browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Beskid w drewnie

Stworzyliśmy potwora. Oboje doszliśmy do tego tego wniosku, gdy kolega M. zgłosił się do nas z listą gotowych miejsc do zobaczenia w sobotę. Oczywiście z dziką rozkoszą przystaliśmy na propozycję i o poranku ruszyliśmy w drogę. Tym razem Furia została w domu, nadzorowana przez Mamę Erynii. Trzeba kota socjalizować.
do albumu zdjęć

Gilowice


Wracając do rzeczy, tradycyjnie zgarnęliśmy M. w Andrychowie i przez Przełęcz Kocierską pojechaliśmy do Gilowic rzucić okiem na tamtejszy drewniany kościół pod wezwaniem św. Andrzeja Apostoła. Co ciekawe, świątynia została wybudowana w połowie XVIw. w pobliskim Rychwałdzie, konsekrowana była przez biskupa Erazma Ciołka, a następnie w XVIIIw. przeniesiona została do Gilowic, gdy w Rychwałdzie wybudowano kościół murowany (obecnie sanktuarium maryjne). Z zewnątrz wyglądała typowo, jak na drewniany kościół z tych okolic i wnętrza, równie tradycyjnie, były zamknięte, co było dosyć dziwne biorąc pod uwagę wysoki sezon na śluby. W. usiłował coś zobaczyć przez oszklone drzwi, ale efekty nie były zbyt ciekawe.
do albumu zdjęć

Rychwałd


Siłą rzeczy pojechaliśmy dalej do Rychwałdu, zobaczyć to sanktuarium maryjne. Bazylika mniejsza wyglądała jak ciut przerośnięty biały murowany barokowy kościół, z tradycyjnie bogatym wnętrzem. Ze wstydem przyznajemy, że w tym natłoku barw i bogactwa wyposażenia jakoś przegapiliśmy ten czczony obraz maryjny, natomiast rzuciły nam się w oczy dwie rzeczy schowane za szybką. Pierwszą z nich był fragment murów z bazyliki św. Franciszka w Asyżu,
Order Słońca Peru

El Sol del Perú

co wzbudziło w nas bardzo pozytywne skojarzenia oraz chęć do kolejnej podróży w wiadomym kierunku. No w Asyżu nas jeszcze nie widzieli, a Włochy nie dość, że są piękne, to jeszcze mają świetną kuchnię. Drugą rzeczą był order El Sol del Perú, nadany jakieś dwieście lat temu pewnemu zakonnikowi. Zaraz, czy to czasem nie to samo „Słońce Peru”, przyznane pewnemu polskiemu premierowi, a tak wyśmiewane przez ówczesną opozycję?
Ochodzita

Ochodzita

W ramach jakiegoś urozmaicenia, M. zaproponował krótki postój w Koniakowie i spacer na Ochodzitę – górkę o niepowalającej wysokości 895 m n.p.m. Podejście było króciutkie i wręcz spacerowe, za to widoki z góry rewelacyjne.
do albumu zdjęć

Ochodzita

Już w domu zorientowaliśmy się, że przegapiliśmy bacówkę na jej zboczu. Będzie pretekst by tam wrócić, tym bardziej że dopatrzyliśmy się również szlaku kultury wołoskiej na Śląsku. Wiedzieliśmy, że wołoscy pasterze zawędrowali Karpatami również i do nas, i że te muszelki na góralskich kapeluszach są proweniencji bynajmniej nie bałtyckiej, ale nie spodziewaliśmy się, że ktoś już wyznaczył taki szlak. Trzeba będzie zgłębić ten temat w przyszłości.
do albumu zdjęć

Laliki


Kolejnym kościółkiem, a zarazem perełeczką tej trasy, był kościół pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Lalikach Pochodzitej. Malutki drewniany budyneczek z kamienną podmurówką, przeszkloną werandą, na pierwszy rzut oka nie kojarzy się z kościołem, ale wieżyczka z krzyżem rozwiewają wątpliwości. Kościółek jest stosunkowo młody, bo z 1947r., ale powstał na miejscu starszej kaplicy z końca XIXw. i kościoła spalonego w czasie II wojny. Rzecz jasna budynek był zamknięty, ale dwa domy dalej przy tej samej ulicy można poprosić o klucz. Nam drzwi otworzył miły, starszy pan. Wnętrze nas zauroczyło. Nie było kolorowe, ale każda beleczka czy listeweczka była rzeźbiona, a każda ławka czy zydelek miał wypalony wzorek. Konfesjonały też były bardzo pomysłowe. Widać w tym rękę i pasję lokalnych rzemieślników. Ponoć dawniej przyjeżdżały tu autobusy turystów (jak oni się w tam pomieścili?) teraz jakby mniej ludzi chce to oglądać. Może to i lepiej, chociaż z drugiej strony…
do albumu zdjęć

Żabnica i Cięcina


W drodze do Żabnicy zatrzymaliśmy się jeszcze przy odnowionej zabytkowej dzwonnicy w Szarem. Zarówno kościół w Żabnicy jak i późniejsze nie mogły, po tym w Lalikach, zrobić na nas większego wrażenia. Nie mogły tym bardziej, że w jednym odbywał się ślub a w drugim pogrzeb, więc nie należało się pchać tam z aparatami.
Wycieczkę zakończyliśmy w restauracji „Pstrąg” w Krzyżowej, bardzo sobie chwaląc jadło. Poza potrawami rybnymi ze świeżych pstrągów,
pseudo-bliny

pseudo-bliny, ale wyśmienite

można się załapać na potrawy zarówno z innych ryb, jak i typowo góralskie, a nawet pseudo-bliny z kawiorem z pstrąga. W sprzedaży są też ryby świeże i wędzone, wszystko (ponoć) z własnej hodowli.
Polecamy, bo naprawdę warto!
poprzedni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.