Archiwum autorskie w.
Wiedeń
Po przekroczeniu granicy Erynia natychmiast zaczęła porównania z Danią: płasko, dużo wiatraków, czysto, ale trawa przed domami niewykoszona i zachwaszczone ogródki. Do tego remont drogi na trasie wymusił na nas objazd trzeciorzędnymi drogami – zupełnie porównywalne z trzeciorzędnymi „polskimi drogami”. Albo im ten „ordnung” nawala, albo u nas nie jest aż tak źle… W końcu wylądowaliśmy na Park&Ride Erdburg, … Kontynuuj czytanie
Bratysława i okolice
Erynia wymyśliła sobie jakiś czas temu odwiedzenie stolicy Słowacji – Bratysławy. A jak już to wymyśliła to zaraz potem doszła do wniosku, że jest to w sumie takie małe miasteczko i jak już się jest w Bratysławie to trzeba by odwiedzić Wiedeń. Niemały wpływ na tę decyzję miał węgierski kolega z jej pracy, który na hasło „Bratysława” niemiłosiernie się skrzywił … Kontynuuj czytanie
od brzegu do Brzegu Opolszczyzny
…a właściwie od Góry, którą W. zawsze uznawał za widomy znak obrzeża Opolszczyzny, od Góry Świętej Anny. Zazwyczaj mijamy tę wieś przejeżdżając autostradą w poprzek góry. Tym razem postanowiliśmy obejrzeć tę okolicę. Niestety nie jest możliwe zjechanie tam z A4, można jedynie zatrzymać się na parkingu MOP i pójść na spacer. A jest to ciekawe miejsce zarówno pod względem … Kontynuuj czytanie
Ringkøbing Fjord – „w lewo”
Piątek zaczęliśmy od długiego spania, a później od długiego wybierania miejsc do zobaczenia. I wybraliśmy. Wypadło na kierunek odwrotny od wczorajszego. Na pierwszy ogień poszła Duńska Destylarnia Whisky – Stauning Whisky. Whisky tu produkowana zdobywa medale bo firma produkuje ją zwracając baczną uwagę na dotrzymywanie warunków tradycyjnej technologi amerykańskiej i szkockiej – Erynia przetestowała trzy rodzaje, w tym jedną … Kontynuuj czytanie
Ringkøbing Fjord – „w prawo”
W czwartek postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę wokół Ringkøbing Fjord. Pierwszy postój wypadł nam przy wieży do podglądania ptaków. Ptaków było mało (same łabędzie, parę kaczek) za to wiaterek był wybitnie zimny. Dalej pojechaliśmy w kierunku mierzei. Droga biegnie wzdłuż wydm. Nadmorskie wydmy, wysokie na kilka metrów, od strony Fjordu pokryte są wrzosami, porostami i różami. Obsadzane są … Kontynuuj czytanie
Viborg i „wielki zamek”
W środę ruszyliśmy do Viborga. Ponieważ było blisko, to wyjechaliśmy trochę po 10. Na miejsce dojechaliśmy po południu i ruszyliśmy w miasto. Na pierwszy ogień poszedł Kunsthal Brænderigården pusty w środku – bez obsługi, tośmy go jedynie obfotografowali z zewnątrz (wewnątrz była wystawa czasowa całkiem ładnych fotografii Mika Ninagawa). Po drugiej stronie ulicy był biblijny ogródek – ponoć ze … Kontynuuj czytanie
Aalborg
Po północnych wojażach, do Aalborga dotarliśmy dopiero około 17., tak że po znalezieniu miejsca parkingowego mieliśmy okazję jedynie pooglądać architekturę z zewnątrz i zjeść coś w Highway 66. Stek po amerykańsku był najtańszym „przyzwoitym” (w mniemaniu W.) daniem w mieście, a i tak kosztował 79DDK(44zł). Doszliśmy do wniosku, że Duńczycy nie chcą by obcy zachwycali się ich potrawami dlatego stosują ceny zaporowe … Kontynuuj czytanie
na północy Danii
Udało nam się wyjechać przed 7. rano i prawie jednym cugiem dotarliśmy koło południa do Grenen. To „prawie” to było najpierw parę przerw na drobny sen – na tych drogach człowiek zasypia z nudów – a później połażenie po wydmach i plaży bałtyckiej poniżej Skagen. Przy wydmach był parking, to co nam szkodziło pójść obejrzeć cichą i pustą plażę. Gdy … Kontynuuj czytanie
Odense i Fredericia
Trasę do Odense zaplanowaliśmy na cały dzień bo mimo, że drogi w Danii są proste i płaskie, a ruchu praktycznie nie ma, to ograniczenia prędkości potrafią zabić każdy plan liczony według polskich standardów. Jazda w Danii dla W. była bardziej niebezpieczna niż w Gruzji. Przy duńskich zasadach i karach W. przestrzegając prawa zasypiał za kierownicą. Drogi duńskie są nudne, nudne, nudne, … Kontynuuj czytanie
nad Morzem Wattowym
Przygotowując się do zwiedzania Danii znaleźliśmy opis Morza Wattowego. Jest to właściwie, zdaniem W., płytkie błotniste wybrzeże, ciekawe głównie ze względu na pływy morskie odsłaniające duże przestrzenie błotnistego „czegoś”. Jest to niewątpliwie duża frajda dla ptactwa, dla ludzi też… My otarliśmy się o północno-wschodnią jego krawędź jadąc na wyspę Rømø. Wyspę łączy z lądem stała grobla długości … Kontynuuj czytanie
Tønder
Po niemieckich drogach jakoś to szło – szybko i bezboleśnie, ale Dania… to już paranoja. Uczulony na nieprzekraczanie prędkości dozwolonych W. pluł jadem na duńskie przepisy kastrujące kierowców. „Po tym kraju nie da się jeździć!!!!” Jednak jakoś dojechaliśmy do zamówionej przez internet kwatery. Nocleg wybierał W., z powodów… sentymentalnych. Mianowicie 17 lat temu, był tam na szkoleniu … Kontynuuj czytanie
Lubeka – „po drodze”
No i poniosło nas. Wyjechaliśmy dosyć późno, tak że dopiero około 2 po północy dotarliśmy do obwodnicy Berlina. Tam W. zarządził spanie. Spaliśmy do 5. Dalsza droga w kierunku Lubeki – miasta „po drodze” przebiegła równie gładko i szybko jak przez całe Niemcy. Autostrady, jeszcze bezpłatne, pozwalają przemieszczać się po kraju łatwo szybko i przyjemnie, tak przyjemnie, że zdążyliśmy … Kontynuuj czytanie
Tarnowskie Góry
Już od jakiegoś czasu Erynia miała ochotę na czarnego pstrąga, a właściwie na Sztolnię Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach. Kiedy jednak dotarliśmy do Tarnowskich Gór, niestety, „pstrąg wyszedł”, a właściwie nie wyszedł bo Sztolnia była „w konserwacji”. Za to, jeszcze przed dojazdem do sztolni, zatrzymaliśmy się przy Tesco w celach jak najbardziej merkantylnych („kasodaj”) i wylądowaliśmy w jednym z najładniejszych tarnogórskich kościołów. … Kontynuuj czytanie
Oświęcim bez Auschwitz
Wszyscy wiedzą, a przynajmniej powinni wiedzieć co to jest Auschwitz-Birkenau. Każdy powinien odwiedzić ten obóz, ale nie wymagamy by robił to więcej niż raz. Byliśmy już tam dawniejszymi czasy, i starczy. O ile opisy obozu są częste to znacznie rzadziej natrafić można na relacje z Oświęcimia, a jest to miasto z tradycjami sięgającymi średniowiecza. Postanowiliśmy to nadrobić. Tuż przy wjeździe do … Kontynuuj czytanie
parę chwil w Krakowie
Erynia postanowiła odwiedzić z aparatem Kraków. Niby to siedziba naszego województwa, miasto warte odwiedzin w najwyższym stopniu, w jeszcze większym uwiecznienia godne ale… wiele razy tam bywaliśmy, wszyscy tam jeżdżą i wielu więcej (i artystów, i nieartystów) o uwiecznienie go zadbało. Niemniej jednak sobie ku pamięci, a znajomym by nie mieli nam za złe, ruszyliśmy w odwiedziny do Krakowa. Tym razem za kierownicą … Kontynuuj czytanie
Oradea i Tokaj
Kolejny przystanek zaplanowaliśmy w Oradei, gdzie spotkaliśmy się z Bratem Erynii. W Oradei mieszają się nacje rumuńska z węgierską co jest słyszalne na ulicy oraz widoczne w kartach restauracyjnych. Miasto znane jest z secesyjnej architektury. Przyznajemy, że nas zachwyciła i to pomimo dużej ilości remontów. Trzeba tam będzie wrócić za jakieś 3 do 5 lat i pozachwycać się jeszcze bardziej. Inny rodzaj zachwytu … Kontynuuj czytanie
Timişoara
Po przekroczeniu granicy z Bułgarią, szczęśliwy W. zatankował paliwo – w Turcji było znacznie droższe niż gdziekolwiek indziej – i chyba z tego szczęścia skierował się ponownie do granicy z Turcją. Szczęśliwie dla nas, wyrozumiali celnicy puścili nas bez żadnych problemów. Nocą przelecieliśmy przez Bułgarię i część Serbii, przesypiając kilka godzin na parkingach, a następnie w strugach deszczu skierowaliśmy się do granicy z Rumunią … Kontynuuj czytanie
Amasra i Safranbolu
W końcu dotarliśmy do Amasry – dawnej kolonii greckiej. Miasto jest przepięknie położone, widoki z murów miejskich na wodę urocze, muzeum archeologiczne pełne pamiątek z okresu greckiego i bizantyjskiego, ale… to jest już kurort pełną gębą – i to w złym znaczeniu tego słowa. Na przykład: gdziekolwiek pytaliśmy o toaletę, byliśmy odsyłani do płatnych, w samym centrum, „bo u nas nie ma” – … Kontynuuj czytanie
Sinop i trasa nadmorska
Dalsza droga była bardzo przyjemna, nowiutką dwupasmową drogą wdłuż brzegu morza (według GPS jechaliśmy po morzu), a na dodatek się rozpogodziło. Kolejny punkt trasy wymyślił W. Oglądając kiedyś mapę Turcji, wskazał na Sinop i rzekł: „Tam muszą być piękne widoki”. I były. Według legendy miasto to założyły Amazonki, a nazwę nadano mu na cześć ich królowej Sinope. Żródła mówią, … Kontynuuj czytanie
Monaster Sumela
Na granicy było ciekawie. O ile z gruzińskimi celnikami nie było problemu (wybałuszyli tylko oczy na polskie „blachy” na samochodzie, zapytali o trasy i skwitowali krótko: „maładcy”), o tyle przejście granicy tureckiej było sporo dłuższe: więcej budek do kontroli na trasie, sprawdzenie bagaży (tu W. zastosował sprawdzone metody z Krymu: worek cebuli, warkocz czosnku i celowy artystyczny nieład w bagażniku — celnik nie dokopał … Kontynuuj czytanie

