browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Santa Cruz de La Palma

do albumu zdjęć

Santa Cruz

Następny dzień postanowiliśmy spędzić trochę owocniej i świtkiem koło południa wyruszyliśmy w stronę Santa Cruz de La Palma – stolicy wyspy. Oczywiście mogliśmy poczekać na autobus, który dowiózł by nas tam w kilkanaście minut, ale spacery uczłowieczają. Są również dobre na kondycję i samopoczucie – przynajmniej W. – ale tym razem to Erynia ruszyła żwawym krokiem na północ i już po mniej niż półtorej godzinie zawarliśmy znajomość z Panią w drugim z istniejących na wyspie centrów informacji turystycznej. Była równie miła i kompetentna jak w poprzednim, tak że bez trudu poznaliśmy trasę którą powinniśmy przejść. Przeszliśmy! Właściwie do obejrzenia są dwie ulice z poprzecznymi przejściami oraz parę ciekawych miejsc.
wstęp do mojito

wstęp do mojito

Z ciekawostek zaczęliśmy od targowiska miejskiego, które choć małe oferowało większość rzeczy potrzebnych ludziom do życia. Nam zaoferowało sok ze świeżo wyciskanej trzciny cukrowej i zrobione na takimże soku mojito. Było nawet dobre, nie za słodkie chociaż smak trzciny zamaskował zarówno miętę jak i rum – W. to odpowiadało, nie lubi ani mięty ani alkoholu (Erynia: „nikt nie jest doskonały!”). Obejrzeliśmy również starą zabudowę wraz z jej balkonami. W porównaniu do Malty to nie było się w sumie czym zachwycać, chociaż Muzeum Insular było bardzo nastrojowe i bogate w przykłady przyrody ożywionej i nieożywionej.
wstęp do muzeum

wstęp do muzeum

Oprócz tej części były jeszcze wystawy malarstwa klasycznego i nowoczesnego, a do tego sam budynek dawnego klasztoru także miał swój nastrój. Podobnie leżący opodal Iglesia (kościół) Matriz de El Salvador z bardzo interesującym sufitem (w stylu Mudéjar) – o rzeźbach, malarstwie i witrażach nie zapomniawszy. W obu spędziliśmy tyle czasu, że nie zdążyliśmy do Muzeum Żeglarskiego (nazwa „morskie” niezupełnie tu by pasowała) w replice statku flagowego Krzysztofa Kolumba (W. replika wydawała się większa od oryginału, ale może mu się przewidziało).
wstęp do kościoła

wstęp do kościoła

Za to obejrzeliśmy Fort Santa Catalina, i co ważniejsze widoki z tegoż fortu, i wróciliśmy promenadą nadmorską wstąpiwszy na chwilę do restauracji na ośmiornicę marynowaną w occie i tinto de verano. O ile ośmiornica była ciekawa w smaku o tyle tinto składało się głównie z kostek lodu. Po tak miłym spacerze po mieście należało wracać do hotelu. Ponieważ komunikacja także nie umywa się do maltańskiej, to W. zasugerował również spacer w kierunku powrotnym. Inaczej musielibyśmy czekać na autobus jakieś 20 minut. Erynia nieopatrznie się zgodziła i już po pół godzinie autobus nas minął, a my mieliśmy jeszcze trochę ponad pół drogi do przejścia. Przeszliśmy! – przy czym Erynia doszła w stanie wskazującym na chęć jak najszybszego dotarcia do pokoju, a W. na poszukanie jeszcze ciekawych miejsc na wybrzeżu. W takim przypadku Erynia ruszyła do pokoju, a W. dalej hasać po klifach. Znalazł przy tym ciekawą zatoczkę do przetestowania pływackiego i interesujące skałki z dużą ilością krabów do obfotografowywania.
Erynia:
„Wy, którzy wybieracie się z W. na wakacje, zapomnijcie o zwykłych, piaszczystych plażach!”
„A może lepiej: Lasciate ogni speranza voi, ch’entrate?” (Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie)
W.:
„Powiedziałbym raczej »w to« niż »tu«, ale nie będę przerabiał Dantego” 😉
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.