browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Wstęp do Korfu

Tym razem długo zastanawialiśmy się nad wybraniem miejsca docelowego wakacji. Z jednej strony ograniczały nas efekty zmiany właściciela firmy, w której pracuje Erynia, z drugiej (ś)wirusowa histeria z jej restrykcjami. Tu wolno, tu nie, ale jeśli… to może… W efekcie przekazaliśmy nasze oczekiwania (ma być ciepło i nad wodą) pani Agnieszce z Kiosku z Wakacjami i dostaliśmy parę ofert. W niehisterycznych czasach, byłoby nam trudno którąkolwiek odrzucić, ale ponieważ nasze ograniczenia były jakie były, wybraliśmy Korfu. Wyspa zielona, z uroczymi plażami nadającymi się do snorkelingu, równie pięknymi widokami, zabytkami z czasów starożytnych, weneckich, francuskich i brytyjskich, (Turcy wyspy nie zdobyli), wzbogacona została kulinarnie przez wyżej wzmiankowane nacje, bo nawet Brytyjczycy się dorzucili, wprowadzając na Korfu kumkwaty. Przy czym wszystko wisiało na Covidowym włosku praktycznie do samego wejścia na pokład samolotu. Mieliśmy dość tych wakacji zanim jeszcze się zaczęły. Erynia powtarzała tylko jak mantrę: „jak się nic nie układa, to będą piękne”, W. wątpił.
Jeszcze nigdy nie musieliśmy mieć przy sobie takiej sterty papierów. Na dodatek stale zmieniały się zasady wpuszczania i nie wpuszczania (dokądkolwiek) – przy tym jak można było poczytać w prasie i do tych „zasad” nie zawsze stosowali się pogranicznicy, zarówno greccy jak i polscy, cofając turystów z granicy.
Ciekawostką, której należało spodziewać się po tym (nie-)rządzie, był QR-kod, generowany automatycznie na stronie pacjent.gov.pl. Obrazek i owszem był, ale błędny („wiemy, jak chcecie poprawny idźcie do sanepidu, to wam wygenerują”, przy czym pani z infolinii NFZ nie była w stanie potwierdzić czy dokument bez poprawnego kodu będzie honorowany na granicach – niekompetencja i arogancja władzy od góry do dołu. Inną paranoją był QR-kod PLF, mailowo wysyłany z Grecji, bez którego Grecy do siebie nie wpuszczają. Wszystkie dane do wygenerowania tego obrazka są dostępne w chwili wprowadzania ich do systemu, ale jakiś niedouczony idiota na wysokim stanowisku zadecydował, że będzie on przesłany do zgłaszającego pomiędzy 23:00 i 24:00 w dzień poprzedzający wylot. Aż strach pomyśleć co by było gdyby wylot był o godzinie 00:05, a odprawa standardowo zaczyna się dwie godziny przed odlotem (aby zneutralizować decyzję idioty, umożliwiono wjazd na podstawie wydrukowanego formularza – każdy może go sobie wyprodukować nie wchodząc nawet do internetu, ale idioty to nie obchodzi. Aby było śmieszniej na greckim lotnisku nikt nawet nie miał czytnika QR-kodów, sprawdzali tylko czy QR-kod jest i czy pod nim jest właściwe nazwisko). My mieliśmy więcej szczęścia, wylot mieliśmy o 2:00, a QR-kod przyszedł o 23:05. W. był wysoce w nienajlepszym humorze, bo wprost organicznie nie cierpi Internetu w telefonie, a już odbieranie maili (z wprowadzaniem haseł do sieci) budzi w nim mordercze instynkty. Tym razem się i przełamał, i nikogo nie zabił, ale humorek go nie opuścił prawie do hotelu. Dodatkowo okazało się, że problemy z bębenkami, występujące u niego przy lądowaniu, nadal wpływają negatywnie na odbiór fruwania. Chociaż tyle dobrze, że autobus firmowy, szalejący po wąskich drogach (tu wyrazy uznania dla kierowcy), dowiózł nas szybko do hotelu Belle Helene w Agios Georgios. Niestety i tutaj W. dostał za swoje. Przy jego długich nogach praktycznie nie mógł siedzieć w upakowanym siedzeniami autokarze – odstępy pomiędzy siedzeniami były tak o co najmniej 10cm za małe. Na szczęście, trasa tym rannym świtkiem trwała jedynie około godziny, bo przy dłuższej, po opuszczeniu autokaru, mógłby nie móc chodzić, a tu trzeba było jeszcze walizy wnieść do pokoju, zanim padnie się spać.
do albumu zdjęć

Agios Georgios

Już po paru godzinach, gdy mogliśmy rejestrować otoczenie trochę dokładniej stwierdziliśmy, że hotelik jest o rzut beretem od plaży – wystarczy przejść przez ulicę, w pobliżu jest: „super”-market (hi, hi), parę miejsc do jedzenia (w tym część jeszcze nieczynna z powodu początku sezonu), parę hoteliko-pensjonatów (też częściowo nieczynnych) i bankomaty (trzy – w tym jeden nieczynny). Poza tym cisza i spokój, czyli to co sobie cenimy.
To musi być zapadła dziura poza sezonem!
Może nie tak brutalnie, ale potwierdził to kelner w tawernie Dichtia, którą odwiedziliśmy w celach rozpoznawczo-kulinarnych. Co prawda udało nam się załapać na śniadanie hotelowe o 7:30 (pomiędzy spaniami), ale około 12. poczuliśmy (Erynia) drobny głód. Jedzenie było takie sobie, za to i widok na zatokę, i rozmowy z „naszym” kelnerem dały nam dużo przyjemności. Okazało się, że 15 lat temu spotkał tutaj swoją obecną żonę pochodzącą z Děčína (mówi o niej, że jest Czechosłowaczką) i parę razy odwiedzając Czechy wstąpił i do Polski na narty – „po sezonie tu nic nie ma”.
Coś za bardzo źle wpłynął na nas Covidowy ogon, bo jedzenie, wino (całkiem milusie) i rozmowa wystarczyły by „tak nas zmęczyć”, że poszliśmy spać i ledwo nas budzik obudził na spotkanie z rezydentką i kolację. Spotkanie z rezydentką – typowe, chociaż ilość niedopowiedzeń, które wykryliśmy później, przekroczyła „normalny” poziom. Obiadokolacja, mimo całkiem ładnego zestawu dań, nie powalała smakiem, chociaż zła nie była, była za to chłodna (wszystkie potrawy, przez cały pobyt ciepłem nie grzeszyły). Trochę nas jednak zdziwiła grecka „oszczędność” – podczas naszej ostatniej bytności w Grecji, praktycznie zawsze przed podaniem dań, na stole pojawiała się karafka z wodą – tutaj za każdy napój podany do jedzenia, trzeba zapłacić dodatkowo i dotyczyło to wszystkich restauracji, tawern i innych jadłodajni, które na Korfu odwiedziliśmy.
poprzedni
następny

2 odpowiedzi na Wstęp do Korfu

  1. Pudelek

    Dlatego w te wakacje znowu pojadę autem, bo jest koniec czerwca, a ja dalej nie wiem, czy niektóre kraje się normalnie otworzą czy nie. Samochodowo jestem w stanie zmienić plan dość szybko 🙂

    • w.

      Też tak chciałem, ale Erynia zaczęła tłumaczyć, że na granicach nic nie będzie można przewidzieć, a ciągnęło ją nad ciepłe morze – ciepłe nie było. 😉
      Jeżeli chcieliśmy wyjechać za granicę to musieliśmy polecieć, bo byliśmy w tamtym czasie otoczeni państwami zamkniętymi, a musieliśmy wyjechać w określonym terminie z powodów od nas niezależnych. 🙁
      Ja akurat wolę wyjazdy wczesno jesienne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.