browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Droga do Angelokastro

do albumu zdjęć

do Angelokastro

Wczoraj w tawernie, miły grecki kelner żonaty z (sic!) Czechosłowaczką, zasugerował nam przyjemny dwugodzinny spacer (4km w jedną stronę) do Angelokastro, ruin dawnej XIIIw. bizantyjskiej twierdzy, będącej jednocześnie jednym z reklamowanych wszędzie punktów widokowych. Samo umiejscowienie budowli na ponad 300m szczycie wyrastającego wprost z wody cyplu, dawało tak dużą przewagę, że bizantyjska twierdza nigdy nie została zdobyta. W. zaświeciły się oczki i już miał plan na następny dzień: Angelokastro rano, ciut bliższe (oddalone podobno o godzinę spacerku), Porto Timoni wraz z pływaniem po południu. W końcu trzeba odbudować formę po zarazie. Oglądając nawigację, W. zoczył koło Angelokastro dobrze zapowiadającą się zatoczkę, złapał więc odruchowo za torbę plażową – ciężką, gdyż oprócz strojów i ręczników zawierała również maski i buty do pływania. Erynia wzniosła tylko oczy do nieba…
Droga początkowo wiodła wzdłuż lewego brzegu zatoki. Za tawerną rybną, będącą bodajże przedostatnim budynkiem osiągalnym z plaży, skręciliśmy w lewo pod górę – było równie malowniczo, bo w gaju oliwnym, ale tam droga się skończyła. Wróciliśmy do rozwidlenia i poszliśmy prosto wśród kolejnych gajów oliwnych. Gaj nas zauroczył i jeszcze nie wiedzieliśmy, że zauroczenie gajami oliwnymi Korfu nie opuści nas aż do końca pobytu. Tym razem wybór ścieżki był trochę bardziej właściwy. Poza tym, że był właściwy, był on dużo dłuższy niż przewidywaliśmy – może datego że nie trafiliśmy na oślą ścieżkę, która była znacząco krótsza. Właściwe każde z nas po cichu chciało dać sobie spokój i wracać, tym bardziej że oboje odkrywaliśmy momentami „uroki” świeżo nabytego pokowidowego nadciśnienia, ale każde czekało na to drugie aż pęknie. Niedoczekanie…
Erynia miała nadzieję, że Angelokastro jest tuż, na najbliższych skałach, do których też trzeba było dojść zakosami, ale nie – droga prowadziła dalej. Malowniczo było, słoneczko przygrzewało, zapas wody był, szliśmy dalej. Kawałek niżej, doszliśmy do rozwidlenia dróg: „Agios Georgios” (skąd przyszliśmy) – 7km, do „Makrades” – 1km serpentynami ostro w dół, znaku na Angelokastro nie widać. Zdecydowaliśmy się iść w dół do miasta, tym bardziej że Erynia była już głodna, W. też, ale sie nie przyznawał. W Makrades zauważyliśmy kolejny drogowskaz do Angelokastro, i drugi reklamujący tawernę Colombo za 200m. Skorzystaliśmy: znowu nie podano karafki z wodą i musieliśmy zamówić (0,5l za 1,5€) oraz sałatkę po grecku (choriatiki) na 2 osoby z sałatą w składzie – świat się kończy! Po obiedzie doszliśmy ten kilometr do zamku, robiąc sobie po drodze krótkie zwiedzanie wioski Krini. Patrząc na kamienne odrzwia i futryny, te chałupy muszą mieć dobre kilkaset lat, i mogą pochodzić z czasów weneckich, chociaż sama wioska istniała już w czasach bizantyjskich, a legeny mówią o czasach homeryckich. W końcu doszliśmy do miejsca w którym droga zakręcała w dół. Tam warto zatrzymać się, wejść na niskie skałki i napawać się zarówno ocznie jak i fotograficznie na wyżej wzmiankowane ruiny oraz morze. Droga w dół doprowadziła do parkingu, przy którym z jednej strony jest jedna z najbardziej polecanych na Korfu restauracji. Siłą rzeczy nie skorzystaliśmy. Skorzystaliśmy za to z kasy: bilety dla normalnych 3€, dla studentów i dla 65+ za 2€. Dalej kamienne (a jakże!) schodki prowadziły do całkiem dobrze zachowanych murów, z ruinami pośrodku.
Angelokastro

Angelokastro

Co prawda pierwsze oficjalne wzmianki pochodzą z 1272r., chociaż przypuszczalnie zbudowany został kilkadziesiąt lat wcześniej. Biorąc pod uwagę warunki geograficzne nie ma się co dziwić, że pierwsze fortyfikacje jakie znaleziono w okolicy są jeszcze wcześniejsze – z VIIw. n.e. Przez wieki warunki geograficzne się nie zmieniły więc było to dobre miejsce na umiejscowienie stolicy wyspy (XIV do XVIw.). Bronił też miejscową ludność przed piratami i Turkami. Razem z zamkami Kassiopi na północnym-wschodzie i Gardiki na południu tworzą trójkąt twierdz bizantyjskich broniących wyspę. W czasach późniejszych przybyły jeszcze dwie twierdze w Kerkyrze (mieście Korfu), przy czym Starą Twierdzę wybudowano na miejscu dawnych umocnień bizantyjskich.
Mniejsza o ruiny, ale widoki były bezcenne.
Z zamku zobaczyliśmy ścieżkę prowadzącą do upatrzonej zatoczki, ale W. nawet tego nie proponował – czekało nas w końcu jeszcze jakieś 10km do przejścia, i nie chciał już dokładać kolejnych w dół i w górę. W drodze powrotnej mieliśmy fuksa, gdyż dwójka Polaków podrzuciła nas z powrotem do skrzyżowania z tawerną, następnie przeszliśmy 1km serpentynami do kolejnego rozwidlenia dróg (7km od Agios Georgios), a stamtąd doszliśmy do skałek i został nam jeszcze kawałek pod górę, ale szczęśliwie trafiliśmy na greckiego kierowcę, który sam jechał do naszej miejscowości i podrzucił nas pod sam hotel. Szczerze podziwialiśmy jego technikę jazdy: dynamiczna, ale bardzo płynna. Nie każdy tak potrafi, zwłaszcza na tych drogach. Porto Timoni sobie odpuściliśmy – późno było, a i W. strzaskany słońcem (bo prawdziwy mężczyzna kremu nie uznaje, a szliśmy w pełnym słońcu przez wiele godzin), padł jak sznyta i odsypiał, oczywiście wcześniej odwiedził „super”-market i kupił 6-pak wody mineralnej (w sumie 9 litrów) za 3,5€ – wrócił do pokoju z uśmiechem na ustach:
„Ci w restauracjach to mają przebicie!”.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.