monastery
Pantokrator i Palea Perítheia
Poranek obudził nas lekko zachmurzonym niebem, a morze straszyło deszczem pokazując wały chmur piękne acz burzowe. Straszenie nie było zbyt efektywne, a słońce rozgoniło chmury zanim zdążyliśmy zjeść śniadanie, wybraliśmy się więc niedokończoną wczoraj trasę na najwyższy szczyt wyspy: Pantokrator, a następnie do wioski Palea Perítheia (Perithia). Początek trasy wiódł nas piękną drogą dwujezdniową, aż do zjazdu na … Kontynuuj czytanie
Od tawerny do twierdzy
W skądinąd uroczej wiosce Karousades szukaliśmy czegoś do jedzenia. W centrum, wzdłuż drogi którą jechaliśmy, była tylko jedna jadłodajnia, i na dodatek remontowana. Erynia wyskoczyła zapytać o inne możliwości: „Chcecie jeść? To 700m dalej jest taverna Anatoli. Jak lubicie ryby i owoce morza to będziecie w raju. Czy jest dobra? Jak lokalni tam jedzą, to jest dobra!”. Ledwo zaparkowaliśmy pod … Kontynuuj czytanie
Droga na południe
Ustalanie tras wybitnie W. nie szło. Leń jeden nie poustawiał ich w domu, a teraz miał do dyspozycji jedynie AutoMapę i papierowe opisy miejsc ciekawych. Niestety AutoMapa włączyła klawiaturę grecką, a literki wyskakiwały łacińskie. W efekcie nic nie można było znaleźć, a jak już coś się udało znaleźć to nie było to, czego się szukało. Że istnieje możliwość przestawienia klawiatury na … Kontynuuj czytanie
Spanie w klasztorze
W efekcie zabaw termalno-winiarskich do Sieny dotarliśmy prawie o 20. Nocleg mieliśmy zaplanowany na starym mieście, w strefie ograniczonego ruchu (ZTL – Zona, a Traffico Limitato). Obce samochody mają zezwolenie na dwa przejazdy przez starówkę dziennie, każdy do 30 minut. Wszystkie transfery należało zgłaszać recepcji. Zgodnie z informacją hotelową, mogliśmy tam wjechać wyłącznie przez bramę św.Marka (Porta San Marco), … Kontynuuj czytanie
Wadowice
O kolejnym wyjeździe zadecydowała wielka polityka. Zobowiązania zawodowo-ogródkowe spowodowały, że nie zdążyliśmy podpisać listy poparcia dla Rafała Trzaskowskiego w miastach nam najbliższych. Na szczęście dzięki wujkowi Google wyszukaliśmy, że w niedzielę będzie się można dopisać w… Wadowicach. Jechaliśmy do tych Wadowic, zastanawiając się po cichu, czy aby nie zostaniemy na miejscu „pobłogosławieni” przez jakichś „Rycerzy Niepokalanej” tudzież … Kontynuuj czytanie
Wyspy Książęce
Erynia może nie śniła o księciu z bajki, ale Wyspy Książęce – czemu nie?! Nadszedł więc czas i na te wyspy (Prens Adaları), zwane również Wyspami Czarownymi (Kızıl Adalar). Są one podobno ulubionym miejscem wypadów weekendowych Stambulczyków. Skąd nazwa? Ano stąd, że w czasach bizantyjskich było to „wygodne miejsce zsyłki” książąt i królowych, którzy popadli w niełaskę. A że na wyspach były klasztory, … Kontynuuj czytanie
Mont Saint-Michel
Kolejnym punktem miał być Etretat, ze szczególnym uwzględnieniem klifów. Cóż, po chwili jazdy, oczy same zaczęły nam się zamykać. W. szybko zjechał na francuski MOP (Aire) i na dwie godziny odpłynęliśmy. Trzeba było nadrobić poprzednią noc w trasie. W sumie wyszło nam to na dobre, bo gdy samochód jadący przed nami na autostradzie najpierw wyhamował, a następnie stanął, W. … Kontynuuj czytanie
Bergues
Trasa niby miała być prosta: Polska – Bretania, ale ponieważ udało nam się wyjechać odrobinę wcześniej to Erynia zaordynowała: Mont Saint-Michel. W., by nie odstawać zbytnio od średniej spytał: „A jak nazywało się to miasto, w którym kręcono »Jeszcze dalej niż Północ«?” („Bienvenue chez les ch’tis”). Erynia znalazła w Internecie, że jest to Bergues i w ten sposób zdobyło … Kontynuuj czytanie
Melk i Artstetten
Erynia zadecydowała Melk – OK niech będzie Melk – pojechaliśmy, dojechaliśmy, obejrzeliśmy i… niesmak pozostał. Pogoda była „z przelotnymi deszczami typu mżawka”, ale nie to było powodem niesmaku. Może najlepiej będzie porównać do dzień wcześniej oglądanego Opactwa Benedyktynów w Göttweig. Dojazd i parking podobnie na wysokim poziomie. Ilość zwiedzających Melk znacznie przewyższała Göttweig (minus – nie lubimy tłumów). Obsługa – porównywalna. … Kontynuuj czytanie
Opactwo Göttweig
Kolejnym celem było benedyktyńskie opactwo w Göttweig, które już kilka razy kusiło nas z daleka, a widoczne jest, trzeba przyznać, prawie zewsząd. Klasztor został założony nawet wcześniej niż w Melk (w 1083 r.), ale nigdy nie zyskał aż takiego znaczenia. Ma to swoje zalety – nie jest tak oblegane przez turystów. Klasztor jest nazywany austriackim Monte Cassino, gdyż zarówno pod względem położenia … Kontynuuj czytanie
od Pieskowej Skały do Tenczynka
W ostatni dzień zwiedzania Polski z Daro rzuciliśmy okiem na parę miejsc położonych bliżej Chrzanowa. Pierwszym z nich był zamek Pieskowa Skała. Pogoda piękna, ludzi jeszcze niewiele, z przyjemnością weszliśmy na zamek i zwiedziliśmy, w niezbyt wielkim towarzystwie, pomieszczenia zamkowe. Ciekawe, że „papucie” filcowe były wymagane tylko do adidasów. Niestety we wnętrzach zdjęć robić nie było można – prawo gospodarza. Po … Kontynuuj czytanie
Kraków z Przewodniczką
Kolejne dni przeznaczyliśmy na Kraków ale, na pierwszy ogień, poszedł skansen w Wygiełzowie – leży po drodze do Krakowa (to był to już nasz „kolejny raz”). Właściwe zwiedzanie zaczęliśmy dopiero w Krakowie i to w sposób dla nas nietypowy – z przewodnikiem. Powodem takiego podejścia do zwiedzania była pochodząca z Gruzji Daro i nasza znajomość języka rosyjskiego – zbyt słaba, by móc oprowadzać Gruzinkę po … Kontynuuj czytanie
Remont w Divriği
Do Sarpi dotarliśmy szybko, lecz niestety na przejściu zaczęły się schody. Do odprawy czekała cała wielka, krzycząca grupa ludzi. Po pewnym czasie przejechały dwa puste autokary więc możliwe, że celnicy puścili ludzi osobno, a autokary osobno i odprawa trwała dłużej niż normalnie. Dalej już było standardowo. W okolicy Rize W. szukał herbaty (i zielonej w dużych paczkach nie znalazł). … Kontynuuj czytanie
Ani
Na ten dzień zaplanowaliśmy odwiedzenie Zabitego Miasta – dawnej stolicy Armenii: Ani. W. z opisów wnioskował, że na miejscu zastanie szczere pole na którym gdzieniegdzie niczym ostańce wychyną z trawy resztki zabudowań. Tymczasem potomkowie zabójców miasta zrobili sobie niezły biznes (8TRL za wejście, a jeszcze handel zimną wodą czy magnesami na lodówkę…), a co do samych ruin to słowem … Kontynuuj czytanie
Od Mardinu do Midyatu
Okolice Mardinu i Midyatu słyną z syryjskich klasztorów. Mają one ciekawy status prawny (strona oryginalna zniknęła 05.01.2025 r.) – bardzo niepewny w obecnym czasie. Dwa najbardziej popularne zwiedziliśmy. Pierwszy, znajdujący się cztery kilometry od Mardinu, nosi nazwę Szafranowego, od barwy murów. Rzecz jasna, są określane pory zwiedzania, z przerwą od 12:00 do 13:00. Wstęp kosztuje kilka lir. Wchodzi się przez … Kontynuuj czytanie
Şanlıurfa – miasto
Rankiem pyszne, proste, domowe śniadanie w ogrodzie: gorący, świeżo upieczony przez żonę właściciela chleb przypominający ormiański lawasz, domowe sery, masło, jajecznica na swojskich jajach, pomidory i ogórki z własnego ogródka, miód z własnej pasieki i tylko oliwki ze słoika ze sklepu, uff… Wegetarianie, i ci co jedzą tylko naturalne, mieli by radochę. Weganie pluli by na zabite „życie poczęte” – nam … Kontynuuj czytanie
Kolejny „Biały Gród”
Przejazdów przez kolejne kraje nie ma co opisywać, było szybko i sprawnie aż do granicy rumuńsko-bułgarskiej, gdzie mieliśmy pecha trafić na koniec zmiany celników: stara zmiana już nie odprawiała, bo kończyła pracę, z kolei nowa też niespecjalnie garnęła się do roboty. W efekcie funkcjonariusze stali w grupkach, popalali papieroski, wymieniali poglądy, niewątpliwie się integrowali, a w międzyczasie kolejka aut się wydłużała… … Kontynuuj czytanie
Trapiści z Orval i zamek w Bouillon
Tym razem mieliśmy przyjemność być pasażerami obwożonymi po miejscach ciekawych. Co prawda nasi szanowni gospodarze wytłumaczyli nam, że we Francji dopuszczalna ilość alkoholu we krwi kierowcy to 0,5‰(!), ale i tak nie chcieliśmy ryzykować jazdy po piwie trapistów. A właśnie tego dnia postanowiliśmy odwiedzić ich klasztor w Orval słynący z produkcji piwa. Klasztor jest stosunkowo duży, ale do zwiedzania … Kontynuuj czytanie
powrót przez Galati, Bicaz i Rátkę
Następny dzień miał być dniem przejazdu przez całą Rumunię z noclegiem na Węgrzech. Oczywiście „po drodze” postanowiliśmy z obejrzeć wąwóz Bicaz. By mieć czas na wszystko, wyjechaliśmy w miarę wcześnie. Droga była wygodna i malownicza (aczkolwiek miejscami z dziurami i ekipami je reperującymi – 1 maja!?!), i przez tę jej malowniczość z godziny na godzinę łapaliśmy opóźnienie. Erynia, zachwycona Rumunią, co rusz sugerowała … Kontynuuj czytanie
kierunek Delta Dunaju
Tym razem to W. odbiło. Pewnego wieczora, gdy rozmawialiśmy o ewentualnym wyjeździe na weekend majowy, rzucił: „A może by tak Delta Dunaju?”. Erynii więcej nie trzeba było… Nie dość, że entuzjastycznie przytaknęła, to jeszcze sama dorzuciła kilka „głupich” pomysłów – „to tak po drodze jeszcze…”. W efekcie na liście znalazł się Murfatlar – bo winiarnia i Konstanca bo … Kontynuuj czytanie

