browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Wolin i Międzyzdroje

do galerii Picasa

Wolin i Miedzyzdroje

Poniedziałek przeznaczyliśmy na dojazd i zakwaterowanie. W., pomny opinii znajomego, postanowił, że pojedziemy przez Niemcy i w pięć godzin udało nam się dojechać z Wrocławia przez obwodnicę Berlina do Domu św.Józefa w Szczecinie. Trochę daleko od centrum ale cicho, w miarę tanio i z restauracją. Czego nam więcej trzeba? Na początek zjedliśmy ruskie pierogi i poszliśmy obejrzeć pobliski kościół – W. zarobił w oczach recepcjonistki. Może i nie jest to kościół zbyt stary i bogaty ale oświetlenie i prostota buduje specyficzny klimat. Po obejrzeniu kościoła obeszliśmy jego okolice przyglądając się nowemu osiedlu na Golęcinie oraz obeszliśmy górkę by trochę rozgimnastykować nogi po długiej jeździe. W końcu nie wiadomo do czego nam się jeszcze przydadzą.
I przydały się bo pojawił się pomysł, może i wariacki ale „dlaczego nie pojechać by nad morze?!”. W końcu byliśmy w tym roku nad Morzem CzarnymŚródziemnym, to dlaczego mamy sobie odmówić Bałtyku? Po drodze nad morze W. zahaczył o Wolin. Pierwszym przystankiem była skansenopodobna osada Wikingów. Po sezonie niby zamknięta ale przez otwartą bramę i bez opłat można w niej było obejrzeć z zewnątrz umocnienia i domy (niektóre dało się obejrzeć i w środku). Po ‚wiosce na wyspie’ W. skierował nas do Muzeum Regionalnego. I tu pocałowaliśmy klamkę, której, mimo że teoretycznie powinna być otwarta, nie udało się nam otworzyć. Jednak dzięki inwencji Erynii i bezczelności W. udało nam się je zwiedzić. Po prostu weszliśmy do sekretariatu burmistrza a jego sekretarka pomogła nam znaleźć odpowiedniego pracownika muzeum, który otworzył drzwi. Muzeum nie opisujemy bo w jego opisie W. nie może być obiektywny. W 1980r. z Francuzem – Olkiem (cywilnie: Alexandre) – pracował na wykopaliskach na Wolinie, mieszkając w pokojach gościnnych tegoż muzeum. Muzeum trochę się zmieniło, Polska i Wolin również a Alexandre Farnoux został profesorem…
{z tym okresem – było to w lipcu 1980r. – wiążą się W. humorystyczne wspomnienia, gdy usiłował Olkowi „wytłumaczyć polski socjalizm”. Do końca, i do dzisiaj, nie wie czy mu się udało.}
1980Wolin001a_1

‚wykopki’ na Wolinie i w Międzyzdrojach z Olkiem [1980r.]

W każdym razie zarówno Muzeum jak i miasto należy zobaczyć, jest tego warte. Zresztą nie tylko miasto, okolice również. Aby nie być gołosłownym, odwiedziliśmy również plażę przy Wzgórzu Wisielców oraz pobliskie cmentarzysko kurhanowe.

z klifu na Bałtyk

Po Wolinie przyszedł czas na morze. Pierwszym punktem był punkt widokowy Gosań. Klif robi wrażenie swoją wysokością, ludzie na plaży są malutcy, ale nie przeraża bo spadek nie jest zbyt ostry. Na szczycie są pozostałości budowli betonowych nie opisanych na tablicach, choć wyglądają jak stare bunkry. Na ten raz był to najdalszy punkt trasy, wróciliśmy więc do Międzyzdrojów. Uwielbiamy kurorty po sezonie – szczególnie gdy pozostają kurortami a nie wymarłą wsią. Tego kurortu nie można nazwać ani wymarłym ani wsią, z przyjemnością więc zwiedziliśmy najpierw Muzeum Przyrodnicze Wolińskiego Parku Narodowego, które trochę przypominało nam Muzeum Delty Dunaju – niestety mieliśmy jedynie pół godziny, ale i tak potrafiło nas zachwycić. Następnie przeszliśmy się w kierunku promenady nadmorskiej i molo, starając się nie deptać po odciskach rąk aktorów i reżyserów. Po spacerze po plaży, tym razem W. zasugerował jakieś małe co nieco, wstąpiliśmy więc do restauracji Neptun na ryby z pieca. Były bardzo dobre aczkolwiek możliwe, że w piecu pozostała odrobina oleju…
W trakcie posiłku Erynia zauważyła, że we wszystkich tegorocznych morzach moczyliśmy co najmniej nogi, więc byłoby głupio nie zrobić tego w Bałtyku. Aby nie było głupio, poszliśmy raz jeszcze na plażę i z drobnymi okrzykami – nazwijmy to – radości, zamoczyliśmy nogi w wodzie morskiej. Była zimniejsza niż Atlantyk w marcu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.