pałace
Beskid Niski – słonecznie
Śniadanie przeszło nasze oczekiwania, wprost wyśmienite, na poziomie wielkopolskim, a dalej to już było szaleństwo. W. w swej złośliwości przeszedł samego siebie. Erynia co prawda zasugerowała wcześniej by wybrał kilka cerkiewek na Szlaku Architektury Drewnianej, ale nie spodziewała się jedenastu punków nie licząc tego „po drodze”. Tym razem mieliśmy wiele szczęścia bo była akurat niedziela i wiele z kościołów … Kontynuuj czytanie
Rogalin
Kolejnym punktem programu był Rogalin. Zawsze kojarzył nam się on z owianymi legendą Dębami Rogalińskimi, ale Rogalin, przede wszystkim, chlubi się pałacem Raczyńskich. Pięknie posadowiony „pomiędzy dziedzińcem i ogrodem” uchroniony w czasach II wojny światowej od zniszczenia bo „gościł” w swych podwojach szkołę Hitlerjugend, stracił jedynie znaczną część wyposażenia. Podczas działań renowacyjnych część dóbr udało się odnaleźć, a część wyposażenia, … Kontynuuj czytanie
Kórnik
Po zakwaterowaniu się w Willi Nestor zdążyliśmy jedynie obejrzeć najstarsze w Polsce arboretum. Co prawda ma 32 hektary, ale da się je obejść w godzinę – nie to, co Wojsławice. Może i zapalony botanik spędził by tam więcej czasu, gdyż różnorodność szaty roślinnej jest ponoć największa w Polsce, ale dla przeciętnego zjadacza chleba „wszystko jest zielone, oprócz paru odcieni brązu”. My … Kontynuuj czytanie
Tarce, Radlin i Klęka
Kolejny punkt programu był nieplanowany, ale bardzo malowniczy, na mapie „uratowanych zabytków”, w miejscowości Tarce, W. zoczył, niedawno odremontowany pałacyk, w zadbanym parku, pełniący obecnie rolę domu weselnego. Wnętrza pałacyku nas zauroczyły. Chociaż nie jest on zbyt stary, raptem 150 lat, to ma ciekawe dzieje, a w swojej historii gościł nawet szkołę dla dziewcząt. Po zadbanym pałacyku zobaczyliśmy … Kontynuuj czytanie
Gołuchów
W. po kądzieli pochodzi z Wielkopolski, więc kiedy nadarzyła się okazja kolejnego przedłużonego weekendu, zaproponował wycieczkę sentymentalną w rodzinne strony. Erynia przyklasnęła, gdyż tam jej za często nie widzieli. Na pierwszy ogień poszedł niedooglądany zamek/pałac w Gołuchowie. Jest to co prawda pałac, ale zbudowany dla księżnej Działyńskiej (de domo) Czartoryskiej, w stylu zamków nad Loarą, na podwalinach rezydencji obronnej, … Kontynuuj czytanie
od Pieskowej Skały do Tenczynka
W ostatni dzień zwiedzania Polski z Daro rzuciliśmy okiem na parę miejsc położonych bliżej Chrzanowa. Pierwszym z nich był zamek Pieskowa Skała. Pogoda piękna, ludzi jeszcze niewiele, z przyjemnością weszliśmy na zamek i zwiedziliśmy, w niezbyt wielkim towarzystwie, pomieszczenia zamkowe. Ciekawe, że „papucie” filcowe były wymagane tylko do adidasów. Niestety we wnętrzach zdjęć robić nie było można – prawo gospodarza. Po … Kontynuuj czytanie
Powtórka z Dolnego Śląska
Kolejny wypad na Dolny Śląsk postanowiliśmy zacząć od miejsc niedooglądanych. Kilka lat temu byliśmy już w Mosznej, niestety zamek oglądaliśmy wtedy tylko zewnątrz. W środku znajdował się ośrodek leczenia nerwic i nie było szansy dokładniej zwiedzić dawnej siedziby rodu Thiele-Winkler. Jakiś czas temu doszły nas jednak słuchy, że ośrodek się wyprowadził (czy też zakończył działalność), a zamek można obejrzeć … Kontynuuj czytanie
Kraków z Przewodniczką
Kolejne dni przeznaczyliśmy na Kraków ale, na pierwszy ogień, poszedł skansen w Wygiełzowie – leży po drodze do Krakowa (to był to już nasz „kolejny raz”). Właściwe zwiedzanie zaczęliśmy dopiero w Krakowie i to w sposób dla nas nietypowy – z przewodnikiem. Powodem takiego podejścia do zwiedzania była pochodząca z Gruzji Daro i nasza znajomość języka rosyjskiego – zbyt słaba, by móc oprowadzać Gruzinkę po … Kontynuuj czytanie
Przed Majówką
Na dłuuuugi weekend majowy przyjechała do nas Daro, nasza przyjaciółka z Gruzji. Postanowiliśmy jej pokazać jak najwięcej się da w ciągu tych kilku wolnych dni. Wiemy, że nawet południa Polski nie da się pokazać pobieżnie w tak krótkim czasie, ale spróbowaliśmy. Pierwszego dnia pobytu Daro w Polsce przeszliśmy się tylko po Chrzanowie, bo brak wiz do Unii Europejskiej dla Gruzinów spowodował „dłuższą odprawę” na lotnisku. Następny dzień … Kontynuuj czytanie
Şanlıurfa – miasto
Rankiem pyszne, proste, domowe śniadanie w ogrodzie: gorący, świeżo upieczony przez żonę właściciela chleb przypominający ormiański lawasz, domowe sery, masło, jajecznica na swojskich jajach, pomidory i ogórki z własnego ogródka, miód z własnej pasieki i tylko oliwki ze słoika ze sklepu, uff… Wegetarianie, i ci co jedzą tylko naturalne, mieli by radochę. Weganie pluli by na zabite „życie poczęte” – nam … Kontynuuj czytanie
Hattusza (Hattuşa)
Po przejechaniu 900 km dotarliśmy do do Hattuszy – starożytnej stolicy Hetytów – tak, tych z którymi wojował faraon Ramzes II. To był (przed)ostatni z pomysłów Erynii, które W. „upchnął” w trasę. A miejsca trochę było bo pierwszy zarezerwowany nocleg mieliśmy dopiero z 26 na 27 sierpnia. Coś trzeba było zrobić z tym „dodatkowym” urlopem. Na miejsce dotarliśmy około 14. i od razu … Kontynuuj czytanie
Kuks
Dnia następnego Erynia zażyczyła sobie obejrzeć barokowy szpital – Hospital Kuks – w miejscowości Kuks. Początkowo W. się opierał, gdyż tym samym uciekło nam zwiedzanie browaru i degustacja piwa w Nachodzie, ale gdy kobieta się uprze… Historia Kuksu zaczyna się gdy hrabia František Antonín Špork (Franz Anton Sporck), przy okazji wizytowania dóbr odziedziczonych po ojcu, dotarł do źródeł … Kontynuuj czytanie
od Adršpachu do Kudowy
Trudno zbyt długo usiedzieć na… miejscu. Spojrzawszy na listę odwiedzonych krajów zauważyliśmy pewne braki – Czechy odwiedziliśmy dotychczas tylko raz. Coś z tym trzeba było zrobić. Ponieważ nie dooglądaliśmy jeszcze Ziemi Kłodzkiej, Erynia wybrała Kudowę-Zdrój jako punkt bazowy trasy. Udało się jej odebrać wolne za nadgodziny – według jej szefa po raz ostatni (trzeba będzie … Kontynuuj czytanie
Okolice Bolesławca
To był pierwszy dzień maja. Wszystkie atrakcje Bolesławca były więc zamknięte. Obsługa hotelu zasugerowała nam dwa ciekawe miejsca pod Bolesławcem. Niestety leżały one po dwóch różnych jego stronach. Jedno to był Zamek Kliczków – na północny zachód, a drugi Zamek Grodziec na południowym wschodzie. Postanowiliśmy zacząć od Zamku Kliczków i wczesnym rankiem, zaraz po śniadaniu – obfitym, … Kontynuuj czytanie
Bruksela i nasz przyjaciel Murphy
Wszystko co dobre kończy się za wcześnie, więc i pobyt u francuskiej rodziny także skończył się za wcześnie. W planach mieliśmy jeszcze Brukselę, Antwerpię i Akwizgran (Achen), a czasu było coraz mniej. Z Sedanu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, by było więcej czasu na zwiedzanie. Około 11. stanęliśmy na parkingu podziemnym przy Grand-Place (W. wybrał taki z największą ilością miejsc – ponad 900). Początkowo … Kontynuuj czytanie
Szydłów i Kurozwęki
Po południu, po zabiegach, wyskoczyliśmy do Szydłowa, nazywanego mocno na wyrost „polskim Carcassonne”. Jedna brama, resztki czegoś co nawet na zamek nie wygląda, szczątkowa fosa i kilometr murów, kilka kościołów, z czego jeden w ruinie, oraz synagoga to trochę za mało by porównać mieścinę, którą można obejść spacerkiem w niecałą godzinę, do francuskiej twierdzy. Same mury wyglądają bardzo przyjemnie, … Kontynuuj czytanie
Pokucie, Huculszczyzna i Bukowina
Hostel „Na kuti” („on the corner”), w którym mieszkaliśmy, prowadziło młode małżeństwo, dbając nie tylko o czystość pokojów, ale przede wszystkim o ciepłą i domową atmosferę. Tam naprawdę czuliśmy się serdecznie ugoszczeni i wręcz „zaopiekowani”, co wcale nie musi być normą w takich miejscach. Rankiem, po obfitym śniadaniu, dostaliśmy od Gospodarzy propozycję udania się z innymi gośćmi do Muzeum Pisanki. Propozycja … Kontynuuj czytanie
Zamki Zakarpacia
Kolejnego dnia opuściliśmy Użhorod, kierując się „na wschód – w końcu tam musi być jakaś cywilizacja!” (© Seksmisja). Po drodze zahaczaliśmy o karpackie zamki. Na pierwszy ogień miał pójść Szent Miklosz zwany Zamkiem Miłości. Najwyraźniej jednak albo my, albo GPS się pomylił, bo wywiózł na do zamkowych co prawda ruinek, ale w zupełnie innym miejscu – w Serednie. Nie ma … Kontynuuj czytanie
od Kamienia do Niechorza
Głód morza dał znać o sobie i następnego dnia. Zaczęliśmy skromnie, bo od rzucenia okiem na murowano-ryglowy młyn wodny z połowy XIX w. przy rzece Gowienicy we wsi Babigoszcz. W drugiej połowie XX w. młyn został przebudowany na zajazd. Jeszcze w latach 90′ budynek miał się dobrze, obecnie niestety popada w ruinę (a szkoda!) i jest do sprzedania. Babigoszcz leży rzut beretem od … Kontynuuj czytanie
Łódź
W. co prawda nie lubi dużych miast, ale czasami się przełamuje, szczególnie gdy w grę wchodzi odwiedzenie przyjaciół (i obejrzenie czegoś, czego jeszcze nie widział). Tym razem przełamał się na tyle, że wstał przed piątą by dotrzeć do Łodzi w okolicy godziny 10-tej. I dotarliśmy… od razu w pobliże Księżego Młyna. Jest to kwartał domów robotniczych przy fabrykach, ze szkołą, … Kontynuuj czytanie

