fortyfikacje
Gozo: Victoria (Rabat)
Po tygodniu zwiedzania Malty, przeszliśmy płynnie w zwiedzanie drugiej z wysp – Gozo. Mniejszej, spokojniejszej, z autobusami jeżdżącymi punktualnie i (ponoć) lepszym jedzeniem. Spod samego hotelu autobus zawiózł nas do portu promowego w Ċirkewwa – dwadzieścia parę kilometrów w około półtorej godziny – gdzie prawie z biegu weszliśmy na prom. Panuje tu bardzo ciekawy zwyczaj, płaci się tylko za prom z Gozo na … Kontynuuj czytanie
Trzy Miasta
…a właściwie tylko jedno z trzech, Birgu zwane także, z włoska, Vittoriosą. Miasto to, leżące na cyplu pomiędzy Kalkarą, a Sengleą, zauroczyło nas swoimi wąskimi, urokliwymi uliczkami. Dodatkowo port i marina jachtowa oraz plaża z widokiem na Valettę, a nade wszystko cisza i spokój. Co do tej ciszy i spokoju to zdania były podzielone, gdyż z jednej strony przyczynił się do nich podwójny Dzień … Kontynuuj czytanie
Megality Malty
W kierunku błękitnej groty zamierzaliśmy jechać z przesiadką przy lotnisku. Jednak po dotarciu na lotnisko plan lekko się zmodyfikował, bo spóźniliśmy się kilka minut na 201. Kolejny za godzinę. Tu wkroczył W., który wyczaił inny przystanek w pobliżu, skąd odjeżdża 71 do Żurrieq. Stamtąd miałoby być circa 1 km do Blue Grotto. W zasadzie wszystko się zgadzało, „oprócz żony … Kontynuuj czytanie
Mdina
(na wstępie drobna uwaga uzupełniająca – Mdinę zwiedzaliśmy przed katedrą św.Jana w Valetcie) Do Mdiny dojechaliśmy autobusem w warunkach klimatyzowanych, a te mają jednak tę wadę, że wychodząc z nich człowiek zderza się z rzeczywistością i ma to niekiedy skutki nieprzewidywane. Tak było i tym razem. Wysiadając z autobusu W. oświadczył, że dzisiaj nie będziemy się pałętać po muzeach i zaraz za rogiem skręcił … Kontynuuj czytanie
Valetta
Motto dla Valetty wymyśliła Erynia: „Nie musimy pędzić z wywieszonym jęzorem odhaczając kolejne punkty programu, możemy się powłóczyć uliczkami Valetty tam gdzie nas oczy i nogi poniosą.” I poniosły, a właściwie „ponosiły” bo zwiedzaliśmy ją na raty, częściowo z własnej winy, a częściowo z powodu świeżo przygotowywanych wystaw, które otwierano „w przyszłą sobotę”. Przy pierwszych odwiedzinach, W. stwierdził po wyjściu z autobusu „jak … Kontynuuj czytanie
Zamość i Zagroda Guciów
Erynia po prawie roku bez używania samochodu bardzo szybko „wdrożyła” się w jego prowadzenie i zaczęła szaleć, delikatnie przy tym wyzywając przymulających kierowców. Właściwie oprócz częstych pozytywnych reakcji na teksty W. w stylu „czy wiesz, że przekraczasz dopuszczalną prędkość o…” czy „hamuj wcześniej bo pocałujesz w d… tę dziewczynę przed sobą” tylko raz spróbowała się zmieścić na centymetry pomiędzy … Kontynuuj czytanie
Brunary i Karpacka Troja
Kolejny wyjazd „przez Wysową”. Erynia miała większe plany i dlatego zaordynowała wzięcie dwóch dni urlopu by móc odwiedzić Zamość i Roztocze. Oczywiście, od samego początku, nie moglo się obejść bez nieprzewidzianych postojów. Tym razem padło na Cerkiew pw.Św.Michała Archanioła w Brunarach (360°). Trzeba się było zatrzymać i obejrzeć, szczególnie że była otwarta, a nawet gdyby nie, to podany był telefon … Kontynuuj czytanie
Szlak „Drewna” i „Kamieni”
Erynia jest zdeklarowaną sezonową wielbicielką góralskich kapci. Gwoli ścisłości, jej uwielbienie wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do temperatury na dworze, zaś latem przerzuca się na japonki. Jako że ostatnie kapcie są w stanie klupściowatym (patrz: komentarz przy wpisie „Parszczenica, Swornegacie i Wdzydze”), zażyczyła sobie nowych na urodziny. Wbrew pozorom, życzenie wcale nie jest takie łatwe do spełnienia, bo na … Kontynuuj czytanie
Kaszubski Leonardo da Vinci i Biskupin
Dzień następny zaczął się od wielkiego sprzątania by dom zostawić w stanie nie gorszym niż go zastaliśmy. By wyjechać w miarę wcześnie, wstaliśmy świtem dzikim – jak dla nas, bo słońce już hulało po niebie., a plany mieliśmy na ten dzień szerokie, a wliczając w to powrót do domu to i dłuuuugie. Na początek przejechaliśmy przez Swornegacie by uzupełnić zapasy obrazków … Kontynuuj czytanie
Akwedukt, porcelana i zamek
Niedziela zaczęła się spacerkiem w okolice gdzie ponoć miały być jagody i grzyby. Były ponoć! To znaczy krzaków jagód było dużo, na nich jagód było mało, a grzybów było nic – czego można się było spodziewać po wczesnoletniej porze. Spacer za to był przyjemny, Erynia pomrukiwała, że zapach lasu i jego odgłosy to jakby głaskanie po duszy. W. tym … Kontynuuj czytanie
trasa historycznie nadmorska
Ranek przyniósł otrzeźwienie. Z jednej strony Erynia wycierając (sobie!) nogi po kąpieli przestawiła sobie(!) kręgosłup, a z drugiej odwiedziliśmy raz jeszcze winiarnie Murfatlar, by uzupełnić zapasy o wina czerwone i wytrawne, których mamy niedobory przy naszym systemie żywieniowym, a tutejsze wina są dobre i tanie! Po tym krótkim i bolesnym postoju – tym razem nie dla kieszeni lecz dla Eryniego kręgosłupa ruszyliśmy w kierunku … Kontynuuj czytanie
Siklós i Harkány
Na ostatni dzień zwiedzania okolic Villány wybraliśmy Siklós z jego zamkiem. Dojazd zajął nam kilkanaście minut. Zamek, a właściwie, zdaniem W., pałac na podbudowie zamkowej, jest jeszcze w renowacji (400000000Huf w ramach programu Unijnego + fundusz norweski), ale już robi wrażenie. Może wyposażenie nie poraża ilością i zbytkiem, ale i tak zamek jest godny uwagi. Zarówno przygotowane pomieszczenia jak i widoki z blanek … Kontynuuj czytanie
Osijek
Rankiem śniadanie prawie jak zwykle – wymieniliśmy tylko jajecznicę na jajka gotowane (5 szt. a jednak!) – a po śniadanku Erynia ustawiła drogowskaz na Osijek. W sumie blisko, raptem 56 km, nie było więc powodu by nie odwiedzić Chorwacji – dawno już nas tam nie było. Droga była niczego sobie oprócz samego dojazdu do granicy – 10 km po lodzie. Granicę przekroczyliśmy szybko, wspólna odprawa … Kontynuuj czytanie
Szigetvár i Pécs (Pecz)
Na początek musimy opisać śniadanie przygotowane przez Gospodarza. Bo to było Śniadanie(!) – nie do przejedzenia. Cztery typy kiełbasy (w tym dwa rodzaje salami) i ser. Do tego jajecznica na kiełbasie posypana słodką papryką (chyba z 8 jaj, no dobrze – może z 6), pomidory i (rzecz jasna) papryka, herbatki do wyboru i dwa typy chleba: jasny i ciemny. Pojedliśmy do rozpuku, … Kontynuuj czytanie
Żywieckie… bez piwa
…wiemy, wiemy, że wszystkim się kojarzy, ale W. nie lubi alkoholu, a na dodatek Żywiec(kie) to nie tylko browar! To również, a może przede wszystkim (mniej lub bardziej) prywatnie miasto ulokowane w XV w. na prawie magdeburskim, mimo że wzmianki o jego istnieniu sięgają początków wieku XIV. Chociaż miasto się trochę od tych czasów rozrosło to jednak najciekawsze (dla nas) … Kontynuuj czytanie
Amasya i… do domu
Do Amasyi było 115 km i przejechaliśmy je w miarę sprawnie, tak że dotarliśmy tam około 20. Trochę nam miny zrzedły na widok miejsca w którym znajdowały się hotele znalezione w internecie – stara stylowa dzielnica pod fortecą. Wyglądały nie na naszą kieszeń. „Nic to, przejdziemy się po dzielnicy” zawyrokował W. zostawiając samochód pod wielkim meczetem. No i poszliśmy trochę pooglądać. … Kontynuuj czytanie
Armenia, do Erywania
W końcu dotarliśmy do granicy. Erynia miała okazję przeżyć przekraczanie granicy „w starym, dobrym, komusim stylu”. Prawie jak podczas wypadu na Krym, ale „prawie” czyni różnicę. Na początek typowa kontrola paszportowa i papierów samochodu, potem kazano nam zatrzymać się przed szlabanem i przejść do budynku gdzie urzędowali celnicy. Tu zaczął się mały cyrk. Celnik chciał wprowadzić dane … Kontynuuj czytanie
Przez południową Gruzję
Rankiem, po pożegnaniu z Gospodyniami, ruszyliśmy w drogę do Achalciche. Z początku droga była asfaltowa o bardzo sympatycznym dla autka standardzie. W. rozglądając się po bokach zobaczyliśmy 2 mosty z XI czy XII w., choć nie do końca te, o które nam chodziło. Jednym z nich był most w Machunceti. W Informacji Turystycznej, w jednej z wiosek „po drodze”, zaopatrzyliśmy się w mapki i folderki o adżarskim interiorze. … Kontynuuj czytanie
słowackie ceramiki i wina
Przed powrotną drogą pospaliśmy dłużej więc zebraliśmy się z hotelu dopiero około 10. Erynia miała w planach dooglądać jeszcze Błękitny Kościół, więc zatrzymaliśmy się na parkingu nadbrzeżnym i te parę przecznic poszliśmy spacerkiem. I tu okazało się, że parking był prywatny (płatny!), a na ulicach wiele było miejsc parkingowych bezpłatnych w niedzielę – no cóż, frycowe trzeba było zapłacić. Po błękicie … Kontynuuj czytanie
Bratysława i okolice
Erynia wymyśliła sobie jakiś czas temu odwiedzenie stolicy Słowacji – Bratysławy. A jak już to wymyśliła to zaraz potem doszła do wniosku, że jest to w sumie takie małe miasteczko i jak już się jest w Bratysławie to trzeba by odwiedzić Wiedeń. Niemały wpływ na tę decyzję miał węgierski kolega z jej pracy, który na hasło „Bratysława” niemiłosiernie się skrzywił … Kontynuuj czytanie

