Na przedostatni dzień zwiedzania wyspy, Erynia przewidziała jej północny zachód. Nawigacja wyznaczyła trasę „przez góry” więc przejechaliśmy drogą z dnia pierwszego, opuszczając jedynie wjazd na szczyt kaldery de Taburiente, ale i tak zahaczyliśmy o 2300 m n.p.m. Pierwszym punktem trasy była Informacja Turystyczna w Las Tricias. I to znowu był wyśmienity wybór. Zostaliśmy w nim „zaopiekowani” i „dopieszczeni” zarówno ciepłem obsługi jak i ilością informacji przekazanych nam, gdy spytaliśmy, jak zwykle, „Co możemy zobaczyć w okolicy?”. Panie „okolicę” potraktowały bardzo szeroko – jako region Garafía. Ze względów czasowych nie wszystko zdołaliśmy obejrzeć, ale najważniejsze punkty „zaliczyliśmy”. Pierwszym było samo Las Tricias, mała osada, ale z bardzo urokliwym, małym, prostym kościółkiem. Kolejnym były Cuevas de Buracas – wbrew nazwie, jaskinie nie mające nic wspólnego z popularnym w Polsce warzywem – , ale zanim do nich dotarliśmy, za radą Pań z IT obejrzeliśmy muzeum Gofio (MIGO – Museo de Interpretacion del Gofio) urządzone w starym młynie. A gofio to rzecz na tej biednej wyspie ważna. Jest to mąka z ziarn zbóż (później z kukurydzy i nasion strączkowych) prażonych przed zmieleniem, a następnie mieszana z wodą. W zależności od sposobu przygotowania gofio może być albo zupą albo daniem stałym. Dania tego typu można spotkać jeszcze na wyspie, ale turyści historię poznać mogą w takich muzeach. Od MIGO do jaskiń Buracas jest około 800 m ścieżką wyłożoną kamieniem, wśród smoczych drzew. Gdy Erynia spojrzała na kąt nachylenia ścieżki zaczęła żartować że „te 800 m to chyba w pionie”. Bez przesady – w pionie było jakieś 250 m. W każdym razie zejście było dosyć męczące dodatkowo w pełnym słońcu bez wiatru, za to w przepięknych okolicznościach przyrody: smocze drzewa, opuncje, dzikie gardenie i inne bliżej nieznane rośliny rosnące na skałach, a to wszystko z widokiem na ocean. Całe szczęście, że pod koniec drogi była Cafe Finca Aloe gdzie mogliśmy podreperować siły. Kafejka serwuje głównie produkty z własnego ogródka, a pomysł na jej założenie wpadł do głowy miłej niewieście, która pewnego razu zakochała się w La Palmie, zamieszkała na wyspie, a w 2004 r. otworzyła kawiarnię dosłownie tam, gdzie Diabeł mówi dobranoc i żyje (ona, nie czart) w zgodzie z naturą. Trochę tylko szkoda (W.), że ta zgoda obejmowała również kuchnię li i jedynie wegańską i wegetariańską. Chłop musiał się zadowolić tylko sokiem z owoców sezonowych (sezon jest jedynie na banany, kiwi i papaje oraz aloes – w końcu nazwa zobowiązuje). Erynia była mniej wybredna i załapała się również na kanapkę z domowego chleba. OK, dało się to przeżyć (W.), w końcu hippisowskie klimaty też nie są nam obce, a niekiedy bywają nawet mile widziane. Pożywieni na ciele poszliśmy jeszcze parę metrów dalej pożywić się duchowo w jaskiniach Buracas. I była to w sumie mało pożywna uczta. Hiszpanie z La Palmy potrafią zrobić bardzo wielką reklamę każdej dziurze – w ziemi też. Jaskinie, jak jaskinie – dziesiątki podobnych widać przy drogach na stokach – ale ponoć w tych znaleziono pozostałości bytowania pierwszych mieszkańców wysp, w tym petroglify. Petroglify były, resztę musimy przyjąć na wiarę bo w starych żyli ludzie jeszcze niedawno, a i w międzyczasie powstało wiele „użytkowych dziur w skałach”. Nawet Cafe Finca Aloe korzysta z takich „jaskiń”, a idąc widzieliśmy i inne „osiedle” w skałach. Powrót do MIGO, przy którym zostawiliśmy samochód, był równie uciążliwy choć łatwiejszy – wchodzi się łatwiej niż schodzi. Odrobinę zmęczeni ruszyliśmy do Santo Domingo de Garafía. Miasteczko spokojne i nastrojowe. W centrum parę uliczek z typową dla La Palmy zabudową, a w pobliżu równie nastrojowy kościółek przy placu z palmami. Całość do obejrzenia w parę minut, choć każda z tych minut warta jest tego by ją poświęcić miasteczku. , a czekały na nas jeszcze petroglify Zarzy i Zarcity w Parque Cultural La Zarza. Dojeżdżając do Zarzy mieliśmy kwaśne miny bo jechaliśmy na granicy chmur, dolnej granicy.Tak się zastanawialiśmy, czy czeka nas powtórka z Sumeli. Na szczęście, na czas zwiedzania parku trochę się podniosły i nie musieliśmy przesiąkać wilgocią, a i widoczność zrobiła się lepsza, ale i tak zrobiło się chłodniej. Przy wejściu do parku jest centrum informacyjne z niewielkim, źle oświetlonym muzeum więc jedynie przez nie przeszliśmy idąc do głównych atrakcji tego miejsca. Atrakcje i owszem są, ale po ich obejrzeniu W. skwitował:
„Na początku XX w. przyjechali archeolodzy na wyspę, nic tu nie znaleźli, a wykazać się trzeba było. Dali więc asystentom/studentom przykazanie, żeby w kamieniach wytłukli koncentryczne koła. Ponieważ jednak na wyspie łatwiej było o wino i rum, niż o wodę, to kółka wyszły asystentom trochę spiralne lub »mało okrągłe« (to te po rumie). I archeolodzy mieli o czym pisać, a teraz miejscowi mają na czym zarabiać.”
A swoją drogą: jak w wilgotnym klimacie wyspy tak płytkie ryty mogły przetrwać dwa tysiące lat i być widoczne? W granicie może by i przetrwały, ale ta skała, patrząc po rysunkach współczesnych na pobliskich skałach (nie na petroglifach), jest raczej miękka. (W. nie próbował rysować!), a w ogóle najbardziej nastrojowy był sam park z drzewami pokrytymi brodami porostów. Tylko, nie wiadomo czy z winy chmur, samego parku, czy krążących po nim duchów, W. czuł duszną atmosferę. Po wyjściu z parku oddychać było łatwiej, a było to ważne bo na powrót Pracownice IT w Tricias zafundowały nam przepiękną lecz bardzo wymagającą drogę LP-109. Jej początek przejechaliśmy w chmurach więc Mirador Barranco de Los Poleos był raczej mało widokowy, ale dalej już było niżej więc i widoczność się polepszyła. Niestety (na szczęście?!) szerokość drogi nie, nadal była „dwa samochody na lusterka”, a zazwyczaj mniej. Trzy „naturalne” tunele były totalnie na jeden samochód (lub dwa muły). Na szczęście droga nie jest zbyt uczęszczana i udało nam się ją przejechać, chociaż W. robiło się miejscami ciepło. Mimo tych trudności warto było zrezygnować z szerokiej drogi LP-1, która nie dała by nam (a zwłaszcza W., jako kierowcy!) tylu doznań. Niestety musieliśmy zrezygnować z większości innych atrakcji zaoferowanych nam przez Panie z IT Las Tricias, ale i za te, które „przeżyliśmy” bardzo dziękujemy.
Region Garafía
Wpisany pod 2016, Hiszpania, jaskinie, La Palma, muzea, wybrzeża, wykopaliska, wyspy
2 komentarze do Region Garafía
2 komentarze do Region Garafía
2 odpowiedzi na Region Garafía
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
Szukaj
Kategorie
Lata
…komentarze.
- w. - Muzeum „opony” i Kolumnada
- Pudelek - Muzeum „opony” i Kolumnada
- Pudelek - Spacer z winami
- W. - Muzeum „opony” i Kolumnada
- W. - Spacer z winami
- Pudelek - Muzeum „opony” i Kolumnada
- Pudelek - Spacer z winami
- Erynia - Trogir
- Pudelek - Trogir
- w. - Trogir
- w. - Trasa do Breli
- Pudelek - Trogir
Galeria albumów
ogólne…
RODO
Przydasie
-
Nasze miejsca:
- Obszar Lednicko-Valticki
- Ruinki Katzelsdorf i Muzeum
- Lednice i Salon Win
- Dzień św. Marcina
- Inne okolice Valtic
- Muzeum „opony” i Kolumnada
- Mikulov żydowski
- Mikulov
- Zamek Valtice
- Spacer z winami
- Na Morawy, do Valtic
- Bura (Bora) i powrót
- Stećci i jeziorka
- Wykopaliska i twierdze
- Split
- Brela
- Trogir
- Trasa do Breli
- Powrót ze Słowacji
- Bankomat i degustacja
- Malá Tŕňa i Veľká Tŕňa
- Forza d’Agro i powrót
- Sant’Alesio i Savoca
- Taormina i Castelmola
- Syrakuzy
- Wokoło Etny
- Wąwóz Alcantara
- Pępek, bikini i kwatera
- Caccamo
- Jaskinia i statek
- „P. Depresja”
- Monreale i Corleone
- Cefalù – historyczne
- Cefalù – hotel i spacer
- Droga na Sycylię
- Sery polskie i szwajcarskie
- Dworek i nostalgia
- Birsztany
- Rumszyszki (Rumšiškės)
- Augustów
- Prusowie
- Wiadukty, Trójstyk i Puńsk
- Supraśl
- Toszek
- Muzeum w Bóbrce
- Lesko
- Synagoga i skansen
- Dworek, muzeum i piwo
- Żydowski Lublin
- Stare Miasto w Lublinie
- Lublin – zamek
- Lublin wieczorem
- Alvernia Planet
- Muzeum pożarnictwa w Alwerni
- Wilamowice i Stara Wieś
- Muzeum Wilamowskie
- Alanya
- Altınbeşik i dwie wioski
- W górach Taurus
- Perge i Antalya
starsze w archiwum


Dear Mariu and Paula!
Thank you so much for your lovely comment. We already miss la Palma.
Lovely visitors!!! we send you a big huge from Las Tricias, Garafía, Isla de La Palma.
Mariu and Paula
Tourist Information Office from Las Tricias
http://www.lapalmacit.com