Węgry
Tokaj i Sárospatak
Droga przez Rumunię i Węgry była leniwa, na granicy też prawie dwie godziny nudy, za to odrobinę adrenaliny dała nam jazda w deszczu po autostradzie węgierskiej, gdzie uprzejmy TIRowiec dając znaki światłami awaryjnymi zasugerował nam rezygnację z wyprzedzania, ponieważ pół lewego pasa zajmował rozbity ledwie co samochód osobowy. Reszta trasy przebiegła spokojne, choć Erynia coś mruczała o ciepełku miejscowym. … Kontynuuj czytanie
powrót przez Galati, Bicaz i Rátkę
Następny dzień miał być dniem przejazdu przez całą Rumunię z noclegiem na Węgrzech. Oczywiście „po drodze” postanowiliśmy z obejrzeć wąwóz Bicaz. By mieć czas na wszystko, wyjechaliśmy w miarę wcześnie. Droga była wygodna i malownicza (aczkolwiek miejscami z dziurami i ekipami je reperującymi – 1 maja!?!), i przez tę jej malowniczość z godziny na godzinę łapaliśmy opóźnienie. Erynia, zachwycona Rumunią, co rusz sugerowała … Kontynuuj czytanie
Siklós i Harkány
Na ostatni dzień zwiedzania okolic Villány wybraliśmy Siklós z jego zamkiem. Dojazd zajął nam kilkanaście minut. Zamek, a właściwie, zdaniem W., pałac na podbudowie zamkowej, jest jeszcze w renowacji (400000000Huf w ramach programu Unijnego + fundusz norweski), ale już robi wrażenie. Może wyposażenie nie poraża ilością i zbytkiem, ale i tak zamek jest godny uwagi. Zarówno przygotowane pomieszczenia jak i widoki z blanek … Kontynuuj czytanie
degustacje 1 stycznia
Poranek zaczął się niezbyt wcześnie za to miło, śniadanie podobne do wczorajszego zaspokoiło nasze potrzeby smakowo-żywieniowe, należało więc ruszyć po kolejne doznania. Po zakupieniu zaległego wina w piwnicy Ősi postanowiliśmy posmakować deserów w Hétfogás Fogadó. Erynia zoczyła je podczas obiadu, ale miejsca już na nie nie starczyło. Tym razem, i owszem, starczyło. Zamówiliśmy trzy desery o wdzięcznych nazwach: „Winny … Kontynuuj czytanie
Szigetvár i Pécs (Pecz)
Na początek musimy opisać śniadanie przygotowane przez Gospodarza. Bo to było Śniadanie(!) – nie do przejedzenia. Cztery typy kiełbasy (w tym dwa rodzaje salami) i ser. Do tego jajecznica na kiełbasie posypana słodką papryką (chyba z 8 jaj, no dobrze – może z 6), pomidory i (rzecz jasna) papryka, herbatki do wyboru i dwa typy chleba: jasny i ciemny. Pojedliśmy do rozpuku, … Kontynuuj czytanie
Villány
Na skutek zmian organizacyjnych w firmie, od kilku miesięcy Erynia bywała gościem w swoim domu. Coraz częściej przy tym powtarzała, że nadaje się już tylko do sanatorium (w domu wariatów już jest stałym bywalcem) oraz że na trzeźwo tej pracy nie zniesie. Zrozumhttps://www.eryniawtrasie.eu/14681iałym więc było, że gdy udało jej się przypadkiem wyrwać kilka wolnych dni, wybór padł na … Kontynuuj czytanie
Wspomnienia o bazarach [1]
Natchniona jednym z blogów Erynia zaczęła wspominać… „Szaroburonijaki” listopad nadchodzi, nasza karoca wzięła zwolnienie lekarskie i, po kontaktach z Turcją, ratuje zdrowie kolejno u elektryka i mechanika, a ja myślami wracam w cieplejsze strony. Targowiska i bazary to temat-rzeka. Niby to samo, ale każde miejsce wywołuje inne wspomnienia. Na pierwszym miejscu stawiam mały, kameralny, tatarski targ w Starym Krymie, gdzie można było zaopatrzyć … Kontynuuj czytanie
Oradea i Tokaj
Kolejny przystanek zaplanowaliśmy w Oradei, gdzie spotkaliśmy się z Bratem Erynii. W Oradei mieszają się nacje rumuńska z węgierską co jest słyszalne na ulicy oraz widoczne w kartach restauracyjnych. Miasto znane jest z secesyjnej architektury. Przyznajemy, że nas zachwyciła i to pomimo dużej ilości remontów. Trzeba tam będzie wrócić za jakieś 3 do 5 lat i pozachwycać się jeszcze bardziej. Inny rodzaj zachwytu … Kontynuuj czytanie
droga do Gruzji
Zaczęło się, jak zwykle, niewinnie. Przeglądając oferty tanich lotów Erynia stwierdziła „O! Tani lot do Kutaisi, w Gruzji — tam nas jeszcze nie było”. No tak, pomyślał W., jak by się wykręcić — „No dobrze, możemy jechać do Gruzji, ale samochodem”. Nie dało rady, zafiksowana na Gruzję Erynia przełknęła nawet i tę drobną niedogodność (tak około 3000km w jedną stronę), … Kontynuuj czytanie
jaskinia Baradla
Dzień zaczęliśmy dość wczesnym śniadaniem tak by wyjechać z Tokaju około 9. i skierowaliśmy się do kompleksu jaskiń Baradla w Narodowym Parku Aggtelek leżących na granicy Węgier i Słowacji. Po stronie słowackiej jaskinie nazywają się Domica. Trochę zamieszania było z ich znalezieniem bo strzałki były niejednoznaczne. Jak później się okazało jaskinia ma parę wejść i wyjść, a drogowskazy prowadziły do wszystkich. W sumie trafiliśmy … Kontynuuj czytanie
Od Tura do Tokaju
Po wymeldowaniu się z hoteliku wybraliśmy się do Patriciusa przy Bodrogkisfalud. Po drodze wstąpiliśmy do pałacu rodziny Schossberger w Tura, który jest co prawda w opłakanym stanie, ale po restauracji może stać się perełką wśród zamków w pobliżu Budapesztu. A jak jeszcze odkryliby w pobliżu źródła lecznicze… 😉 Przy okazji: ściany pałacu wyklejone były zdjęciami popularnej aktorki Angeliny J. oraz równie … Kontynuuj czytanie
Gödöllő – Pałac Sisi
W Gödöllő nie udało nam się znaleźć hostelu wyszukanego w internecie, zamieszkaliśmy więc w pobliskim (do tamtego adresu) Panzio (nomen omen) Nora. W recepcji panował język węgierski. Ponieważ jednak dostępna była sieć internetowa to porozmawialiśmy przez Google-Translatora, dało się nawet uzgodnić jadłospis na śniadanie. Pokój był wyposażony w minitoaleto-łazienkę 0.8×1,6m (kiedy On to mierzył?!), z prysznicem pamiętającym lata 60 – wysoki drąg … Kontynuuj czytanie
Szentendre i skansen
Po opuszczeniu Wyszehradu drogą wzdłuż rzeki dotarliśmy do Szentendre. Miasteczko urokliwe, rzadko który dom ma więcej niż dwa piętra, uliczki w centrum wąskie kręte i wyłożone kostką brukową, klimatem przypomina Kazimierz Dolny. Okres „przed sezonem” było „widać i czuć” wokół, ale nie przeszkodziło nam to specjalnie w oglądaniu architektury. Bardzo ciekawe były również sklepy z ceramiką. Rzadko gdzie można by … Kontynuuj czytanie
dwie stolice Węgier
Przyszedł w końcu czas opuścić Budapeszt drogą przez mękę. Drogę przez mękę zafundowaliśmy sobie sami, zanadto zawierzając GPS-owi. Mimo godzin porannych, ok.10. poruszaliśmy się żółwim tempem – od świateł do świateł. O zielonej fali tutaj też nie słyszeli. Mimo to o w miarę przyzwoitej porze dotarliśmy do Ostrzyhomia (węg. Esztergom) pierwszej stolicy Węgier i miejsca znaczącego w biografiach wielu węgierskich świętych. Za … Kontynuuj czytanie
Budapeszt
Wyjechaliśmy z domu około 1:50 bo W. nie lubi jeździć w dzień. Na Słowacji lało – i to chyba od dawna, bo wiele pól stało pod wodą – i dlatego nie wstąpiliśmy do Vac, tylko od razu pojechaliśmy do Budapesztu. Budapest Hostel przywitał nas wymeldowującą się polską wycieczką. Miła Pani recepcjonistka mówiąca głównie po niemiecku, oprócz węgierskiego oczywiście, poprosiła o pomoc „młodszą … Kontynuuj czytanie
Szeged
Jakiś czas temu postanowiliśmy (czytaj: Erynia zarządziła), że będziemy zatrzymywać się na chwilę w miejscach, które do tej pory omijaliśmy. W myśl tej zasady, kierując się na Bałkany zahaczyliśmy o Szeged (Segedyn). Miasto zdawało nam się interesujące zarówno kulinarnie jak i architektonicznie. Kulinarnie, bo miasto to nazywane jest stolicą węgierskich: papryki i salami. (Stolica stolicą, ale … Kontynuuj czytanie
Eger
No i znowu nie pospaliśmy. Pobudka na tyle wcześnie by zdążyć na otwarcie restauracji o 7., obfite, i smaczne!, śniadanie, spakować się i w drogę. Po opisanych wcześniej przypadkach z synagogą i kościołem ruszyliśmy dalej w drogę do Egeru. W. wymyślił drogę przez Góry Bukowe. Piękna droga przez piękne lasy, nie wiadomo dlaczego Erynia nie chciała prowadzić – takie urocze serpentyny… Nie zatrzymaliśmy … Kontynuuj czytanie
Miszkolc i okolice
Poranek rozpoczął się rozkosznym śniadankiem w Hotelu Kitty – karnet wykupiliśmy przy zapłacie za pokój. Planowaliśmy pojechać z samego rana do Lillafüred, po drodze wstępując na targ. Targ był świetny, dobrze zorganizowany. Może nie wszystko tam było, czego człowiek mógł się spodziewać – nie znaleźliśmy serów – ale wybór był i tak duży. Rzodkiewki wielkości buraka! I wina w paru … Kontynuuj czytanie
Miszkolc( i )tapolca
Do Miszkolca dotarliśmy już bez większych przygód. Na miejscu zaskoczyły nas wszechobecne parkomaty. Nie mając drobnych, zostawiliśmy nieofrankowany samochód na remontowanej i zamkniętej dla ruchu ulicy i poszliśmy do informacji turystycznej. Tam dwie przemiłe Panie, po angielsku, zaspokoiły wszelkie nasze potrzeby informacyjne. Po powrocie zastaliśmy samochód cały i zdrowy więc by nie kusić licha od razu pojechaliśmy za … Kontynuuj czytanie
Zamek na Szczęśliwej Skale
Dzień drugi rozpoczął się, dzikim świtem około siódmej. Po lekkim śniadaniu opuściliśmy Koszyce. Trasa zapowiadała się spokojnie, niebo niebieskie, chmurek kilka – i gdyby nie zimny północny wiatr byłoby uroczo. I tu nagle, parę kilometrów za granicą (winieta 10dni/12,5€), W. zjechał z trasy na Miszkolc – oczywiście musiał wymyślić jakąś niespodziewajkę. Po kilkunastu kilometrach sprawa się wyjaśniła. Poczytał relację … Kontynuuj czytanie

