browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Bruksela i nasz przyjaciel Murphy

do galerii Google+

Bruksela

Wszystko co dobre kończy się za wcześnie, więc i pobyt u francuskiej rodziny także skończył się za wcześnie. W planach mieliśmy jeszcze Brukselę, Antwerpię i Akwizgran (Achen) a czasu było coraz mniej. Z Sedanu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, by było więcej czasu na zwiedzanie. Około 11. stanęliśmy na parkingu podziemnym przy Grand-Place (W. wybrał taki z największą ilością miejsc – ponad 900). Początkowo rozważaliśmy „model wiedeński” czyli park&ride na obrzeżach miasta a następnie skorzystanie z metra ale ceny biletu jednodniowego (7,5€ na osobę) skutecznie ostudziły nasz zapał. Faktycznie, kilkugodzinne parkowanie w centrum miasta było bardziej opłacalne.
Pasaż Królewski św.Huberta

słodycze w pasażu (też)


Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od „pstryknięcia foci” Don Kichotowi i Sancho Pansie na Placu Hiszpańskim a potem poszliśmy na żywioł. Najpierw rzuciło nam się w oczy boczne wejście do Pasażu Królewskiego św.Huberta (Les Galeries Royales Saint-Hubert). Przyznajemy, bardzo wciągające miejsce, a jak do tego dorzucimy te wszystkie piękne witryny ze słodyczami belgijskimi (ze szczególnym uwzględnieniem czekolady w każdej postaci), to w ogóle można mieć spory problem z opuszczeniem tego miejsca. Dla porządku dodamy, że se setki gatunków belgijskiego piwa też tam potrafią wciągnąć, ale sobie odpuściliśmy – trzeba było jeszcze dotrzeć do brukselskiego Rynku czyli Grand-Place. Choć trudno jednoznacznie zdefiniować jego styl architektoniczny, miejsce kojarzy się głównie z gotykiem – a to dzięki Ratuszowi zbu- (a później odbu-) -dowanego w stylu gotyku brabanckiego, oraz Maison du Roi, ten akurat jest w stylu neogotyckim. Przy tych dwóch budynkach, pozostałe barokowe kamieniczki, choć również piękne, stanowią już tylko tło. Jako że trochę zgłodnieliśmy, cztery minuty pieszo od giełdy (Bourse de Bruxelles)
kawiarnia turecka prowadzona przez Syryjczyka oferująca słodycze wschodnie

gofry w kafejce

weszliśmy do kafejki z goframi. I to była jedyna brukselska część tej kawiarni, bo prowadził ją Syryjczyk serwujący, oprócz gofrów, głównie przysmaki cukiernicze tureckie i syryjskie. Tych ostatnich nie mogliśmy sobie odmówić i to była dobra decyzja. Słodycze nie były tak zalane syropem jak tureckie i często zaskakiwały smakiem.
Pomijając piwo i czekoladę, Belgia znana jest również z komiksów. Jeżeli ktoś nie ma czasu (jak my) na wizytę w muzeum komiksów, zawsze może nadrobić braki podziwiając przy okazji uliczne murale ze szlaku komiksów. W ten sposób zawędrowaliśmy do dzielnicy Sablon, gdzie w równym stopniu daliśmy się wciągnąć gotyckim witrażom kościoła (a jakże!) Notre-Dame du Sablon, ukwieconemu skwerowi le Petit Sablon, co targowi staroci nieopodal… Nie tylko zresztą targowi.
sklep z antykami - cudo!

sklep z antykami

Po drodze trafiliśmy bowiem na sprawiający wrażenie pierwszorzędnej rupieciarni sklep z antykami – fotograficzna gratka. W planach mieliśmy również jakieś muzea, ale dzikie tłumy wchodzące do szacownych budowli w okolicy Mont des Arts i Place Royale skutecznie nas odstręczyły. Dużo przyjemniejszy był spacer po świeżo zazielenionym Brukselskim Parku (Parc de Bruxelles). Ostatnim punktem programu była gotycka katedra świętych Michała i Guduli (Cathédrale des Saint-Michel-et-Gudule), gdzie razem z W. doszliśmy do jedynie słusznego wniosku, że nie ma siły: belgijscy rysownicy komiksów musieli się wzorować na gotyckich witrażach.
I na tym właściwie skończyły się przyjemności a pojawił się nasz przyjaciel Murphy. Po dotarciu do hotelu, w którym zarezerwowaliśmy pokój przez booking.com, okazało się że rezerwacja została anulowana podobno z powodu karty płatniczej a wolnych pokoi już nie było. Po paru(nastu) minutach potrzebnych na obniżenie ciśnienia zdecydowaliśmy potraktować Brukselę jak ona nas i pojechać od razu do Akwizgranu z nadzieją na możliwość przebukowanie hotelu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.