browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Sewastopol, Eupatoria i Tarchankut

do galerii Picasa

Chersonez Taurydzki

Będąc na Krymie nie mogliśmy podarować sobie obejrzenia Chersonezu Taurydzkiego. W skrócie: to największe greckie ruiny na Krymie (tak, tak – nudy na pudy) leżące nad brzegiem morza w granicach administracyjnych Sewastopola. Całość wygląda dość podobnie do wykopalisk Dionu, tylko zamiast Olimpu, z każdego miejsca widać sobór św.Włodzimierza. Bo to w tym właśnie miejscu, w roku 988, kniaź Włodzimierz miał przyjąć chrzest, a następnie poślubić Annę – siostrę cesarza Bizancjum Bazylego II. Jednym z inicjatorów badań Chersonezu oraz twórcą muzeum był polski archeolog Karol Kościuszko-Waluszyński. Od kilku lat badania archeologiczne w południowej części Chersonezu prowadzą polscy archeolodzy z UAM. Jak już kogoś znudzą ruiny, może po prostu zejść na plażę i odpocząć… tyle tylko, że wstęp jest płatny a plaże – takie sobie. Już prawie wychodząc z ogrodzonego terenu Chersonezu W. zajrzał za budki z pamiątkami… i wszedł na teren starożytnego amfiteatru. Tak jak wszędzie, tak i tu pełno było turystów. Usatysfakcjonowani historią zebraliśmy się w sobie i ruszyliśmy na podbój Sewastopola.
do galerii Picasa

Sewastopol

Sewastopol został założony pod koniec XVIIIw. z inicjatywy Grigorija Potiomkina jako baza marynarki wojennej, twierdza i ważny port handlowy. Podczas wojny krymskiej było przez 11 miesięcy oblegane, a następnie zajęte przez siły koalicji brytyjsko-francusko-tureckiej. W czasie drugiej wojny światowej port został zdobyty przez wojska niemieckie i rumuńskie w lipcu 1942 roku, tym razem po 8-miesięcznym oblężeniu. Sewastopol został wyzwolony przez Armię Czerwoną w 1944 roku. W 1945 roku otrzymał tytuł „miasta-bohatera” ZSRR. Tyle encyklopedia. Dla nas to po prostu rosyjskie miasto na Krymie. Ten fakt, jakkolwiek z bólem serca, potwierdzają nawet Ukraińcy. Zresztą, miasto wraz z okolicą nie jest częścią Autonomii Krymskiej, a podlega bezpośrednio Prezydentowi Ukrainy. To tu, naprawdę poczuliśmy, że „dobry deń” jest jakoś nie na miejscu… Stara ale całkiem przyzwoicie zachowana architektura, brak bloków w centrum miasta, port wojenny, pomniki poświęcone bohaterom wojen krymskiej i II światowej, tow. Lenin na postumencie, stare cerkwie – ten misz-masz carsko-militarno-socjalistyczny składa się na całkiem spójną acz jedyną w swoim rodzaju całość.
do galerii Picasa

Eupatoria i Tarchankut

Ostatni „krymski” dzień spędziliśmy w Eupatorii. Już przy samym wjeździe do miasta przywitało nas kilkanaście charakterystycznych brązowych tablic, zachęcających do zwiedzenia miejscowych zabytków. A jest co zobaczyć. Stare Miasto podzielone jest na trzy kwartały: tatarski, ormiański, karaimski. Na małej przestrzeni, na sąsiednich ulicach możemy znaleźć prawosławny sobór, meczet, kenesę karaimską, łaźnie tureckie (na razie w stanie rozkładu), kościół ormiański, ruiny klasztoru tańczących derwiszów. Jest również polski ślad – w jednym z domów nocował Adam Mickiewicz. Na razie, w dom wmurowana jest tabliczka ze stosowną informacją w języku rosyjskim. W przyszłości ma tu powstać muzeum wieszcza. Sama architektura przypomina stare miasto Symferopola (to tam, gdzie strach się bać a narkomani napadają), ale tu wszystko jest sukcesywnie odnawiane a mieszkańcy zachęcają do wejścia i zwiedzenia. Do Eupatorii trafiliśmy w niedzielę i zastaliśmy otwarte biuro informacji turystycznej z pracownikiem władającym angielskim. Dostaliśmy mapkę z pełnym opisem i zdjęciami zabytków (po rosyjsku), mogliśmy podpiąć się (za darmo) pod wycieczkę po okolicy prowadzoną przez jednego z mieszkańców, za darmo wejść do zabytkowego meczetu i wysłuchać wykładu o jego historii jak również o historii islamu (po rosyjsku), za niewielką opłatą zwiedzić świeżo odnowiony kompleks karaimskich kenes. Na koniec zajrzeliśmy do restauracji „Drzewal”. Genialnie doprawiona szurpa na kjufte podana w glinianych naczyniach, bakłażany na ostro a do picia domowa lemoniada (dla kierowcy) a dla mnie dziwna, ale smaczna buza. Uprzejma obsługa. Poza kartą, na stole znalazł się album ze zdjęciami potraw a kelnerka cierpliwie objaśniała „szto eto takoje”. Mjodzio. Ta, egzotyką dla nas pachnąca, „knajpa” albo należy do muzułmanina albo nastawiona jest na klientów z krajów półksiężyca, bo wszystkie panie z obsługi odziane były od stóp do głów, a same głowy miały szczelnie zakryte chustami. Co kraj, to obyczaj… Po obiedzie pojechaliśmy do centrum miasta, skosztować wód mineralnych. W końcu Eupatoria to również sanatorium. I tu zrzedły nam miny: pracownik z wyraźną satysfakcją zamknął nam drzwi przed nosem, pokazując na tablicę z godzinami pracy. Była 14:01. Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że jesteśmy tu po raz pierwszy i być może ostatni. Niech mu ziemia lekką będzie.

baza nurkowa na cyplu - oczywiście z cerkwią.


 
Ostatnie chwile na Krymie spędziliśmy „rzucając” okiem i obiektywem na białe klify półwyspu Tarchankut. Ich urodę można porównać do klifów pod Dingle. Tyle tylko, że drogi nie takie i trawa jakby mniej zielona…
…ale za to można ponurkować!
Jest nawet baza nurkowa.
 
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.