutaj głupota i sobiepaństwo, które widoczne było także w przypadku międzynarodowego problemu z kopalnią. Tam też sprawę można było rozwiązać na poziomie dyrektora technicznego kopalni, porozumieć cię z Czechami i paroma złoty uniknąć miliardowych strat Państwa, o stratach wizerunkowych nawet nie wspominając. Tak samo włodarze Bogatyni mają głęboko w… poważaniu wizerunek miasta, zupełnie ignorując fakt, że to miasto ma potężny potencjał turystyczny i nie jest to tylko nasze zdanie. Kiedy w piątek przy meldowaniu się w hotelu zapytaliśmy co można obejrzeć w mieście, odpowiedź recepcjonistki mocno nas zaskoczyła: „U nas nic nie ma, żadnych zabytków”. Ale jak to? A wasze domy przysłupowe? „A kto by chciał oglądać te stare chałupy?” Po spacerze po mieście zaczęliśmy rozumieć, co miała na myśli…
Sąsiedzi zza zachodniej granicy potrafili zadbać o wizerunek swoich miast i domów przysłupowych i nie jest to tylko kwestia pieniędzy. Podobne miasto Jaworzno, które także ma na swoim terenie dużą elektrownię, potrafi dobrze zarządzane być wzorcem przemyślanych i zrealizowanych inwestycji infrastrukturalnych – a tutaj śmieci wszędzie (w głowach pewnie też!). Współczujemy uchodźcom z Ukrainy, przyjętym gościnnie w tym mieście (chwała i podziękowania ludziom i miastu), bo patrząc na ten syf i marazm mogą wpaść w jeszcze większą depresję i traumę. Uciekli z Państwa gdzie prymitywny wróg niszczy to co z takim wysiłkiem budowali i widzą miasto, które niszczy się samo, bez zewnętrznego wroga, bo wróg jest w umysłach władz miasta.
do albumu zdjęć

Trójstyk


Mocno zdegustowani wyjechaliśmy z Bogatyni, by obejrzeć „Trójstyk” – spotkanie trzech granic. Już pierwsze co rzuciło nam się tam do oczu i do gardeł to wielki krzyż z przybitą do niego figurą. O.K. to inny skrót niż OK.
Po czeskiej stronie był postument granitowy – bez zbędnych napisów, a po niemieckiej smętny krzyżyk na łące z zakazem wstępu – za łąką widać było ogrodzenie i zamknięte na łańcuchy bramy. Nie ma to jak „otwarte granice Europy”. Podobne z przejściami „na drugą stronę”. Do Czech można było przejść przez kładkę nad rowkiem trudnym nawet do nazwania go rzeką graniczną. Nysa Łużycka była szersza i… bez kładki. Co prawda są ponoć jakieś plany na stworzenie ronda pieszego nad „Trójstykiem” czy innej kładki, ale rozglądając się po okolicy wątpimy by chęci dorównały pomysłom.
do albumu zdjęć

Dziura

Cokolwiek po raz kolejny zdegustowani ruszyliśmy dalej, bo W. doszukał się na mapach miejsca gdzie powinien znajdować się taras widokowy z widokiem na kopalnię węgla brunatnego. Słowo „powinien” w pełni oddaje jego stan – strażnicy opisując wczoraj stan tego miejsca mieli widać rację mówiąc: „zawaliło się”. Wjazd na boczną drogę był zamknięty, z pełną listą zakazów – włącznie z zakazem lotów statków powietrznych (dronów) – tego to już na logikę trudno oceniać, chyba że głupota i niechlujstwo widoczne w działaniach w tym rejonie mają być być ukrywane przed światem. Za czasów komuny tabliczki z zakazem robienia zdjęć były nawet na stacyjnych kiblach. Widać PIS tęskni za wzorcem. Trudno, „Odkrywka” nie dla nas. Z innej strony odkrywki jest bardziej dostępny widok, ale ustawiono tam znak zakazu ruchu (z wyłączeniem…) i cerbera wypadającego z budki przy próbie podjechania pod szlaban. Niemniej jednak da się tam, z daleka, rzucić okiem na tę dziurę w ziemi – kopalnię odkrywkową węgla brunatnego.
do albumu zdjęć

Działoszyn

Na sam koniec pojechaliśmy do pobliskiego Działoszyna. Miały tam być dwa domy przysłupowe. I tu czekała miła niespodzianka – oba obiekty otwarte, a uprzejmi Gospodarze nie chcieli zwiedzających wypuścić bez poczęstunku (napoje, ciasta, chleb z domowym smalcem i ogórkami). Na pierwszy ogień poszła kuźnia z początku XIX wieku, wybudowana na zrębach starszej budowli. Na oko nie widać by był to dom przysłupowy, ale i tak miał swój urok. Obecna właścicielka odziedziczyła go w stanie ruiny po swojej matce chrzestnej. Jakieś osiem lat zajęło im doprowadzenie go do obecnego stanu, przy czym urządzanie wnętrz jeszcze trwa.
Ciut inna była historia również dziewiętnastowiecznego budynku mieszkalnego, położonego parę domów dalej. Obecni właściciele odkupili go od mieszkańca wsi, który niespecjalnie dbał o „starą ruderę” za to chciał zrobić sobie w niej garaż wyburzając jedną ze ścian budynku. Na szczęście (albo i nie), odziedziczył podobny budynek w innej wsi, a ten sprzedał za małe pieniądze w stanie tak mocno zużytym, że nawet Urząd Skarbowy początkowo krzywo patrząc na kwotę zakupu do opodatkowania, po obejrzeniu posesji zrezygnował z domiaru. Kupujący okazali się ludźmi z sercem i pasją – remontują dom i kuźnię i co roku otwierają go dla ciekawych.
Mocno pokrzepieni na duchu oraz ciele (ten smalec!) kończymy przygodę z „przysłupami”.
poprzedni
następny

4 odpowiedzi na Niesmak i Dziura

  1. Pudelek

    Najważniejsze, że na trójstyku jest krzyż!

  2. Erynia

    Oj, to duża ta “sceneria”…

  3. MT

    W Bogatynii to możliwe, iż trafiliście na scenerię do mającego być kręconym … jakiegoś filmu z okresu prl. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.