ogrody
Viborg i „wielki zamek”
W środę ruszyliśmy do Viborga. Ponieważ było blisko, to wyjechaliśmy trochę po 10. Na miejsce dojechaliśmy po południu i ruszyliśmy w miasto. Na pierwszy ogień poszedł Kunsthal Brænderigården pusty w środku – bez obsługi, tośmy go jedynie obfotografowali z zewnątrz (wewnątrz była wystawa czasowa całkiem ładnych fotografii Mika Ninagawa). Po drugiej stronie ulicy był biblijny ogródek – ponoć ze … Kontynuuj czytanie
Odense i Fredericia
Trasę do Odense zaplanowaliśmy na cały dzień bo mimo, że drogi w Danii są proste i płaskie, a ruchu praktycznie nie ma, to ograniczenia prędkości potrafią zabić każdy plan liczony według polskich standardów. Jazda w Danii dla W. była bardziej niebezpieczna niż w Gruzji. Przy duńskich zasadach i karach W. przestrzegając prawa zasypiał za kierownicą. Drogi duńskie są nudne, nudne, nudne, … Kontynuuj czytanie
Tønder
Po niemieckich drogach jakoś to szło – szybko i bezboleśnie, ale Dania… to już paranoja. Uczulony na nieprzekraczanie prędkości dozwolonych W. pluł jadem na duńskie przepisy kastrujące kierowców. „Po tym kraju nie da się jeździć!!!!” Jednak jakoś dojechaliśmy do zamówionej przez internet kwatery. Nocleg wybierał W., z powodów… sentymentalnych. Mianowicie 17 lat temu, był tam na szkoleniu … Kontynuuj czytanie
Tbilisi
Ukontentowani estetycznie świątynią Dżwari, dotarliśmy wreszcie do Tbilisi, i nawet (z drobnymi perturbacjami – ponieważ zmieniono nazwę ulicy i /nie/używane są obie) do hotelu polecanego nam przez Giorgiego. Tym razem wybór był dobry. Guesthouse Zaira Star znajduje się w starym Tbilisi, rzut beretem od placu Wolności, ale jako że wejście jest od podwórza, w pokojach jest cicho. Właścicielka włada mową … Kontynuuj czytanie
Kutaisi
Pojedzeni, ruszyliśmy do Kutaisi. GPS „ogłupł” i chciał nas wyprowadzić drogą dla 4×4 via Uszguli. Nie daliśmy się namówić – pojechaliśmy do Kutaisi drogą którą przyjechaliśmy, przez Zugdidi. Droga przebiegła w dużo gorszych warunkach: osuwiska kamieni i błota, które powstały w międzyczasie po deszczach, zmuszały do zwracania większej uwagi na drogę i tak już śliską, a miejscami stromą. Hotel „Gora” w Kutaisi, … Kontynuuj czytanie
Batumi i okolice
Po rzuceniu okiem na kamienne plaże Sarpi pojechaliśmy w kierunku Batumi (oczywiście zabierając oko ze sobą – jeszcze się przyda). Parę kilometrów od granicy zatrzymalismy się na drobny sen. Świtkiem dzikim, około 6. (to znaczy 8. czasu gruzińskiego) wyszliśmy z samochodu rozprostować kości przed dalszą jazdą i W. zakochał się w Gruzji. Zaraz za stacją, szumiącą kaskadą strumyk opadał … Kontynuuj czytanie
Gödöllő – Pałac Sisi
W Gödöllő nie udało nam się znaleźć hostelu wyszukanego w internecie, zamieszkaliśmy więc w pobliskim (do tamtego adresu) Panzio (nomen omen) Nora. W recepcji panował język węgierski. Ponieważ jednak dostępna była sieć internetowa to porozmawialiśmy przez Google-Translatora, dało się nawet uzgodnić jadłospis na śniadanie. Pokój był wyposażony w minitoaleto-łazienkę 0.8×1,6m (kiedy On to mierzył?!), z prysznicem pamiętającym lata 60 – wysoki drąg … Kontynuuj czytanie
Dubrownik i okolica
Pobudka, śniadanie, pakowanie, sprzątanie (okien nie umyliśmy) i wyjazd do Dubrownika. Na granicy pierwszy raz kolejka, tak z 10 samochodów. Stoimy, zaczyna być ciepło, a od granicy szambem trąci. Jakiś Włoch wylądował na kontroli celnej, innym sprawdzają dokładnie dokumenty. Przed nami jeszcze jeden wóz na polskich blachach. W końcu podjeżdżamy pod budkę, pogranicznik wziął do ręki nasze paszporty, … Kontynuuj czytanie
Krzeszowice… i nie tylko
Zachęceni opowieścią pana Piotra Adamczewskiego o Antonim Teslarze, postanowiliśmy zajrzeć do Krzeszowic. Poza tym chcieliśmy zadać kłam powiedzeniu „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”. Krzeszowice, małe (10 tys. mieszkańców) miasto wzbudziło w nas mieszane uczucia. Z jednej strony piękny park i sukcesywnie odnawiane, i używane na cele publiczne, zabytki, mogące równie dobrze znaleźć się w uznanym turystycznym … Kontynuuj czytanie
od Ałupki do Liwadii i Koktebel
Następnego dnia skoczyliśmy do Ałupki. Jako że Erynia przegapiła właściwy zjazd do miasta wylądowaliśmy, zupełnie niechcący, na starym cmentarzu. Nie stał się on ostatnim miejscem naszego pobytu między innymi dlatego, że naszym celem był pałac Woroncowa – gubernatora Kraju Noworosyjskiego. Przed odwiedzinami pałacu wstąpiliśmy na przystań obok której W. popływał sobie w Morzu Czarnym. Pałac ma szalony … Kontynuuj czytanie
Blarney i Cobh
G., kolega W., nieopatrznie rzucił sugestię „zapraszamy do nas…”, a że mieszka z rodziną w Irlandii Erynia nie omieszkała z tego skorzystać. Wyszukała tanie linie lotnicze i na tydzień, w którym wypadało św.Patryka, zamieszkaliśmy u przyjaciół w Mallow. G. zabrał nas z lotniska i dowiózł do swojego domu. Irlandia przywitała nas, rosnącymi wzdłuż autostrady, łanami żonkili – w końcu wiosna! Na początek G. zasugerował, że chętnie … Kontynuuj czytanie

