browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Węgry

degustacje 1 stycznia

Poranek zaczął się niezbyt wcześnie za to miło, śniadanie podobne do wczorajszego zaspokoiło nasze potrzeby smakowo-żywieniowe, należało więc ruszyć po kolejne doznania. Po zakupieniu zaległego wina w piwnicy Ősi postanowiliśmy posmakować deserów w Hétfogás Fogadó. Erynia zoczyła je podczas obiadu, ale miejsca już na nie nie starczyło. Tym razem, i owszem, starczyło. Zamówiliśmy trzy desery o wdzięcznych nazwach: „Winny pocałunek”, „Zabawny pomysł” i „Kasztanowe pure”. „Winny pocałunek” był ciastem (chyba) … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Szigetvár i Pécs (Pecz)

Na początek musimy opisać śniadanie przygotowane przez Gospodarza. Bo to było Śniadanie(!) – nie do przejedzenia. Cztery typy kiełbasy (w tym dwa rodzaje salami) i ser. Do tego jajecznica na kiełbasie posypana słodką papryką (chyba z 8 jaj, no dobrze – może z 6), pomidory i (rzecz jasna) papryka, herbatki do wyboru i dwa typy chleba: jasny i ciemny. Pojedliśmy do rozpuku, nie dając rady serkowi i kiełbasom, choć były wyśmienite. Po śniadaniu uzgodniliśmy … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Villány

Na skutek zmian organizacyjnych w firmie, od kilku miesięcy Erynia bywała gościem w swoim domu. Coraz częściej przy tym powtarzała, że nadaje się już tylko do sanatorium (w domu wariatów już jest stałym bywalcem) oraz że na trzeźwo tej pracy nie zniesie. Zrozumiałym więc było, że gdy udało jej się przypadkiem wyrwać kilka wolnych dni, wybór padł na krainę Bratanków. Wyjechaliśmy, tym razem, późno (tak około 5:45) bo W. doszedł do wniosku, że przy temperaturze dochodzącej … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Wspomnienia o bazarach [1]

Wspomnienia o bazarach [1]”,”  Natchniona jednym z blogów Erynia zaczęła wspominać… „Szaroburonijaki” listopad nadchodzi, nasza karoca wzięła zwolnienie lekarskie i, po kontaktach z Turcją, ratuje zdrowie kolejno u elektryka i mechanika, a ja myślami wracam w cieplejsze strony. Targowiska i bazary to temat-rzeka. Niby to samo, ale każde miejsce wywołuje inne wspomnienia. Na pierwszym miejscu stawiam mały, kameralny, tatarski targ w Starym Krymie, gdzie można było zaopatrzyć się w owoce, … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Oradea i Tokaj

Kolejny przystanek zaplanowaliśmy w Oradei, gdzie spotkaliśmy się z Bratem Erynii. W Oradei mieszają się nacje rumuńska z węgierską co jest słyszalne na ulicy oraz widoczne w kartach restauracyjnych. Miasto znane jest z secesyjnej architektury. Przyznajemy, że nas zachwyciła i to pomimo dużej ilości remontów. Trzeba tam będzie wrócić za jakieś 3 do 5 lat i pozachwycać się jeszcze bardziej. Inny rodzaj zachwytu przeżyliśmy w restauracji Cyrano (kuchnia rzecz jasna rumuńska i węgierska), … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

droga do Gruzji

Zaczęło się, jak zwykle, niewinnie. Przeglądając oferty tanich lotów Erynia stwierdziła „O! Tani lot do Kutaisi, w Gruzji — tam nas jeszcze nie było”. No tak, pomyślał W., jak by się wykręcić — „No dobrze, możemy jechać do Gruzji, ale samochodem”. Nie dało rady, zafiksowana na Gruzję Erynia przełknęła nawet i tę drobną niedogodność (tak około 3000km w jedną stronę), szczególnie że W. „nieopatrznie” użył argumentu o możliwości przewiezienia większej ilości … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

jaskinia Baradla

Dzień zaczęliśmy dość wczesnym śniadaniem tak by wyjechać z Tokaju ok.9. i skierowaliśmy się do kompleksu jaskiń Baradla w Narodowym Parku Aggtelek leżących na granicy Węgier i Słowacji. Po stronie słowackiej jaskinie nazywają się Domica. Trochę zamieszania było z ich znalezieniem bo strzałki były niejednoznaczne. Jak później się okazało jaskinia ma parę wejść i wyjść, a drogowskazy prowadziły do wszystkich. W sumie trafiliśmy na wejście bliższe Jósvafő gdzie miły Węgier … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Od Tura do Tokaju

Po wymeldowaniu się z hoteliku wybraliśmy się do Patriciusa przy Bodrogkisfalud. Po drodze wstąpiliśmy do pałacu rodziny Schossberger w Tura, który jest co prawda w opłakanym stanie, ale po restauracji może stać się perełką wśród zamków w pobliżu Budapesztu. A jak jeszcze odkryliby w pobliżu źródła lecznicze… 😉 Przy okazji: ściany pałacu wyklejone były zdjęciami popularnej aktorki Angeliny J. oraz równie znanego aktora Brada P. Po powrocie do domu znaleźliśmy przyczynę. Wygląda … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Gödöllő – Pałac Sisi

W Gödöllő nie udało nam się znaleźć hostelu wyszukanego w internecie, zamieszkaliśmy więc w pobliskim (do tamtego adresu) Panzio (nomen omen) Nora. W recepcji panował język węgierski. Ponieważ jednak dostępna była sieć internetowa to porozmawialiśmy przez Google-Translatora, dało się nawet uzgodnić jadłospis na śniadanie. Pokój był wyposażony w minitoaleto-łazienkę 0.8×1,6m (kiedy On to mierzył?!), z prysznicem pamiętającym lata 60 – wysoki drąg z sitkiem. Wyposażenie pokoju było za to imponujące – składowisko gratów … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Szentendre i skansen

Po opuszczeniu Wyszehradu drogą wzdłuż rzeki dotarliśmy do Szentendre. Miasteczko urokliwe, rzadko który dom ma więcej niż dwa piętra, uliczki w centrum wąskie kręte i wyłożone kostką brukową, klimatem przypomina Kazimierz Dolny. Okres „przed sezonem” było „widać i czuć” wokół, ale nie przeszkodziło nam to specjalnie w oglądaniu architektury. Bardzo ciekawe były również sklepy z ceramiką. Rzadko gdzie można by znaleźć tak urokliwe wyroby z klasą, na dodatek wykonane ręcznie. … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

dwie stolice Węgier

Przyszedł w końcu czas opuścić Budapeszt drogą przez mękę. Drogę przez mękę zafundowaliśmy sobie sami, zanadto zawierzając GPS-owi. Mimo godzin porannych, ok.10. poruszaliśmy się żółwim tempem – od świateł do świateł. O zielonej fali tutaj też nie słyszeli. Mimo to o w miarę przyzwoitej porze dotarliśmy do Ostrzyhomia (węg. Esztergom) pierwszej stolicy Węgier i miejsca znaczącego w biografiach wielu węgierskich świętych. Za encyklopedią: Jedno z najstarszych miast na Węgrzech; zostało … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Budapeszt

Wyjechaliśmy z domu około 1:50 bo W. nie lubi jeździć w dzień. Na Słowacji lało – i to chyba od dawna, bo wiele pól stało pod wodą – i dlatego nie wstąpiliśmy do Vac, tylko od razu pojechaliśmy do Budapesztu. Budapest Hostel przywitał nas wymeldowującą się polską wycieczką. Miła Pani recepcjonistka mówiąca głównie po niemiecku, oprócz węgierskiego oczywiście, poprosiła o pomoc „młodszą siłę”, która potrafiła porozumiewać się po angielsku. Ta „siła” przekazała nam wiele ciekawych informacji. … Kontynuuj czytanie »

6 komentarzy

Szeged

      Jakiś czas temu postanowiliśmy (czytaj: Erynia zarządziła), że będziemy zatrzymywać się na chwilę w miejscach, które do tej pory omijaliśmy. W myśl tej zasady, kierując się na Bałkany zahaczyliśmy o Szeged (Segedyn). Miasto zdawało nam się interesujące zarówno kulinarnie jak i architektonicznie.   Kulinarnie, bo miasto to nazywane jest stolicą węgierskich: papryki i salami. (Stolica stolicą, ale nawet tutaj, ani na targu, ani nawet w muzeum papryki … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Eger

No i znowu nie pospaliśmy. Pobudka na tyle wcześnie by zdążyć na otwarcie restauracji o 7., obfite, i smaczne!, śniadanie, spakować się i w drogę. Po opisanych wcześniej przypadkach z synagogą i kościołem ruszyliśmy dalej w drogę do Egeru. W. wymyślił drogę przez Góry Bukowe. Piękna droga przez piękne lasy, nie wiadomo dlaczego Erynia nie chciała prowadzić – takie urocze serpentyny… Nie zatrzymaliśmy się przy jaskiniach w Lillafüred, chociaż były otwarte i w miarę szybko dotarliśmy do Egeru. Miasto … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Miszkolc i okolice

Poranek rozpoczął się rozkosznym śniadankiem w Hotelu Kitty – karnet wykupiliśmy przy zapłacie za pokój. Planowaliśmy pojechać z samego rana do Lillafüred, po drodze wstępując na targ. Targ był świetny, dobrze zorganizowany. Może nie wszystko tam było, czego człowiek mógł się spodziewać – nie znaleźliśmy serów – ale wybór był i tak duży. Rzodkiewki wielkości buraka! I wina w paru miejscach, kiełbaski też – czyli wszystko czego W. potrzebuje … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Miszkolc( i )tapolca

Do Miszkolca dotarliśmy już bez większych przygód. Na miejscu zaskoczyły nas wszechobecne parkomaty. Nie mając drobnych, zostawiliśmy nieofrankowany samochód na remontowanej i zamkniętej dla ruchu ulicy i poszliśmy do informacji turystycznej. Tam dwie przemiłe Panie, po angielsku, zaspokoiły wszelkie nasze potrzeby informacyjne. Po powrocie zastaliśmy samochód cały i zdrowy więc by nie kusić licha od razu pojechaliśmy za namową Pań z Informacji Turystycznej do Miszkolc-Tapolca, gdzie w Várhegy Panzió znaleźliśmy dosyć tani nocleg. Pani … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Zamek na Szczęśliwej Skale

Dzień drugi rozpoczął się, dzikim świtem około siódmej. Po lekkim śniadaniu opuściliśmy Koszyce. Trasa zapowiadała się spokojnie, niebo niebieskie, chmurek kilka – i gdyby nie zimny północny wiatr byłoby uroczo. I tu nagle, parę kilometrów za granicą (winieta 10dni/12,5€), W. zjechał z trasy na Miszkolc – oczywiście musiał wymyślić jakąś niespodziewajkę. Po kilkunastu kilometrach sprawa się wyjaśniła. Poczytał relację o Morelowej Warowni i postanowił obejrzeć zamek na skale … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Puszta i Eger

Ostatnie wakacyjne wspomnienia wiążą się z Węgrami. Tym razem wybraliśmy drogę przez Pusztę. Przyczyna znana: bo-tam-nas-jeszcze- nie-widzieli. Wybaczcie bracia Madziarzy – po szalonych krajobrazach krymsko-rumuńskich, puszta wydała nam się płaska i… nieco nudna. :oops:, ale może to tylko pozory, w końcu podziwialiśmy tylko widoki z drogi, a na dodatek wczesną jesienią, gdy ptaki już tak nie szalały. Spotkaliśmy za to ciekawe okazy owiec – z prostymi rogami! Trzeba tam będzie pojechać i przyjrzeć … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Tokaj

Erynia jednak nie byłaby sobą gdyby czegoś nie wyszukała. Tak było i tym razem, patrząc na mapę trasy niewinnie spytała „a może zamiast jechać przez Debreczyn wstąpimy do Tokaju?” Czemu nie, W. przestawił GPSa i po stu-paru kilometrach dojechaliśmy. „Być w Tokaju i nie zwiedzić piwnic, to jak być w Rzymie i…” więc, po konsultacji w informacji turystycznej wynajęliśmy kwaterę blisko centrum. Kwatera za 8000 Ft zaoferowała nam standard najwyższy z pośród odwiedzonych w ramach tych wakacji. … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz