Archiwum autorskie w.
Szkło i targowiska pod Palmą
Następnego dnia chmurki były mniejsze, ale były. Nie pozostało nam więc nic innego jak powtórnie narazić się na szok termiczny i pojechać znów na zachód. Tym razem wyjechaliśmy o 11:00, gdyż permanentnie niedospana Erynia ogłosiła dzień lenia. Niemniej jednak dała się zwlec z łóżka (o metodach wspominać nie będziemy) i pojechaliśmy oglądać kanaryjskie targowiska. Zanim jednak dotarliśmy do pierwszego, zaraz … Kontynuuj czytanie
Od Tazacorte do La Cumbrecita
Sala restauracyjna była „z widokiem na Teneryfę”. Tym razem jedząc śniadanie, widzieliśmy na horyzoncie ścianę deszczu. Lało na Teneryfie albo pomiędzy wyspami. Nad nami chmury. Tylko gdzieniegdzie nad oceanem widać było drobne przebłyski słońca. Jadąc na zachodnią stronę wyspy przejeżdża się tunelem pod granią kaldery. Na drugim końcu tunelu przywitało nas słońce i świeciło bez jednej … Kontynuuj czytanie
Sanktuarium Las Nieves i plaże
Na dzień następny Erynia zaplanowała powrót na północ, a po drodze drobny wyskok w bok do Sanktuarium Virgen de Las Nieves. To ostatnie indywidualnie zwiedzać można jedynie do południa, więc ustawiliśmy plany tak, by był to „pierwszy punkt programu”. I był! Co prawda figurka wygląda dosyć nieciekawie (widać jedynie twarz), a nawet na filmie pokazywanym w muzeum nie jest to … Kontynuuj czytanie
Na południe, do wulkanów i wina
Mimo raptem paru godzin snu zerwaliśmy się „prawie” rześcy, ale na pewno gotowi na drogę na południe, do Fuencaliente. Dalej na południe już się nie da, a na dodatek są tam słynne saliny i latarnia morska. O słynnych na całą wyspę winiarniach też zapomnieć nie można., a że przy okazji: w tamtym rejonie miała miejsce ostatnia na wyspie erupcja wulkanu … Kontynuuj czytanie
Los Tilos
No tak, skończyło się spanie, 7:30 i na śniadanie!, ale i tak na nasz start trasy PR LP 06 dotarliśmy około 10. W. chciał co prawda „zrobić” tę drogę w odwrotnym kierunku, ale mapa którą mieliśmy była tak dokładna (a innej nie udało nam się dostać, nawet w punkcie IT w Centrum Obsługi Turystów los Tilos), że w sumie poszliśmy „w lewo”, a nie … Kontynuuj czytanie
Roque de Los Muchachos
W poniedziałek od samego rana ruszyły przygotowania do zwiedzania wyspy. Zaczęliśmy od wypożyczenia samochodu, następnie Erynia wskazała trasę, którą W. wytyczył i już mieliśmy w nią ruszyć gdy okazało się, że jest drobny problem z GPS-em. Mianowicie W. przypadkiem przestawił go na język arabski. Powrót do „ludzkiego” alfabetu chwilę potrwał. Następnie okazało się, że GPS nie „widzi” wysp … Kontynuuj czytanie
Dzień lenia w Los Cancajos
Niedziela zaczęła się nudno – od znakomitego śniadania. Po czym napięcie rosło: W. zabrał Erynię na kameralną plażę w zatoczce, gdzie jak się później okazało, pływali miejscowi. Napięcie było związane z drogą do… tyleż malowniczą co momentami dającą popalić, zwłaszcza Erynii, u której z lekka uwidaczniał się lęk wysokości, na co dzień zresztą nieobecny. Jakoś te piargi nad kilku(nasto)metrową … Kontynuuj czytanie
Santa Cruz de La Palma
Następny dzień postanowiliśmy spędzić trochę owocniej i świtkiem koło południa wyruszyliśmy w stronę Santa Cruz de La Palma – stolicy wyspy. Oczywiście mogliśmy poczekać na autobus, który dowiózł by nas tam w kilkanaście minut, ale spacery uczłowieczają. Są również dobre na kondycję i samopoczucie – przynajmniej W. – ale tym razem to Erynia ruszyła żwawym krokiem na północ i już … Kontynuuj czytanie
Los Cancajos
Na Okęciu, już w hali odlotów zauważyliśmy grupę na smyczy, no dobra: na wielu jednakowych smyczach i z obrożami (no dobra, opaskami na rękach) – także wszystkie jednakowe z logiem „Lewiatan”. Nie wiemy czy to wycieczka zakładowa czy premia dla najlepszych, ale mimo smyczy zachowywali się tak, jak by się właśnie ze smyczy zerwali. Ledwo samolot wystartował, zaczęło się … Kontynuuj czytanie
Chłopu Palma Odbiła…
…a dokładnie rzecz biorąc La Palma i nie tylko Chłopu! Po wakacjach na Malcie, W. najwyraźniej „odbiła palma”, gdyż wkrótce po powrocie zażyczył sobie kolejnych wakacji na… innej ciepłej wyspie. Początkowo Erynia zlekceważyła Chłopa, sądząc że ten odpał jest odwracalny, a nas tradycyjnie poniesie na bliżej nieokreślony Wschód z uwzględnieniem szeroko pojętych Bałkanów. Niestety W. się zaparł, … Kontynuuj czytanie
Droga Kaszubska
Na sobotę Erynia zaplanowała Szwajcarię Kaszubską – 100 km w jedną, 100 km w drugą – drobiazg, nawet ładnie dało się ustawić trasę jadąc najpierw najdalej na północ do Garcza, a następnie Drogą Kaszubską na południe. Oczywiście „po drodze”, w Węsiorach nad jeziorem Długim, odwiedziliśmy tajemnicze kręgi kamienne oraz kurhany przypisywane Gotom, ale któż to wie?!? W. nie czuł przy kamieniach … Kontynuuj czytanie
Chojnice i Człuchów
Dalej nie przeszło już tak ulgowo. W końcu trzeba było coś w okolicy zobaczyć. Padło na Chojnice. Kiedyś jedna z większych twierdz zachodniej granicy państwa krzyżackiego dzisiaj także nie najmniejsze miasteczko. Z murów co nieco zostało i baszt też parę, a do tego nastawienie do turystów było więcej niż wzorowe. Za zgodą obsługi zaparkowaliśmy przy stacji benzynowej i po kilkudziesięciu metrach dotarliśmy … Kontynuuj czytanie
Sery, ryby, jagody i obżarstwo
Kolejny dzień minął nam pod znakiem obżarstwa. Jeszcze w domu Erynia wyszukała Kaszubską Kozę w Robaczkowie. Jest to gospodarstwo produkujące kozie sery i powiedzmy sobie szczerze, Kaszubska Koza nie potrzebuje naszej reklamy – te sery regularnie zdobywają nagrody w konkursach gastronomicznych i rankingach slow food, a większość produktu ląduje bezpośrednio w kuchniach lepszych (a na pewno droższych) polskich restauracji w całym kraju. Na nasze … Kontynuuj czytanie
Parszczenica roboczo
Znów trafił nam się dłuższy weekend, którego rzecz jasna nie mogliśmy nie wykorzystać. Wybór padł na Kaszuby i Parszczenicę, gdzie mamy już stałe zaproszenie. Tym razem Erynii nie bolało gardło ale, jak mawiają, natura próżni nie znosi, a „klątwa Parszczenicy”, zamiast ordnungu, muss sein. W sobotę wieczorem zadzwonił Gospodarz z dobrą i złą wiadomością: są już grzyby i szlag trafił pompę … Kontynuuj czytanie
Okolice Solca – powodzenia i niepowodzenia
Następnego dnia ustawiliśmy ostatnie zabiegi tak wcześnie by po zabiegach móc pojechać na zwiedzanie okolicy. Tym razem trasę wymyślał W., Erynia jedynie zażyczyła sobie serów z Farmy Jaga. No to poszło. Najpierw były Bejsce z kościołem, w którym „niejacy” Firleje ufundowali piękną kaplicę. Kaplica była akurat w renowacji, ale grupa konserwatorów zwróciła nam uwagę na trzynastowieczne freski właśnie odrestaurowane … Kontynuuj czytanie
Szydłów i Kurozwęki
Po południu, po zabiegach, wyskoczyliśmy do Szydłowa, nazywanego mocno na wyrost „polskim Carcassonne”. Jedna brama, resztki czegoś co nawet na zamek nie wygląda, szczątkowa fosa i kilometr murów, kilka kościołów, z czego jeden w ruinie, oraz synagoga to trochę za mało by porównać mieścinę, którą można obejść spacerkiem w niecałą godzinę, do francuskiej twierdzy. Same mury wyglądają bardzo przyjemnie, … Kontynuuj czytanie
Dzień (i pół) SPA
Niedzielę postanowiliśmy uczynić dniem SPA. (z łaciny: „Sanus Per Aquam”, czyli „zdrowy dzięki wodzie”) Ale, jak zwykle u nas ta „woda” to nie do końca, i nie tylko, była woda. Zaczęliśmy jak co dzień od kąpieli borowinowej w Malinowym Raju – W. z każdym dniem lepiej rozumie świnie taplające się w błotku. Następnie odwiedziliśmy lekarza-konsultanta, który zezwolił nam na … Kontynuuj czytanie
Zalipie i Nowy Korczyn
By jednak kuracja tak całkiem nie przeszła nam obok nosa, rankiem dnia następnego dotarliśmy do basenów mineralnych i przystąpiliśmy do działań leczniczych. Zaczęliśmy od kąpieli borowinowych, całe piętnaście minut w za krótkiej i zbyt wąskiej wannie. Zakup i montaż tych wanien (według W.) był wybitnie bez pomyślunku. W sumie ta opinia nie zdziwiła Erynii – Chłop do mikrych chucher nie … Kontynuuj czytanie
Ćmielów i Święty Krzyż
Ostatnie przeboje z eryninymi kolanami sprawiły, że postanowiliśmy pobawić się przez chwilę w kuracjuszy i pomoczyć się w leczniczych wodach. W., narzekający ostatnio na kręgosłup i kontuzję nadgarstka, wyjątkowo nie protestował. Starość, nie radość. Nasz wybór padł na Solec-Zdrój, z najsilniejszymi w Polsce (o ile nie w Europie) źródłami siarkowymi. Do Solca-Zdroju dotarliśmy późnym wieczorem więc zdążyliśmy się tylko zakwaterować w pensjonacie Relax, a pierwsze wrażenia … Kontynuuj czytanie
Tokaj i Sárospatak
Droga przez Rumunię i Węgry była leniwa, na granicy też prawie dwie godziny nudy, za to odrobinę adrenaliny dała nam jazda w deszczu po autostradzie węgierskiej, gdzie uprzejmy TIRowiec dając znaki światłami awaryjnymi zasugerował nam rezygnację z wyprzedzania, ponieważ pół lewego pasa zajmował rozbity ledwie co samochód osobowy. Reszta trasy przebiegła spokojne, choć Erynia coś mruczała o ciepełku miejscowym. … Kontynuuj czytanie

