browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Od grobli do twierdzy

do albumu zdjęć

okolice grobli

Jadąc dalej, z drogi zobaczyliśmy groblę z lotniskiem po jednej stronie, monasterem Vlacherna i Mysią Wyspą po drugiej, a wszystko to nad laguną. Natychmiast podjęliśmy właściwą decyzję i szybko zaparkowaliśmy samochód. Sama grobla, jest świetnym miejscem do obserwowania i robienia z bliska zdjęć startujących i lądujących samolotów. Przednia rozrywka, a dodatkowo można sprawdzić godziny przylotów i odlotów na stronie lotniska.
Grobla prowadzi na półwysep Kanoni, który jest rajem dla archeologów bo na nim właśnie znajdowało się najstarsze posadowienie miasta Kerkyra. Dopiero później przeniesiono je tam gdzie można je obecnie znaleźć. Archeologów nie zobaczyliśmy, za to na grobli spotkaliśmy Polaków z Gdańska, którzy parę dni temu ulitowali się i podrzucili nas kilometr z zamku Angelokastro do Krini. Świat jest jednak mały. Pamiętamy i dziękujemy!
Po spacerze po grobli, przeszliśmy do siedemnastowiecznego monasteru Vlacherna, by obejrzeć go w towarzystwie austriackich emerytów. Nic nie mamy przeciwko austriackim emerytom, lecz w tamtej chwili i na tamtej powierzchni było ich zbyt wielu.
Niestety, mimo że ten żeński klasztor jest uroczy i pięknie położony, na nas zrobił wrażenie pocztówkowego. Może to dlatego że prawie każdy przewodnik po Korfu ma zdjęcie tego klasztoru na okładce.
Może się przejeść.
A propos jedzenia, pod samym klasztorem w lagunie ujrzeliśmy ławice ryb i parę wielkich krabów machających do nas szczypcami. Oprócz tego mrugały do nas koty, a w pobliżu stał antyczny Morgan z uroczym (dla W.) ostrzeżeniem o zasadach BHP.
Uwaga BHP


Ze względu na szybkie przyspieszenie tego pojazdu, wszystkim kobietom, ze względów BHP, zaleca się zdjęcie odzieży ciasnej lub ograniczającej oddychanie.

(wolne tłumaczenie W.

Po Achilleionie wstąpiliśmy do pałacu Mon Repos, ale ponieważ spóźniliśmy się na zwiedzanie jego wnętrz postanowiliśmy wrócić tu jeszcze dnia następnego i po krótkim spacerze po parku ruszyliśmy do
do albumu zdjęć

Stara Twierdza

miasta Korfu czyli Kerkyrę. Rezydentka odradzała jazdę tam samochodem, twierdząc, że nie da się tu zaparkować. Zapytani Grecy potwierdzili, ale częściowo: podobno po godzinie 16:00 zwalniają się miejsca parkingowe szczególnie pod Starą Twierdzą, i faktycznie dało się tam znaleźć wolne miejsce, a co więcej, budka poboru opłat była już zamknięta. Może dlatego, że wybraliśmy na Kerkyrę sobotę. Siłą rzeczy, owym ostatnim punktem programu stała się Stara Twierdza. Jej historia sięga VIw. n.e., gdy mieszkańcy starożytnej Kerkyry (której resztki noszą teraz miano Paleopolis) zniszczonej kolejnymi barbarzyńskimi najazdami schronili się na naturalnie obronnym półwyspie, tworząc (wtedy bizantyjskie) miasto Koryfo, od którego wyspa wzięła swą późniejszą nazwę. Twierdza najwięcej zawdzięcza Wenecjanom, którzy ufortyfikowali ją na tyle skutecznie, że była się w stanie oprzeć miłosnym zapędom ottomańskich Turków. Swoją cegiełkę dorzucili później Brytyjczycy. W czasie II wojny Światowej bomby zniszczyły część weneckich zabudowań twierdzy, ale na szczęście większość wciąż cieszy oko swoją wielkością i posadowieniem na wysokiej skale, tak że nawet doceniło to UNESCO: zarówno Stara jak i Nowa Forteca oraz Stare Miasto zostały wpisane w 2007r. na listę światowego dziedzictwa. Może to pozwoli na wyremontowanie najwyższej partii twierdzy i budynków wyglądających na stare koszary. W. przeniósłby do fortecy większość muzeów Kerkyry (Erynia: wygodnicki!) – by były w jednym miejscu, a jest go tam dużo. Z ciekawostek Starej Twierdzy można jeszcze wspomnieć o: nieużywanej – za to wybitnie wymagającej wyremontowania – starej latarni; cerkwi stylizowanej na Partenon lub ukradzionej którejś z bogiń (zakaz robienia zdjęć w środku, jak by było ono tego warte) i perełki – wystawy dotyczącej dawnej społeczności żydowskiej na Korfu w dawnym kościele katolickim. Muzeum było znacząco biedniejsze w artefakty od chrzanowskiego, ale samo umiejscowienie warte jest obejrzenia tych parunastu plakatów na ścianach.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.