browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

pod Olimpem i na Skiathos

 
Po jednym dniu na plaży nie chcieliśmy się zbyt wystawiać na słońce. Postanowiliśmy więc pozwiedzać okolicę, zalesione zbocza gór Ossy. Nie chodziliśmy zbyt daleko bo nazajutrz mieliśmy pojechać na Skiathos, a wyjazd miał być wcześnie rano. Niestety wieczorem dowiedzieliśmy się, że wycieczka odbędzie się w późniejszym terminie bo na południu jest sztorm. Następnego dnia obudziliśmy się więc bladym świtem koło południa, a tu słońca zza chmur nie widać.
do albumu zdjęć

Zeusowy blask Olimpu

Zapadła więc szybka decyzja, że obejrzymy sobie Olimp z bliższej odległości, a przy okazji zwiedzimy kamienną wioskę Paleos Panteleimonas, która, według przewodnika, powinna się znajdować gdzieś w pobliżu. O ile z wyznaczeniem trasy przez GPS do Litochoro (baza wypadowa na Olimp) nie było problemu, o tyle system nie rozpoznawał nazwy Paleos Panteleimonas. Nieco zdumieni zajrzeliśmy do papierowej mapy przezornie zabranej z Polski i – wielkie nic. Wklepaliśmy w GPS grecką wersję nazwy wioski i… nadal wielkie nic. Wzruszyliśmy ramionami i by nie tracić więcej czasu ruszyliśmy do Litochoro. Po drodze, z daleka, rzucił nam się w oczy średniowieczny, wzniesiony przez krzyżowców zamek Platamonas. Postanowiliśmy więc nieco zboczyć z trasy i przyjrzeć mu się bliżej. Zamek z bliska nie zrobił na nas wielkiego wrażenia za to widoki z zamku były naprawdę piękne.
obiad po Olimpem

obiad po Olimpem

W międzyczasie słoneczko się przeprosiło i czyniło swą powinność. Do Litochoro dotarliśmy nie bez problemów. Przy wjeździe do miasta zgłupiał GPS. Było tam sporo ulic jednokierunkowych, a ten kazał nam jeździć pod prąd. Daliśmy radę bez GPSa, ale pora zrobiła się raczej późnoobiadowa. Pokrzepieni jagnięciną w knajpie „z widokami”, zrezygnowaliśmy z jeszcze bliższego oglądania Olimpu, za to zaparliśmy się na Paleos Panteleimonas. Niedaleko knajpy znajdował się postój taksówek, a przy nim mapa regionu. Wzięliśmy taksówkarza za frak do mapy i pytamy gdzie jest Paleos Panteleimonas. Chłop pokazał palcem na mapie P.PANTELEIMONAS.
„P.” Panteleimonas

„P.” Panteleimonas

Panie, ale to nie to! Nie wierząc chłopu, udaliśmy się do biura informacji turystycznej, gdzie przy greckiej mapie regionu pracownik potwierdził że „P.” to Paleos czyli stare Panteleimonas, w odróżnieniu od nowego czyli Neos Panteleimon, znajdującego się nieopodal. Pomimo nowych informacji, GPS nadal był wredny i nie chciał współpracować, dotarliśmy tam już o zmierzchu. Ale cośmy zobaczyli to nasze.
 
Jedyną wycieczką fakultatywną, którą zamierzaliśmy od samego początku wykupić, a która okazała się, dodatkowo, rekompensatą za straty… była wycieczka na wyspę Skiathos.
do albumu zdjęć

wyspa Skiathos


Erynię zawiało tam bo-tam-jej-jeszcze-nie-widzieli, a W. zacierał łapy na myśl o owocach opuncji – oczywiście się do tego nie przyznawał, tylko się uśmiechał pod nosem. Wstaliśmy wczesnym świtem, dowieziono nas autokarem do Achilleio, zamustrowaliśmy sie na statek wycieczkowy Kostasa Dimitriou i w drogę. Kostas znany jest na całym wybrzeżu (i nie tylko) z dobrej zabawy na statkach. A że chłop jest morowy to, lat temu parę, zakochała się w nim miss Holandii (inni mówią, że archeolog) i została „na dłużej”, czyniąc go szczęśliwym ojcem czwórki (my widzieliśmy trójkę) wyśmienitych dzieciaków i właścicielem statków wycieczkowych. No może nie uczyniła właścicielem, ale czego mężczyzna nie zrobi dla ukochanej kobiety! Droga trwająca parę godzin (w każdą stronę) umilana była muzyką, tańcami i Metaxą (szczególnie w drodze powrotnej) pitą wprost z butelki – przez kranik. Droga i wysepki były bardzo malownicze, szczegółów drogi i wyspy opisywać nie będę. Sami zobaczcie. Dodamy tylko, że na tej wyspie były kręcone niektóre sceny filmu – „Mamma mia”.
obiad na Skiathos

obiad na Skiathos

Swoistą atrakcją jest jeden z najkrótszych pasów startowych Europy z samolotami lądującymi tuż znad zatoczki.
Zaraz po przycumowaniu na Skiathos W. zniknął. Wrócił po jakimś czasie z reklamówką pełną owoców opuncji. Łap już nie zacierał tylko się po nich drapał. Po zwiedzeniu miasta należało się posilić przed dalszą drogą. Wybraliśmy „portową” tawernę Stamatis. To co że pod turystów – nie zawiedliśmy się na niej, jedzenie było wyśmienite. Po obiedzie wróciliśmy na statek i popłynęliśmy na plażę Koukounaries, ponoć jedną z najpiękniejszych plaż świata. W tym roku plaża była wyjątkowo pusta – Anglicy i Niemcy nie dopisali. Erynia przyznała się bez bicia, że po takiej rekomendacji plaża ją rozczarowała. Po odjęciu infrastruktury i koloru wody niejedna polska plaża mogłaby śmiało konkurować z Koukounaries. Ponieważ nie chcieliśmy się gnieść w tłumie plażowiczów poszliśmy na spacer przez piękny las piniowy by w spokoju poleżeć z drugiej jego strony – w cieniu.
Wróciliśmy do Kokkino póżnym wieczorem, trochę bardziej weseli niż wyjeżdzaliśmy, mimo że (z Erynii) już Metaxa co nieco wywietrzała.
W. jak zwykle nie pił – nie lubi alkoholu.
 
poprzedni
następny

6 odpowiedzi na pod Olimpem i na Skiathos

  1. Erynia

    Z pewnością.
    Przy okazji, gratuluję udanego bloga 🙂

  2. Julka

    Fajny wpis. Szkoda tylko, że tak mało napisałaś o samym Paleos Panteleimonas. Opis z jaką trudnością tam dotarliście, sprawił, że byłam ciekawa jak tam jest. A tu lipa – nic nie napisałaś:) Pozdrawiam

    • Erynia

      Bo cytując Skaldów: „nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go”. 😉 Do Paleos Pantaleimonas dotarliśmy już o zmierzchu, spędziliśmy tam około dwóch godzin i nie za wiele zobaczyliśmy. Ciche, spokojne, klimatyczne miejsce. Z tego co pamiętam, wieś położona jest na zboczu Olimpu (piękne widoki na morze!), nie da się tam jeździć samochodem – utrudniają to strome uliczki albo głównie schody. Zresztą przed samym wjazdem do miasta jest szlaban a obok mały parking. Za szlabanem można już tylko spacerować. Ponadto jednolita architektura – kamienne domy. Rezydent mówił, że jest „prikaz”, by wszystkie nowe domy były budowane z tradycyjnych materiałów i wyglądem oraz wysokością nawiązywały do tych tradycyjnych budynków. Ponoć wszyscy grzecznie stosowali się do nakazu, gdyż w przeciwnym razie musieliby rozebrać budynek na własny koszt i zapłacić potężną grzywnę. Reklam brak – szkoda że w Polsce jeszcze na to nie wpadli.

      • W.

        Były też i restauracje, i sklepy, ale ponieważ było już późno, a i sezon się kończył, to niewiele ich było otwartych.

        • Julka

          Oj to spodobałoby mi się tam na pewno 🙂 Uwielbiam takie klimatyczne miejsca 🙂

          • W.

            Klimat był rzeczywiście specyficzny. Spokój, ruch wyłącznie pieszy, miasteczko w starym stylu na zboczu z widokiem na riwierę olimpijską. Cudo. Niestety jako niezainteresowani nie sprawdzaliśmy bazy noclegowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.