browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Gorce

Nastał czas (ś)wirusa.
Prawie wszyscy ześwirowali na punkcie „trochę większej grypki” (opinia W.). Nawet Erynia znalazła w internecie mema, w którym wszystkim znakom zodiaku wystarczyło powiedzieć „Siedź na dupie w domu”, i tylko skorpionowi tłumaczyć trzeba to było używając argumentów. Pośmialiśmy się, i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby po paru dniach Erynia, która nie jest skorpionem (ale ponad dwa tygodnie siedziała grzecznie w domu przyklejona do laptopa na „hołmoffisie”), nie wydzierżyła, i nie zaproponowała [sic!] skorpionowi W. wyjazdu na przedłużony „łikend” do lasu. Las był w okolicy Poręby Wielkiej, a mamy tam zaprzyjaźniony dom, w którym gospodarze bywają jedynie czasami, więc zupełnie nie wiadomo dlaczego W. wymagał obszernej argumentacji, by nie „siedzieć na dupie w domu”. Gdy już został przekonany „by”, trzeba było znaleźć „jak” pojechać bezpiecznie – bo wiadomo, że najniebezpieczniejszym miejscem na drodze jest to gdzie stoi policja. A teraz, Rozporządzeniem 522, ześwirowany (nie)rząd dał im argumentację dodatkową do zatrzymywania i wystawiania ludziom mandatów. Na szczęście świrusy zostawiły furtkę religijną wirusowi, więc W. po przeczytaniu aktu prawnego poszukał w spisie kościołów i wyznań odpowiedni, umożliwiający nam wyjazd do lasu i zaopatrzeni w wydrukowany akt prawny oraz potwierdzenie rejestracji związku wyznaniowego, klucze do domu, zapas jedzenia oraz papieru toaletowego, mogliśmy już wyruszyć w drogę. Droga była krótsza, ale dłuższa czasowo, niż zwykle, bo z ominięciem autostrady i zakopianki, za to z dziką frajdą z jazdy polną drogą pomiędzy Rawą Niżną a Porębą Wielką (przez Olszówkę-Łobuzówkę). W sumie trasę przejechaliśmy w niecałe dwie godziny, więc załapaliśmy się jeszcze na wieczorne rodaków rozmowy. W rozmowach nie uwzględniono „wirusa” jako tematu niegodnego rozmowy.
do albumu zdjęć

Poręba Wielka


Dnia następnego, pomni badań radzieckich uczonych, wyruszyliśmy na „drobny spacerek” po lesie. Fitoncydy miejscami były mocno wyczuwalne, ale znacznie więcej było błota i krokusów. Występowały naprzemiennie, tak że czasami, by zbliżyć się do krokusów, trzeba było przejść przez teren podmokły lub bagienny, ewentualnie błotnisty. Na odwrót zdarzało się rzadziej. Trasę zaczęliśmy od drogi polnej prowadzącej w kierunku Olszówki (innej niż tą którą przyjechaliśmy) między innymi by zbadać możliwość tego skrótu. Dwa miejsca na niej, cokolwiek rozjeżdżone traktorami (quadami?), utrudniłyby znacząco przejazd – przejść się jednak dało i znaleźliśmy nawet szlaki, które zamierzaliśmy przejść. Na początek żółty i zielony wiodły nas drogą asfaltową przez osiedle nowych domków pseudo-górskich, do góralskich było im jeszcze dalej. W pewnym miejscu szlaki się rozdzieliły i zielonym poszliśmy w kierunku Schroniska PTTK na Maciejowej. Mniej więcej od połowy drogi pojawiać się zaczęły informacje, że schronisko „Bacówka na Maciejowej”
(Ś)wirus w Bacówce

(Ś)wirus w Bacówce

nie funkcjonuje z powodu ogłoszonego stanu zagrożenia epidemiologicznego. (Ś)wirus działa! Podobna informacja przybita była do dźwierzy schroniska na Starych Wierchach, do którego doszliśmy czerwonym szlakiem – rezygnując z „Bacówki”.
Dalej to już była „prawie” bajka, nie licząc błota, i zgubienia ścieżki edukacyjnej, którą chcieliśmy wracać. Wróciliśmy więc szlakiem żółtym a następnie zielonym. A propos ścieżki edukacyjnej, podobnie jak spory fragment żółtego szlaku jest „ozdobiona” ogołoconymi pniami drzew jak również rozjechana przez sprzęt ciężki, co w błocie i czasami śniegu mocno utrudniało zejście, jak i samą przyjemność bycia w lesie. Tak Lasy Państwowe dbają o „walory edukacyjne”…
Okazało się, że nie wszyscy ześwirowali, i nie poddali się histerii (ś)wirusa. Na szlakach spotkaliśmy około dziesięciu pieszych i rowerowych turystów. Nie wiadomo jakie oni mieli uzasadnienie by nie „siedzieć na dupie w domu”, ale W. je miał. W uroczyskach, wśród drzew, na łąkach i przy ruczajach odprawiał rytuały Rodzimej Wiary. Boginki lasu, wody i ziemi nie były zbyt zadowolone z działań ludzi wycinających co piękniejsze drzewa i rozjeżdżających łąki oraz lasy śmierdzącymi maszynami. Może dlatego pomagają jedynie ludziom, którzy je rozumieją. Nam pomogły spotkać trzy sarny, parę motyli a pszczółek i innych bzyków bez liku. Znalazło się też co nie co śpiewających ptasząt umilających nam czterogodzinny spacer. Za to tym, którzy smrodzą w lesie potrafią utrudnić życie – dostrzegliśmy stojące na szlaku 4×4 z urwanym wałem.

Podkład muzyczny „Poranek w lesie” – nagranie własne

poprzedni
następny

2 odpowiedzi na Gorce

  1. Pudelek

    Teraz działa 😀 Jak na złość taka piękna pogoda teraz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *